Strona ks. Artura Aleksiejuka

Bracia! Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas
umiłował, i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni.

List Św. Pawła do Efezjan (2,4-10)

Wokół interdyscyplinarności dyskusji bioetycznych

22.01.2005

Bez wątpienia stan zamieszania wokół kwestii etycznych w biomedycynie jest funkcję stosunkowo niedługiego, bo tylko około czterdziestoletniego okresu funkcjonowania akademickiego i publicznego forum dyskusji na temat problematyki etycznej w biologii i medycynie w warunkach postępu naukowo – technicznego. Nader istotny jest także oddźwięk społeczny i medialny oraz zainteresowanie, jakie towarzyszy tej problematyce nie tylko ze strony środowisk akademickich lub naukowych. Zainteresowanie widać nie tylko po stronie lekarzy, którym z racji wykonywania ich zawodu problematyka bioetyczna powinna być wyjątkowo bliska, lecz także w gronie polityków, prawników, socjologów, filozofów, inżynierów, ekonomistów, a także teologów, różniących się od pozostałych wymienionych grup nie tylko zapatrywaniami na rolę i miejsce człowieka w świecie, kwestie moralności, odpowiedzialności, obowiązku i powinności wobec siebie i otoczenia, lecz także na kwestie prawdziwie fundamentalne np. dotyczące życia i śmierci, choroby i zdrowia, bólu i cierpienia, poczęcia i narodzenia, seksualności i miłości, ojcostwa i macierzyństwa. W ten sposób bioetyka awansowała do rangi integralnej części świata medycznego, politycznego, technologicznego, ekonomicznego, a także części przestrzeni refleksji teologiczno – moralnej. Na równych prawach z naukowcami, prawnikami, czy teologami, aktywnymi uczestnikami debat są także pacjenci, członkowie ich rodzin, ich prawni reprezentanci oraz demokratycznie wybrani przedstawiciele społeczeństwa.
Dzięki swej atrakcyjności, szeroko pojętym skutkom globalizacji (szczególnie zaś szybkości obiegu, wymiany i dostępu do informacji), mechanizmom demokratycznym, mediom, a także panującej modzie problematyka bioetyczna wyszła niejako ″na ulicę″ i dotarła ″pod strzechy″. W ten sposób bioetyka, oprócz rangi łącznika, pomostu miedzy wiedzą przyrodniczą i wiedzą o wartościach ludzkich zyskała nowy wymiar swej interdyscyplinarności; można by rzec wymiar demokratyczno – pluralistyczny. Spopularyzowanie problematyki bioetycznej znacznie przyczyniło się do poszerzenia kręgu jej oddziaływania i wzrostu jej prestiżu, zwłaszcza w sferze publicznej oraz polityczno – ekonomicznej. Wystąpiły jednak także skutki uboczne w formie spłaszczenia i fragmentaryzacji dyskusji, stopniowa rezygnacja z głębszej refleksji nad naturą ludzką, szermowanie pojęciami wolności i autonomii połączone z zaniedbywaniem transcendentnej perspektywy ludzkiej egzystencji itd.1
Istotnym czynnikiem i jednocześnie świadectwem interdyscyplinarności dyskusji bioetycznych jest dążenie do znalezienia optymalnego rozwiązania, osiągnięcie interdyscyplinarnego konsensusu, uwzględniającego w możliwie najszerszym zakresie racje wszystkich zainteresowanych stron. Chociaż „badacze problemów etycznych rzeczywiście stwierdzili możliwość osiągnięcia interdyscyplinarnego konsensusu, posługując się arystotelesowską zasadą: rozwaga i praktyczna mądrość”2 – jak stwierdza Pierre Cuer, droga od stwierdzenia możliwości do jego rzeczywistego osiągnięcia nie jest prosta. Obfituje za to w spory i wzajemne nieporozumienia.
„Jestem zdania – twierdzi dr hab. Marek Wichrowski z Zakładu Historii Medycyny i Filozofii Akademii Medycznej w Warszawie – że cała dzisiejsza bioetyka to jeden wielki, gorący spór (...) Ta dziedzina wiedzy w gruncie rzeczy składa się z samych dylematów moralnych. W bioetyce nie ma gotowych rozwiązań. Nie ma ekspertów, którzy podejmują właściwe decyzje, ponieważ przeczytali odpowiednią liczbę prac na dany temat”.3
Doskonałą ilustracją tej opinii może być wspomniana już kwestia pozyskiwania komórek macierzystych z ludzkich embrionów. Wyobraźmy sobie sytuację, w której do stołu, w celu wypracowania wspólnego stanowiska siadają: lekarz, prawnik i teolog.
Z perspektywy lekarza codziennie walczącego z chorobą embrionalne komórki macierzyste są realną nadzieją dla osób cierpiących na chorobę Parkinsona, Alzheimera, wrodzoną łamliwość kończyn, marskość wątroby, choroby serca, cukrzycę, uszkodzenia rdzenia kręgowego i nerwów obwodowych, białaczkę i uszkodzenia szpiku. U pacjentów z wrodzonymi błędami metabolicznymi, doprowadzającymi do niedoborów określonych czynników, komórki macierzyste potomne mogą być źródłem aktywnych substancji i po wprowadzeniu do organizmu wyrównywać te zaburzenia. Do komórek macierzystych mogą być także wprowadzane nowe geny, a więc są one jednocześnie przyszłością terapii genowej. Wszystko wskazuje na to, że już niedługo na modelu komórek macierzystych zostaną poznane czynniki zewnętrznie i wewnętrznie determinujące decyzje komórek, w którym kierunku podąży ich różnicowanie i jakie są mechanizmy kontrolujące ekspresję genów w rozwoju embrionalnym. Poznanie molekularnych mechanizmów kontrolujących proces podziałów komórkowych i różnicowania komórkowego rodzi wreszcie nadzieję na pozyskanie nowych informacji, jak skutecznie zapobiegać wadom wrodzonym i chorobom nowotworowym oraz jak je leczyć.
Z przytoczonych powyżej przykładów i możliwości, jakie otwierają badania nad embrionalnymi komórkami macierzystymi widać, jak ogromne oczekiwania i nadzieje im towarzyszą, zarówno ze strony lekarzy, jak i cierpiących na większość przytoczonych powyżej schorzeń pacjentów. W imię tej nadziei, sensu swej pracy oraz za cenę postępu w medycynie wielu reprezentantów środowiska lekarskiego byłoby skłonnych do ustępstw wobec norm moralno – etycznych lub zasad religijnych kategorycznie sprzeciwiających się np. uśmiercaniu ludzkich embrionów w celu pozyskania z nich komórek macierzystych.
Sytuacja staje się bardziej interesująca, kiedy do dyskusji na ten temat włącza się prawnik. Oznacza to, że działania prowadzące do pozyskiwania komórek macierzystych z zarodków, chociaż być może znajdujące się w pełnej zgodności z kryteriami prawdy naukowej i możliwościami, jakie stwarzają, mogą okazać się niedopuszczalne z punktu widzenia prawa. Większość państw europejskich posiada już w tej materii odpowiednie ustawodawstwa. Także w Polsce, mimo braku odpowiedniej ustawy unicestwianie ludzkich embrionów w celu pobrania zarodkowych komórek macierzystych jest niezgodne z obowiązującym prawem.4
Można zatem zauważyć, że aby pogodzić lekarzy z prawnikami, a więc doprowadzić do konsensusu między nimi, warunkiem koniecznym jest zgoda co do tego, jakie działania poznawcze (z perspektywy naukowej) można zakwalifikować jako dopuszczalne z punktu widzenia prawa.
Na końcu, aby uczynić zadość interdyscyplinarności dyskusji uznajmy też akces teologa.
Odmienność perspektywy teologiczno – moralnej od naukowej i prawnej jest oczywista. Kościół bowiem patrzy na problemy tego świata opierając swe sądy na Objawieniu, Prawie ustanowionym przez Boga, a także na pewnym doświadczeniu duchowym, dostępnym, chronionym i kultywowanym w Kościele. Działanie człowieka mierzy więc kategoriami popełnienia lub niepopełnienia przewinienia lub grzechu. Uśmiercenie zarodka ludzkiego, podobnie jak dokonanie aborcji, w opinii Kościoła jest bardzo grzechem ciężkim, bez względu na jej dopuszczalność lub niedopuszczalność prawną oraz argumentację naukową.
Dodajmy do tego jeszcze przedstawicieli różnych orientacji religijnych, politycznych, światopoglądowych, kulturowych, filozoficznych, reprezentujących zupełnie odmienne zapatrywania na to, co jest dobrem, a co złem, co jest grzechem, a co nim nie jest, co jest prawdą, a co nieprawdą, co prawem, a co bezprawiem, a ukaże się w ten sposób obraz, jak gigantycznie ciężkim zadaniem jest próba ustalenia nie tylko wspólnych stanowisk, lecz nawet wyciągnięcie ręki i zajęcie miejsc przy wspólnym stole.
Jak widać ilość sił i lobby, zaangażowanych z dyskusję bioetyczne jest ogromna. Dyskusje są jednak bezowocne jeśli nie powoduje nimi chęć wypracowania rozstrzygnięć praktycznych. Pierwszym krokiem w tym kierunku jest położenie szczególnego nacisku na wypracowanie stanowisk zmierzających do rozwiązania konkretnych sytuacji konfliktowych, w oparciu o badania interdyscyplinarne i różne punkty widzenia, gdyż „nie można polegać tylko na jednym punkcie widzenia, aby wnioskować o prawach człowieka do godności lub innych normach uniwersalnych, bez uwzględnienia sytuacji szczególnych i konfliktowych”.5 Wypowiedź cytowanego już P. Cuera znakomicie koresponduje z opinią ojca bioetyki, samego V. R. Pottera, którego zdaniem wiedza pozbawiona praktycznego wykorzystania nie przedstawia sobą wielkiej wartości. Wiedza nie może być jednak wykorzystywana w dowolny sposób. Jej cenzorem powinien być prawidłowo rozpoznany cel, którym – zdaniem Pottera – jest poprawa oraz promocja jakości życia biologicznego i kulturalnego na ziemi, a przede wszystkim przetrwanie gatunku ludzkiego. Oparcie na tych założeniach postępu naukowo – technicznego we wszystkich dziedzinach, a szczególnie w biologii i medycynie, jest według niego zasadniczym gwarantem jego kontynuacji i powodzenia. Dlatego konieczne jest takie określenie reguł postępowania człowieka i zasad jego obcowania z osiągnięciami nauki i techniki (opartych oczywiście filozoficznie uzasadnionych wartościach etycznych), aby pozwoliły one w drodze pragmatycznej interpretacji aktualnego sposobu i stylu życia człowieka, w perspektywie przyszłych pokoleń i zachowania ludzkiego gatunku na znalezienie odpowiednich sposobów praktycznego wykorzystania zdobytej wiedzy i współczesnych osiągnięć.6
Pragmatyczny duch wizji bioetyki Pottera jest silnie reprezentowany we współczesnej bioetyce. Nie oznacza to jednak, że od momentu pojawienia się pierwotnej, globalno – interdyscyplinarnej potterowskiej wizji bioetyki wcale nie ewoluował.7 Nietrudno zatem wywnioskować, że wg takiego sposobu myślenia wszystko, co służy poprawie jakości życia, osiągnięciu dobra, rozumianego jako przetrwanie gatunku lub dobra pojmowanego utylitarystycznie, jest nie tylko tolerowane, ale akceptowane i przyjmowane. „Każda praktyczna, konkretna propozycja – stwierdza J. Hartman – choćby nie wiem jak abstrakcyjnie umotywowana w dyskursie filozoficznym, musi mieć za sobą obrachunek kosztów i korzyści, a więc rachunek utylitarystyczny. Każda propozycja musi być więc poparta rozważeniem kwestii następujących: czyje dobro jest w danym wypadku brane pod uwagę, jaka jest cena osiągnięcia tego dobra, kto cenę tę zapłaci. Brak tego rozeznania lub zwłaszcza odmowa zainteresowania tą stroną empiryczną zagadnienia, realnymi konsekwencjami zamierzanych czynów lub regulacji, na przykład w imię godności czystych ideałów, na które mielibyśmy się powoływać, jest uważane nie tylko z błąd metodologiczny – jest uważane także za coś niemoralnego.”8
Postawienie na ostrzu noża sprawy pragmatyki podejmowanych rozstrzygnięć nie oznacza bynajmniej chęci zupełnego wyrugowania aspektów teoretycznych, idealistycznych, a nawet argumentacji teologiczno – transcendentalnej z dyskusji bioetycznych. Doceniając ich rolę w nadawaniu ogólnego tonu tym dyskusjom, czegoś w rodzaju dobrego ducha, ″sumienia″, a także czasami przydatnego narzędzia w argumentacji, traktuje się je jednak z pewnym pobłażaniem uważając, że na ogół nie można oczekiwać z ich strony wniesienia do dyskusji ani czegoś nowego ani konstruktywnego, zwłaszcza w sprawach wymagających podejmowania konkretnych kroków w celu rozwiązania konkretnych problemów. Również w tym przypadku opinia J. Hartmana wydaje się szczególnie trafna: „Najistotniejszym rysem metodologicznym i moralnym tego tak zróżnicowanego środowiska jest przekonanie, iż każda dyskusja dotycząca zagadnień moralnych musi nawiązywać do pewnej wiedzy empirycznej, wiedzy statystycznej, wiedzy konkretno – naukowej, która daje podstawę do oceniania możliwych konsekwencji planowanych czy rekomendowanych w danym przypadku rozwiązań, które też muszą być praktyczne w swoim charakterze. Istnieje tu wymóg przechodzenia od sformułowań ogólnych, teoretycznych, pryncypialnych do pewnych rekomendacji konkretnych, a wręcz do sformułowań legislacyjnych, owych tzw. ″guidelines and recommendations″”.9
Znalezienie i wypracowanie owych ″guidelines and recommendations″ leży obecnie w głównej mierze w gestii komisji bioetycznych. Wynika stąd, że decyzje, będące wykładnią nie tylko ważkich problemów moralnych, ale także egzystencjalnych, czyli związanych z kwestiami życia i śmierci istot ludzkich (np. embrionów – źródeł pozyskiwania komórek macierzystych) podejmowane są zwykłą większością głosów. W takiej perspektywie nie ma zatem najmniejszego praktycznego znaczenia sprzeciw jednej lub dwóch osób (np. teologa i etyka) skoro sprawę i załatwia się komisyjnie; głosy są liczone, decyzje podejmowane, a eksperymentatorzy przystępują do ćwiartowania ludzkich embrionów w imię nauki i dobra przyszłych pokoleń.
Wizja bioetyki globalnej V. R. Pottera, a także koncepcje innych bioetyków, co do celu ostatecznego postępu w biologii i medycynie,10 znakomicie korespondują z głównymi zadaniami etyki lekarskiej wyrażonych np. w tekście Przyrzeczenia Lekarskiego (przysięgi Hipokratesa)11, a także definicji powołania lekarskiego zawartej w art. 2 Kodeksu Etyki Lekarskiej.12 Wyraża się to np. w stosunku współczesnej medycyny do kwestii choroby i jej leczenia, problematyki cierpienia, walki z bólem, śmierci, a także innych skrajnych sytuacji życiowych związanych z narodzeniem i dalszą egzystencją człowieka.
Mimo swoich niewątpliwych zalet na polu wieloaspektowego poznania rozważanych zagadnień interdyscyplinarność odzwierciedla pewien stan defragmentacji wiedzy i rozchwiania hierarchii wartości, który zdaje się prowadzić do dezorientacji etyczno – moralnej, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i społecznym.
W obrębie nauk biologiczno – eksperymentalnych oraz etyczno – filozoficznych skutkuje to rezygnacją z działań zmierzających do uzyskania całościowej (holistycznej) wizji świata i człowieka na rzecz fragmentarycznych, niezależnych i konkurujących ze sobą koncepcji naukowych i etycznych. Oprócz utraty przez naukę charakteru wiedzy prawdziwej, także obszar aksjologicznej refleksji moralno – etycznej dotyczącej obszarów aktywności człowieka jako osoby uległ rozbiciu i rozdrobnieniu. W rezultacie powstało (i nadal powstaje) wiele etyk szczegółowych (np.: etyka rolnicza, etyka biznesu, etyka mediów, etyka medyczna, etyka ekologiczna itd.) oraz wiele kodeksów etyki grup zawodowych (lekarza, pielęgniarki, aptekarza, policjanta, pracownika służby cywilnej, celnika, pracownika naukowego, nauczyciela, posła itd.).13 Takie ″cudowne rozmnożenie specjalistycznych etyk″ i sankcjonujących je kodeksów, choć wyzwala uczucie politowania, wzbudza także pewien niesmak, zwłaszcza, że w ramach tychże samych etyk szczegółowych istnieją rozbieżne założenia metaetyczne, a nawet sprzeczne normatywne rozstrzygnięcia analizowanych problemów.
Podobna sytuacja ma miejsce także w bioetyce. W okresie czterdziestu lat, na fali pluralizmu etycznego doszło także do swoistego pluralizmu bioetycznego. Wyjście naprzeciw zasadzie „tyle bioetyk, ile jest etyk” zaowocowało powstaniem wielu teorii bioetycznych, angażujących się w wyjaśnianie wybranych aspektów z dziedziny bioetyki. Wytworzyła się sytuacja, w której także w ramach samej dyscypliny bioetyki mówienie o konieczności przerzucania pomostów pomiędzy naukami o moralności a najnowszymi odkryciami w dziedzinie wiedzy biologiczno – medycznej nie jest pozbawione sensu. Szczególnie dotyczy to relacji między odmiennymi i często konkurującymi ze sobą wizjami bioetyki, co okazuje się nie mniej istotne niż np. stworzenie wspólnej, interdyscyplinarnej płaszczyzny funkcjonowania dla etyki, teologii moralnej i techniki. Innymi słowy poświęcając więcej uwagi kompleksowemu podejściu do zjawisk biologicznych związanych z życiem człowieka i jego otoczeniem zachęca się do podjęcia wewnątrzbioetycznego i międzybioetycznego dialogu.
Interdyscyplinarność w sensie rozbicia problematyki na szereg rozpatrywanych w zespołach fachowców kwestii, jak widać, nie zawsze musi prowadzić do uproszczenia tematyki, albo odprężenia w dyskusjach, zwłaszcza, jeśli dotyczą one zagadnień związanych ze zdrowiem i życiem człowieka. Wręcz przeciwnie. Wydaje się, że stopień ich komplikacji wzrósł jeszcze bardziej, a wgryzanie się w subtelności bez towarzyszącej temu pogłębionej refleksji etyczno – moralnej oraz teologiczno – moralnej osiągnęło poziom świadczący raczej o postępującej dezorientacji. Niklas Luhmann , laureat nagrody im. Hegla w 1989 r., twierdzi nawet, że kwestia moralnego porozumienia leży obecnie bliżej rzeczywistości sporu, niż uspokojenia sumień. Jego zdaniem zwiększa to prawdopodobieństwo podejmowania wiążących rozstrzygnięć pod presją np. opinii publicznej, czynników politycznych lub (i) ekonomicznych albo pod przymusem.14
Za pierwszy z brzegu przykład niech posłuży tutaj dość częste utożsamianie etyki medycznej z bioetyką. Chociaż bowiem utożsamianie etyki medycznej z bioetyką wygląda dość niewinnie, może nieść ze sobą znaczne i niebezpieczne konsekwencje. Dotyczy to zwłaszcza opartego na tradycji hipokratesowskiej etosu lekarskiego i zbudowanej na nim etyki medycznej. Bezkrytyczne utożsamienie bioetyki z etyką medyczną może spowodować, że w etykę medyczną, która skupia się przede wszystkim na relacjach pomiędzy pacjentem i lekarzem zostanie np. wprzęgnięta problematyka związana z przeżyciem człowieka na ziemi w warunkach postępu technicznego, filozofia ″łodzi ratunkowej″ związana z rozwiązaniem problemu ciągle rosnących kosztów leczenia i opieki medycznej itp. Nie trzeba wykazać się nadzwyczajną przenikliwością umysłu, aby nie zauważyć, że może to zaowocować pociągnięciem etyki medycznej w orbitę wpływów polityczno – ekonomiczno – ideologicznych, co jak wiadomo niejednokrotnie miało miejsce w przeszłości, a nawet ma miejsce w dobie obecnej.
Nieadekwatność synonimicznego traktowania obu dyscyplin nie jest już obecnie tematem tak gorących sporów, jak to miało miejsce w przeszłości, zwłaszcza na kontynencie północnoamerykańskim.15 W zasadzie większość bioetyków jest już zgodnych co do tego, że „terminy "etyka medyczna" oraz "bioetyka" (...) odnoszą się (...) do dwóch zakresowo różnych, choć posiadających pewną wspólną część dziedzin. Nie wszystkie [bowiem] problemy etyczne wynikające z rozwoju współczesnej medycyny można nazwać bioetycznymi i odwrotnie”.16
Rozciągnięcie zakresu bioetyki na inne dziedziny wiedzy, chociaż dokonało się bardzo szybko, nie nastąpiło jednak zupełnie niespodziewanie. Już bowiem osiemnaście lat temu jeden z twórców współczesnej bioetyki Tristram Engelhardt przewidywał, że w najbliższej przyszłości bioetyka będzie zmuszona do zmierzenia się z całkowicie nowymi wyzwaniami, które całkowicie zmienią jej oblicze.17 Rozciągnięcie pojęcia bioetyki na inne dziedziny aktywności ludzkiej dało wymierny efekt nie tylko w postaci wzrostu oczekiwań wobec nowej gałęzi etyki, lecz także zaowocowało powstaniem bardzo wielu niezależnych oraz uniwersyteckich instytutów bioetycznych.18 Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że istotnym krokiem ku temu było m. in. przezwyciężenie różnic co do znaczeń pojęcia bioetyki i etyki medycznej w kontynentalno – europejskim i anglo – amerykańskim kręgach kulturowych.
Kończąc powyższe rozważania można stwierdzić, że wyrazem interdyscyplinarnego charakteru dyskusji biotycznych, zarówno w ramach samej dziedziny bioetyki, jak i w szerokiej, ogólno – cywilizacyjnej perspektywie jest obecność trzech wzajemnie przeplatających się i równolegle prowadzonych wątków:
naukowego, związanego z wiedzą medyczno – biologiczną i pełniącą rolę wiedzy uniwersalnej z uwzględnieniem najnowszych osiągnięć naukowych i technologicznych w biomedycynie; wychodzi się przy tym z założenia, że nauka wsparta obiegiem i wymianą informacji ma charakter neutralny, jest apolityczna i ponadnarodowa, chociaż może pełnić rolę instrumentu polityczno – ideologicznego;
socjalnego, która odzwierciedla się np. we wzroście społecznej wrażliwości wobec postępu technologicznego w biologii i medycynie oraz we wpływie jego konsekwencji na życie jednostki oraz społeczeństwa, a także całej ludzkości; szczególnego znaczenia nabiera tutaj zagadnienie odpowiedzialności i sumienia ludzi nauki oraz lekarzy, których służba i powołanie realizuje się przez służenie pomocą innym;19
wartościująco – światopoglądowego, np. teologiczno – moralnego.
Trzy osie: naukowa, socjalna i wartościująca tworzą swoisty przestrzenny układ współrzędnych, który wydaje jest niezbędny do rzetelnego opisania każdej sytuacji bioetycznej, czyli tam, gdzie dochodzi do „działań (aktów) ludzkich polegających na ingerencji w granicznych sytuacjach powstawania życia, jego trwania i śmierci”.20 Wydaje się, że w takim układzie oczekiwania wobec teologii moralnej są w pełni usprawiedliwione. Jako nauka moralna Kościoła nie stoi ona bynajmniej na straconej pozycji. Znalazło to już potwierdzenie w szeregu publikacji, konferencji i inicjatyw hierarchów Kościoła prawosławnego m. in. J. E. Metropolity Sawy, który w wielu swoich wypowiedziach zawsze podkreśla, że podstawą poszukiwanych przez teologię moralną rozwiązań problematycznych kwestii moralnych w sytuacjach powstawania życia, trwania tegoż życia i śmierci jest idealna i całościowa wizja rzeczywistości oparta na Objawieniu Bożym i żywej Tradycji Świętej. Wizja ta bowiem nie da się zredukować ani do chciejstwa człowieka, ani rachunku utylitarystycznego, ani korzyści ekonomicznej, ani celowości pod względem socjalnym, czy też zadośćuczynienia kryteriom i procedurom demokratycznym. Celem teologiczno – moralnego wykładu prawd objawionych w Piśmie Świętym, poprzez dzieła Ojców Kościoła i literaturę monastyczno – ascetyczną jest wyłonienie prawdy o powołaniu człowieka stworzonego na Obraz i Podobieństwo Boże i w tym świetle rozpatrywanie jego jako mikrokosmosu.