http://www.ksiadzartur.pl/feed/ <![CDATA[Strona ks. Artura Aleksiejuka]]> 2010-07-25T19:10:04+02:00 Zend_Feed http://www.ksiadzartur.pl/homilie/2010/07/11/32-pytania-o-wiare-uzdrowienie-niewidomych/ <![CDATA[Pytania o wiarę: Uzdrowienie niewidomych]]> 2010-07-25T14:48:55+02:00 Drodzy bracia i siostry!

Uzdrowienie dwóch niewidomych, o których słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, skłania do spojrzenia na samego siebie po kątem wiary. Przyjrzyjmy się sobie i swojej wierze w pojęciu ogólnym. Bardzo często uważamy siebie za ludzi wierzących i staramy się tę wiarę realizować w życiu codziennym. Staramy się także postępować zgodnie z zasadami naszej wiary.

Zapytajmy więc samych siebie: «Jaka jest nasza wiara»? Na ile wierzymy my sami, a na ile przejęliśmy tradycję swojej rodziny i poprzednich pokoleń? Na ile nasza wiara jest świadoma? Na ile świadomie żyjemy w wierze? Czy mamy świadomość obrzędów religijnych, w których uczestniczymy i rozumiemy ich wagę? Czy posiadamy rozeznanie w świętowanych przez nas uroczystościach? Czy rozumiemy znaki czynione przez kapłana, a także przez nas samych podczas nabożeństw, a zwłaszcza Świętej Liturgii? Czy zastanawiamy się nad tym, co wydarza się – chociażby dzisiaj – podczas Świętej Eucharystii? Czy nasza wiara nie przerodziła się w przyzwyczajenie? Czy jest ona ciągle żywa? Czy naprawdę, a naszej codzienności, a nie tylko w niedzielę żyjemy Bogiem, w którego – jak mniemamy – wierzymy? Czy Bóg mającą istotny wpływ na nasze życie? Czy kochamy Boga i dostrzegamy Jego miłość do nas? Czy wierzymy w Jego moc sprawczą? Czy wierzymy, że jest Stwórcą Wszechświata i dawcą życia? Czy wierzymy, że ma wpływ na swoje stworzenie, opiekuje się nim i troszczy się o nie? Czy wierzymy, że może przemienić nasze życie i życie naszych bliźnich? Czy wierzymy, że może uzdrowić relacje międzyludzkie, wnieść w nie miłość, zrozumienie i szacunek? Czy wierzymy, że może uzdrowić nas i naszych bliskich z chorób ciała i ducha? Czy wierzymy w Jego moc uzdrawiania?

Tak wiele prostych pytań, ale jakże trudno na nie odpowiedzieć. Czy nie jest tak, drodzy bracia i siostry, że celowo uciekamy od odpowiedzi na te pytania i wyrzucamy je z naszej świadomości, ponieważ komplikują nam życie? A przecież to proste pytania i odpowiedzi na nie również są proste. Jeśli tylko wierzymy wszystkie one leżą w naszym zasięgu.

Na ile wierzy każdy z nas, na tyle doświadcza obecności Boga w swoim życiu. Na tyle Bóg jest w nas obecny na ile nasze serca są dla Niego otwarte, a On czuje się zaproszony środka i do dokonania w Nas prawdziwej przemiany. Posłuchajmy uważnie jeszcze raz słów Jezusa Chrystusa skierowanych dzisiaj do niewidomych: „Wierzycie, że mogę to uczynić? (…) Według wiary waszej niech wam się stanie”. Na prośbę niewidomych o uzdrowienie, Chrystus pyta ich o wiarę. To ogromnie ważne pytanie, które kierowane jest do każdego z nas. Dlatego niech każdy z nas zastanowi się nad tym, czy może przez Tym, który przenika myśli kryjące się w sercu każdego człowieka, wyznać, iż posiada taką wiarę, jak ci niewidomi, albo jak inni uzdrowieni przez Jezusa: kobieta cierpiąca na krwotok, paralityk, zwierzchnik synagogi Jair, setnik z Kafarnaum, albo trędowaty? Czy, gdyby Chrystus stanął teraz przed każdym z nas osobno, w widzialnej postaci człowieka, to czy na Jego pytanie o wiarę, każdy z nas mógłby odpowiedzieć twierdząco?

Niech każdy szczerze odpowie na to pytanie, bowiem zostanie ona zweryfikowana przez słowa Jezusa: „Według wiary twojej niech ci się stanie”. Czy w tym momencie każdy z nas doświadczyłby spełnienia próśb, którymi bezustannie zasypuje Boga i wystawiając Go na próbę domaga się ich natychmiastowej realizacji? Oto jest pytanie! Rozważmy to w swoim sercu. Zastanówmy się nad odpowiedzią na każde zadane dzisiaj pytanie; każde bez wyjątku.

I bądźmy przy tym szczery wobec Boga i samych siebie. Nie udawajmy i nie oszukujmy, gdyż ani Boga, ani naszego sumienia oszukać się nie da. Niech każdy z nas raczej ukorzy się przed Bogiem i w ciszy swego serca uklęknie przez Nim, wyciągnie ręce i zawoła: „Ulituj się nade mną, Synu Dawida!” A wówczas, gdy usłyszy pytanie Jezusa: „Co chcesz, abym ci uczynił?”, niech odpowie: „Abym przejrzał”.

Amen.

]]>
http://www.ksiadzartur.pl/homilie/2010/06/27/31-wydarzenie-wypedzenia-demonow-w-swinie/ <![CDATA[Wydarzenie wypędzenia demonów w świnie]]> 2010-07-25T14:48:20+02:00 W imię Ojca, i Syna, i Świętego Ducha;

 

Drodzy bracia i siostry!

Wydarzenia, o których słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii miały miejsce w krainie Gadareńczyków, którą należy identyfikować z leżącą nad jeziorem Galilejskim częścią terytorium Dekapolu, który był zarządzany przez Rzymian. Była to kraina sąsiednia wobec żydowskiej Galilei, którą zamieszkiwali i władali poganie. Wskazuje na to fakt, że wypasano tam świnie, które dla Żydów były zwierzętami nieczystymi. Jezus Chrystus postawił swoje stopy na tej ziemi przeprawiając się wraz z uczniami przez jezioro. We fragmencie Ewangelii poprzedzającym dzisiejsze czytanie słyszymy, podczas przeprawy uciszył burzę. Drodzy bracia i siostry! Postarajmy się spojrzeć na te dwa wydarzenia – uciszenie burzy i nawiedzenie krainy Gadareńczyków – jak na jedną opowieść; opowieść o człowieku, którym jest każdy z nas i do którego przychodzi Chrystus.

Kraina Gedareńczyków, do której przybył Chrystus wraz ze swoimi uczniami jest obrazem człowieka grzesznego i jego kondycji duchowej będącej następstwem powątpiewania w Jego rzeczywistą obecność w świecie. Współczesny symboliczny mieszkaniec tej krainy, o której słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii to człowiek, któremu sprawy wiary stają się coraz bardziej obojętne i bez znaczenia dla jego egzystencji w świecie. Gadareńczyk naszych czasów to także człowiek, dla którego rzeczywistość wiary nie ma znaczenia poza spędzeniem kilkudziesięciu minut na nabożeństwie, a po opuszczeniu świątyni postępuje tak, jakby Boga nie było.

Do takiej krainy i do jej mieszkańców przybywa Chrystus przez wzburzone fale jeziora, pokonując niesprzyjające wiatry i prądy wodne. Nawiedza krainę pogan i opętanych, czyli człowieka, którego dusza znajduje się w okowach błędu i duchowej niemocy. To miejsce spokojnie pasących się stad świń – grzesznych myśli, złych i podstępnych zamiarów, nieczystych namiętności, zachłanności i intryg. Stada są uważnie doglądane przez pasterzy, którzy dbają o to, aby miały one właściwe pożywienie i warunki rozwoju oraz we właściwym czasie zostały skonsumowane przez mieszkańców nieopodal leżącego miasta, podobnie jak złe przyzwyczajenia karmią się grzesznymi i nieczystymi myślami, a złe czyny chciwością, pragnieniem zaspokojenia żądz i zdradą. Mieszkańcy miasta i pasterze pieczołowicie doglądający stada świń to złe nawyki, zakorzenione głęboko grzechy, latami wzrastający w człowieku egoizm i egocentryzm, samolubstwo, pycha, zaniechania i wiele innych grzechów, zniewalających duszę ludzką.

Chrystus dociera jednak do tej krainy pokonując niesprzyjające okoliczności podobnie jak zbliża się do człowieka przezwyciężając zatwardziałość jego serca i umysłu. Najpierw jednak ucisza burzę, tą gęstą atmosferę nieprzystępności, którą roztacza człowiek wokół siebie. Jakże często, bracia i siostry w naszych duszach dochodzi do podobnych burz. Wiadomo, że gwałtowne burze powstają najczęściej przy zderzeniu frontów atmosferycznych. W duszy ludzkiej bardzo często do zderzenia frontów duchowych. Z jednej strony pociąga nas prawda, dobro, czystość. To oczywiste, gdyż zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże. Mamy naturalną, wrodzoną zdolność do podążania za prawdą i czynienia dobra i odczuwamy wewnętrzną radość, jeśli je komuś wyświadczamy lub sami tego doświadczamy. Pragniemy podążać za Chrystusem i być blisko Niego. Z drugiej jednak strony nasza skłonność do grzechu, słabość wiary i zaufania Bogu sprawia, że jesteśmy niekonsekwentni, brak nam odwagi i determinacji w opowiedzeniu się za Chrystusem. Chrystus wydaje się nam zbyt daleki i zbyt wirtualny, jakby nie przystający do rzeczywistości, w której mieszkamy, pracujemy, realizujemy swoje marzenia i pragnienia, spotykamy się z przyjaciółmi, czy wypoczywamy.

Człowiekowi, który nie zaprasza Boga do swego serca, bardzo łatwo traci orientację i poszukuje czegokolwiek, aby ją odzyskać. Ma wrażenie, że jest pozostawiony sam sobie. Jedynym punktem odniesienia dla niego jest więc on sam. Bardzo łatwo przywyka do takiej sytuacji i wówczas każde wezwanie sumienia do zamiany kursu na Boga traktuje jak chwilową słabość, dziwactwo, a nawet zabobon. W ten sposób roztacza wokół siebie tak gęstą atmosferę, że każde wkroczenie w nią Chrystusa wywołuje burzę w jego sercu. Bracia i siostry! Czy nie jest tak, że to my wytwarzamy pokłady ciemnych przysłaniających Słońce Prawdy, którym jest Chrystus? Czy to nie my ulegając złudzeniom duchowym wytwarzamy wiatry, które wioną w innym kierunku niż tchnienie Ducha Świętego? Czy płynąc z nurtem sami nie stajemy się źródłem strumieni, których nurt jest przeciwny Źródłu wody żywej wytryskującym ku życiu wiecznemu? A jednak Chrystus płynie ku nam pokonując wywołane przez nas wzburzone fale i istniejące w nas przeciwne prądy. Nasz wewnętrzny człowiek nie da się zagłuszyć i woła ku Chrystusowi: „Widząc morze życia wzdymane napaści burzą, do cichej przybiegam Twej przystani, wołając: Podnieś ze zniszczenia moje życie, wielce miłosierny!”.

Chrystus ucisza więc burzę i rozprasza chmury oraz staje na ziemi Gadareńczyków – w królestwie owładniętej niemocą ludzkiej duszy. Wychodzi z łodzi – Kościoła i spotyka dwóch opętanych, którzy wyszli z grobowców. Ewangelista Mateusz stwierdza, że byli oni tak niebezpieczni, że nikt nie mógł przejść tamtą drogą. Ci dwaj opętani są niczym strażnicy krainy, pilnują drogi i bronią dostępu do miasta, czyli serca, które jest symbolem centrum życia duchowego człowieka.

Zastanówmy się, drodzy bracia i siostry, kim są te postacie i czego są wyrazem? Co to są za grobowce, z których wyszli? Pewną wskazówkę daje nam św. Paweł w dzisiejszym liście do Rzymian, kiedy cytuje fragment z Księgi Powtórzonego Prawa: „Blisko ciebie jest Słowo, w twoich ustach i w twoim sercu”. A więc usta i serce – bramy do świata materialnego i duchowego człowieka wskazujące na ciało i duszę duchową – człowieka. Dwaj opętani i dwaj strażnicy, którzy nie mówią pojedynczo, lecz krzyczą jednym głosem i działają razem. I nie może być inaczej, gdyż odzwierciedlają jedność psychofizyczną, którą właśnie jest człowiek. Ich miejscem zamieszkania są grobowce. Jak bowiem można nazwać ciało i duszę człowieka pogrążonego w grzechu i nie pragnącego pojednania z Bogiem jeśli nie grobowcem?

Owi opętani strażnicy wzbraniają przejścia Chrystusowi. Mówią, że przyszedł za wcześnie i nie w porę. Jak często, drodzy bracia i siostry, słowa tych dwóch ambasadorów królestwa ciemności padają również z naszych ust i odzwierciedlają myśli naszych serc? „Czego chcesz od nas Synu Boży”! – to są właśnie nasze słowa. Pamiętajmy, że Chrystus powiedział, że cokolwiek uczyniliśmy jednemu z braci, uczyniliśmy to jemu samemu. „Czego ode mnie chcesz?” Spróbujmy sobie przypomnieć, kiedy ostatnim razem odpowiedzieliśmy w ten sposób człowiekowi, który zwrócił się do nas o pomoc i radę lub chciał spotkać się z nami? Ile razy wypowiadamy uderzamy nimi naszych najbliższych: ojca, matkę, małżonkę, męża, dziecko, brata, siostrę? Chociaż nie kierujemy ich do Chrystusa, to jednak dotyczą one każdego z naszych bliźnich i potrafią odtrącić człowieka oraz zniweczyć długo budowane więzy zaufania. To słowa-rygle bram naszego człowieczeństwa i słowa pałki, w które uzbrojeni są opętani strażnicy.

Drodzy bracia i siostry! Nie czyńmy z własnego człowieczeństwa grobowców i krainy, której strzegą opętani strażnicy. Nie bądźmy Gadareńczykami, którzy nie wpuszczają Chrystusa do miasta i proszą, aby Zbawiciel opuścił ich ziemię. Niech to miasto, którym jest nasze serce będzie gościnne dla Syna Bożego i niech stanie się Jego miastem. Zaprośmy go tam, otwórzmy szeroko jego bramy i powitajmy jak Wielkiego Króla. Niech blisko nas będzie Słowo, w naszych ustach i sercach każdego z nas! Amen.

]]>
http://www.ksiadzartur.pl/publikacje/2010/06/21/30-kobiecosc-diakonijnie-zaangazowana-czyli-jak-dzisiaj-realizowac-powolanie-do-bycia-diakonisa/ <![CDATA[Kobiecość diakonijnie zaangażowana, czyli jak dzisiaj realizować powołanie do bycia diakonisą ]]> 2010-07-21T21:41:48+02:00 Trudno rozważać rolę i powołanie kobiety, gdyż wydaje się, że niemal wszystko na ten temat zostało już dawno powiedziane. Szczególnie jest to trudne w kontekście tematyki tegorocznego spotkania, które dotyczy posługi diakonisy. Z błogosławieństwa Jego Eminencji Metropolity Sawy postanowiłem zmierzyć się z tym tematem w kontekście wyzwań, przed którymi stają kobiety współcześnie. Niewątpliwie każda matuszka, będąc małżonką księdza i realizując swoje szczególne powołanie w Cerkwi angażuje cała swoją osobę. Jej poświęcenie i posługa ogarnia całokształt jej egzystencji. Dotyka zatem tego, co nazywamy kobiecością. Dlatego, w kontekście rozważań nad posługą diakonisy postanowiłem poddać pod dyskusję tę wyjątkowy aspekt natury ludzkiej reprezentowany właśnie przez Was, drogie matuszki.

Dzisiaj w Kościele prawosławnym nie wyświęca się diakonis. Pojawiają się jednak głosy, że może warto jest wrócić do tej pięknej praktyki Kościoła starożytnego. Trudno udzielić odpowiedzi na pytanie, czy jest to obecnie możliwe. Warto jednak zaznaczyć, że wymagania i wartości, których nośnikiem była posługa diakonis pozostały i w pełni może być realizowana przez współczesne kobiety. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszych czasach, w których rola kobiety wydaje się ulegać dramatycznym przemianom. Współczesne kobiety coraz bardziej oddalają ją od pierwotnego wzorca Ewy, a kierują się ku wizji women, ściśle związanej ze światem polityki, biznesu i pracy zawodowej oraz działalności społecznej. Nowe role i zadania stawiane przez społeczeństwo wobec współczesnej kobiety, nie muszą bynajmniej stać w opozycji do jej pierwotnego powołania. Pogodzenie tych ról wymaga jedynie od współczesnych niewiast odnalezienia własnej tożsamości – owego pierwotnego nadania, które Stwórca wszczepił w naturę kobiety. Zadanie to jednak domaga się zwrotu ku Bogu, skąd bierze początek człowieczeństwo.

Diakonisa miłości i współczucia

Każdy człowiek od momentu swego zaistnienia, został przez Stwórcę hojnie wyposażony w różnego rodzaju władze (rozum, wola), bogactwo życia psychicznego i duchowego oraz dary indywidualne – specyficzne dla poszczególnych jednostek. Wydaje się jednak, ze kobieta w sposób szczególny została wyposażona przez Boga darami, które stawiają ją w rzędzie istot powołanych do spełnienia szczególnego posłannictwa nie tylko w dziejach ludzkości, ale także i Kościoła.

Miłość, jaką Bóg obdarzył wszystkich ludzi, szczególne miejsce znalazła w sercu kobiety, która z właściwą sobie intuicją kieruje się w codziennym działaniu „zmysłem miłości”. Niezwykła zdolność kochania, zatracenia siebie w miłości, w ofierze dla drugiego „ty” sprawia, że kobiety pozostają w większości przypadków wierne swemu pierwszemu „tak”, mimo zawiedzionych nadziei i częstego poczucia zmarnowanego życia. Punktem wyjścia dla tego rodzaju analiz są ewangeliczne przekazy ukazujące postawę wielu niewiast wobec Chrystusowego orędzia miłości. Ukazane tam kobiety z sobie właściwą harmonią umysłu i serca dawały Jezusowi Chrystusowi odpowiedź wiary (por. Mt 5, 28). Ta zdolność kochania w każdych warunkach pozwala kobietom przetrwać wszelkiego rodzaju próby i kryzysy, których życie nigdy im nie oszczędzało. To one stały u stóp krzyża (por. J 19,28), a w poranek trzeciego dnia po śmierci Chrystusa, wiedzione potrzebą serca, spieszyły do grobu, by oddać Mu ostatnią posługę (por. Mt 16,5-6; Mk 16,1-3; Łk 24,1-3). W tym kontekście kobieta staje się jakby „klamrą” spinającą całą ziemską działalność Chrystusa, od momentu Wcielenia po ostatnie chwile na ziemi.

Owa zdolność spojrzenia z miłością na otaczającą kobiety rzeczywistość świadczy o jej geniuszu wrażliwości emocjonalnej. To połączenie daru miłości i wrażliwości predestynują ją do pełnienia wielorakich zadań w miejscach, gdzie męski pragmatyzm pozostaje ślepy na wołanie o miłość. Geniusz empatycznego spojrzenia na drugiego człowieka otwiera przed niewiastami możliwość nieustannej służby i bycia darem dla każdego człowieka. Mieć serce i patrzeć w serce są niewątpliwymi atutami kobiety w świecie zagrożonym ciągłymi konfliktami, znieczulicą i pogardą dla drugiego. Jednocześnie te dary są zobowiązaniem, by nieść miłość i wrażliwość do ludzkich serc pozbawionych nadziei. Kobieta jest zatem naturalnie usposobiona do bycia diakonisą miłości i współczucia.

Diakonisa wrażliwości i delikatności

Geniusz niewiasty nie ogranicza się tylko do sfery wolitywno-emocjonalnej, lecz obejmuje swoim zasięgiem całą strukturę fizyczną. Kobiety w wielu dziedzinach przewyższają swoimi zdolnościami mężczyzn, chociaż mężczyźni, którzy często są egocentrykami, rzadko to przyznają. Oto niektóre predyspozycje niewiast, w których są znacznie «lepsze» od mężczyzn:

- kobiety dysponują większym progiem wrażliwości dotykowej;

- kobiety lepiej słyszą i lepiej odtwarzają zasłyszane dźwięki;

- kobiety lepiej widzą barwy i mają zdolność lepszej kompozycji kolorystycznej;

- wrażliwość kobiety sprawia, że są lepszymi obserwatorami (por. J 2,3);

- niewiasty mają wrażliwszy węch i smak wyczulony na pewien rodzaj jakości smakowych;

- kobiety dysponują bardziej wysublimowaną wrażliwością estetyczną;

- kobiety lepiej kojarzą fakty i operują danymi zarejestrowanymi w pamięci;

 

Wszystkie te tak bardzo charakterystyczne dla kobiety predyspozycje, w jakimś sensie warunkują jej powołanie i rolę, jaką ma ona do spełnienia w Bożym zamyśle. Uwarunkowania te również wskazują na szczególną rolę, jaką kobieta ma do odegrania w świecie i w Cerkwi. Jej predyspozycje stawiają ją w roli strażniczki i zarazem diakonisy wrażliwości i delikatności, które to cechy, opromienione miłością i nadzieją warunkują współczucie, zrozumienie i empatię wobec drugiego człowieka.

Diakonisa życia

Stwórca roztaczając przed pierwszym człowiekiem wielkie perspektywy rozwoju, stawia mu konkretne zadanie „Bądźcie płodni...” (Rdz 1,28). Każda kobieta na mocy tych słów jest powołana do macierzyństwa, które może realizować w sensie fizycznym bądź duchowym. Naturalnym środowiskiem realizacji daru płodności w wymiarze fizycznym jest małżeństwo (por. Rdz 1,28), gdzie małżonkowie podejmują działania zmierzające do zaktualizowania tego daru i poczęcia nowego życia. W sensie duchowym dar macierzyństwa znajduje swój szczególny wyraz w monastycyzmie.

Jeśli chodzi o dar poczęcia nowego życia to właśnie kobieta została „wyposażona” w szczególne zdolności swej fizjologii, które czynią ja otwartą na przyjęcie w duchu miłości mężczyzny, bez udziału którego nie dokonałby się cud istnienia w łonie kobiety nowego człowieka. Dar płodności jest swoistym zaproszeniem kobiety do współdziałania z Bogiem, który losy człowieka złożył w jej ręce, powierzając go jej wrodzonej i naturalnej wrażliwości. Dar płodności niejako wymaga od kobiety poświęcenia i złożenia ofiary z samej siebie w imię miłości do dziecka.

Cudowne „wyposażenie” kobiety jakby samoczynnie wskazuje na jej rolę i zadania, jakie wynikają z Bożych darów. Jej fundamentalnym powołaniem jest miłość, która predestynuje ją do wielorakich form macierzyństwa w rozumieniu fizycznym i duchowym wobec ludzkości współczesnego świata.

Ze względu na swe pierwotne powołanie do miłości i macierzyństwa kobieta jest bliżej Boga, który jako Dawca życia, obdarzył ją zdolnością przyjęcia i wydania na świat życia. Ta cudowna współpraca Boga i kobiety (niezaprzeczalna w tym jest także rola mężczyzny), który nawet swego Syna powierzył jej łonu (por. Łk 1,35), zobowiązuje kobietę, by szczególnie dziś stała na straży życia i godności jego przekazywania.

Do największych dramatów obecnego czasu należy przerywanie ciąży, którego dokonuje się z różnych przyczyn oficjalnie (w szpitalach i gabinetach ginekologicznych) oraz w tzw. podziemiu aborcyjnym. Każde życie, niezależnie od swego statusu biologicznego i społecznego jest nienaruszalne. Szczególnie zaś to, które pozostaje bezbronne wobec technik aborcyjnych współczesnej medycyny. Kobieta zatem winna mieć pełną świadomość, że wszelkie poczęte w jej łonie życie jest predestynowane do bycia człowiekiem – osobą, obdarzoną przez Boga tchnieniem życia i godnością, jaką posiada każdy inny byt ludzki. Kobieta jest więc powołana do bycia diakonisą życia.

Diakonisa prawdy o własnym powołaniu

Na bazie przeprowadzonych dotychczas analiz można podjąć próbę odczytania roli i powołania kobiety. Należy jednak na wstępie dokonać pewnego rozróżnienia. Powołanie ma wymiar ponadczasowy i jest zakorzenione w odwiecznym zamyśle Stwórcy, rola zaś zmienia się wraz ze zmieniającymi się czasami, mentalnością, kulturą, obyczajami i potrzebami społecznymi. Stąd rola kobiety ulega co pewien czas modyfikacjom, zachowując jednak niezmieniony swój pierwotny, nadany przez Boga kierunek, jakim jest powołanie jej do zadań i godności wypływających z człowieczeństwa.

Zamysł Boga względem człowieka jest tajemniczym planem miłości, którego osoba ludzka jest głównym bohaterem. Słowa natchnionego Autora biblijnego „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24), nie pozostawiają wątpliwości – fundamentalnym powołaniem niewiasty jest miłość, która realizuje się w jedności małżeńskiej oraz wszystkich innych relacjach interpersonalnych, których kobieta jest nauczycielką i mistrzynią. Akceptacja i przyjęcie drugiej osoby w sposób bezinteresowny, ze względu tylko na jej równości w godności osobowego bytu, jak chciał Stwórca, jest tym, czego oczekuje od kobiety każda człowiek i Kościół.

Z tej najbardziej pierwotnej zdolności do kochania, wypływa druga część powołania kobiety – macierzyństwo, rozumiane w sensie duchowym i fizycznym. Bycie bowiem matką nie ogranicza się jedynie do posiadania dziecka, lecz jest formą relacji pomiędzy osobami, z których jedna jest prowadzącą, a druga jest prowadzona, by poprzez właściwą edukację mogła osiągnąć pełnię dojrzałości osobowej. Poród dziecka jest pewnym stanem przejściowym w fizjologii układu rozrodczego kobiety, jednak dopiero wejście w relacje miłości z dzieckiem, czyni ją prawdziwą matką. W tym kontekście macierzyństwo duchowe kobiet, które z wyboru zrezygnowały (lub zaakceptowały swój stan) z założenia rodziny, nabiera znaczenia i doniosłości. Ten właśnie wymiar objawia się w monastycyzmie. Świadczy bowiem o tym, że miłość i macierzyństwo są uniwersalnymi i ponadczasowymi zadaniami powierzonymi kobiecie przez samego Boga.

Miłość i wypływające z niej powołanie do duchowego i fizycznego macierzyństwa stanowią uniwersalny zamysł Boży względem każdej kobiety. Wezwanie to jest swoistym zaproszeniem do poczęcia najpierw w duchu tego, co potem może powstać w ciele. U podstaw jednego i drugiego aktu winna stać bezinteresowna miłość – dar osoby dla osoby. Wpisane w kobiece serce pragnienie miłości, może i powinno realizować się w każdej sytuacji, bez względu na życiowe uwarunkowania, gdyż tylko taka miłość jest zdolna realizować w pełni kobiecość w jej pierwotnym kształcie.

Kobieta ze swej natury chce kochać i być kochaną. Jej świat jest światem osób i światem relacji interpersonalnych. Współczesne nurty myślowe wraz ze swoimi zapatrywaniami na wiele kwestii, stoją w wyraźnej opozycji do pierwotnego powołania kobiety, a tym samym wyznaczają jej inną rolę, poprzez którą chcą zrównać ją w zadaniach i funkcjach z mężczyzną. W takim świecie kobieta powinna być więc diakonisą i strażniczką prawdy o własnym powołaniu, także o powołaniu do bycia kobietą, zgodnie z zamysłem Boga-Stwórcy.

Diakonisa wartości

Kobieta w kontekście powołania do miłości i macierzyństwa powinna być ostoją bezpieczeństwa i ufności, które rodzą w każdym człowieku przeświadczenie, że jest on kochany przez Boga. Wychowanie w miłości i do miłości, staje się fundamentem w budowaniu społeczeństwa opartego na prawdzie, sprawiedliwości, miłości i wolności. Ten program wychowawczy: zabiegania o miłość i dobro, winien stać się wewnętrznym imperatywem każdej niewiasty, by świat stawał się z pokolenia na pokolenie coraz lepszy.

Palącym problemem dzisiejszych czasów jest niedojrzałość młodego pokolenia, której przejawy obserwujemy w rozpadających się związkach małżeńskich, nieślubnych ciążach czy tzw. „wolnej miłości”. Stąd kolejne zadanie wyrastające przed kobietami – wychowanie młodego pokolenia do miłości małżeńskiej i odpowiedzialnego rodzicielstwa.

Przez wychowanie rozumie się „całokształt zabiegów mających na celu ukształtowanie człowieka pod względem fizycznym i psychicznym; wykształcenie w odpowiednim kierunku; edukacja”. Prawosławie uzupełnia tę definicje o wartości religijno-moralne, za których kształtowanie w młodym człowieka są odpowiedzialni w pierwszym rzędzie rodzice. W większości rodzin główna odpowiedzialność za wychowanie młodego pokolenia spada na kobietę, które musi sprostać wszystkim dylematom towarzyszącym dorastaniu młodego człowieka. Wśród nich sobie właściwe miejsce zajmuje dorastanie do miłości oblubieńczej i budzące się potrzeby natury seksualnej. Kobieta musi zatem stanąć na wysokości zadania i ukazać młodemu człowiekowi na bazie własnego przykładu piękno miłości małżeńskiej i wpisaną w nią płciowość mężczyzny i kobiety, którzy stając się darem dla siebie, dają życie nowemu człowiekowi – życie od samego początku naznaczone miłością.

Misja wychowawcza kobiety jest gwarantem stabilności i zdrowia moralnego przyszłych pokoleń i zakładanych przez nich rodzin. Przerwanie łańcucha złych wzorców i postaw zapewni dojście do głosu nowych postaw i ujawnienia się w młodych ludziach świata nowych wartości, które zapewnią szczęście i pokój następnym pokoleniom.

Rola i zadania kobiety zmieniały się w ciągu wieków i ulegały ciągłemu procesowi przemian. Nasze czasy wydaje się, że oczekują od kobiet świadectwa miłości, dobra, pokoju i wysokich walorów moralnych. Tego zatem człowiek ma prawo oczekiwać od niewiast, jako strażniczek „ogniska domowego”, przy którym kształtuje się przyszły obraz świata. Kobieta jest więc powołana do tego, aby być diakonisą wartości przekazywanych i zaszczepianych w procesie wychowania.

]]>
http://www.ksiadzartur.pl/publikacje/2010/06/21/29-posluga-duszpasterska-mlodego-kaplana-we-wspolczesnym-swiecie/ <![CDATA[Posługa duszpasterska młodego kapłana we współczesnym świecie]]> 2010-07-21T21:42:08+02:00 Tematem rozważań jest służba duszpasterska młodego kapłana we współczesnym świecie. W tym celu, na początku skoncentruję się na zagadnieniu tożsamości kapłana i naturze jego powołania. Postaram się rozważyć te kwestie w taki sposób, jaki stał się moim udziałem, zanim zdecydowałem się przyjąć święcenia kapłańskie. Dzięki temu, w tym co mówię będę autentyczny. Po drugie spróbuję rozważyć, jakie wyzwania natury duszpasterskiej stawia przed młodym kapłanem współczesny świat i współcześni wierni. Pozwoli to na naświetlenie niektórych problemów i zadań, z jakimi musi się zmierzyć kapłan.

Tożsamość kapłana

Zagadnieniem, od którego chciałbym zacząć moje wystąpienie jest kwestia tożsamości kapłana. Chodzi tutaj o odpowiedź na pytanie, które codziennie powinien zadawać sobie każdy duchowny: kim jestem?

Niewątpliwie, kapłan jest to bowiem ktoś, komu Bóg zaproponował specyficzne powołanie. Dlatego prawdziwym kapłanem nie może zostać każdy, lecz wyłącznie ten, kto został do tego powołany. Ten stan duszy i wewnętrzne przekonanie, które nazywamy powołaniem, jest darem Bożym i często zaskakuje nawet samego obdarowanego. Jest ono dane człowiekowi niezależnie od okresu życia. Jedni doświadczają tego bardzo wcześnie, inni później. Być młodym kapłanem nie jest więc kwestią wieku. Powołanie do kapłaństwa i kapłaństwo jest darem Bożym. Dlatego w ogóle niestosownie jest mówić o jego świeżości bądź starzeniu się. Każdy kapłan jest więc zawsze młody, gdyż kapłaństwo jest Sakramentem, zaś łaska Boża, która zstąpiła na niego w chirotonii nie ulega przedawnieniu. Otrzymuje on łaskę Ducha Świętego oraz prawo sprawowania Sakramentów i celebrowania nabożeństw (z wyjątkiem tych, które może sprawować wyłącznie biskup), głoszenia Słowa Bożego, nauczania w cerkwiach i poza nimi. Jako duszpasterz, a więc duchowy przewodnik, opiekun i powiernik, kapłan strzeże czystości życia chrześcijańskiego, upomina, poucza, udziela rad oraz poddaje duchowemu osądowi nieprawości i grzechy.

Powołanie i służba kapłańska wyraża się przede wszystkim w miłości. Jest organicznie związana z miłością i byciem dla innych – najpierw dla Boga, potem dla bliźnich, a na koniec dla siebie samego. Na pierwszym miejscu stoi zatem zawsze miłość do Boga i tego wszystkiego, co jest związane z Cerkwią Bożą. Jest to zatem miłość do Ołtarza, który jest Tronem Bożym, do nabożeństw cerkiewnych i cerkwi jako miejsca, gdzie te nabożeństwa są sprawowane. Owa miłość i przeniknięty nią strach Boży, który nie ma nic wspólnego z bezrozumnym i panicznym lękiem, powinny warunkować przywiązanie do Cerkwi i dbałość o jej kondycję, za którą kapłan jest odpowiedzialny nie tylko przed swoim biskupem, ale przede wszystkim przed Chrystusem. Czasami bowiem przywiązanie bierze górę nad miłością i wtedy dochodzą do głosu pobudki egoistyczne. Dzieje się tak zazwyczaj wtedy, gdy dba się o materialną stronę cerkwi, pozostawiając nieco z tyłu stronę istotniejszą – jej wymiar duchowy, o którym mówił sam Chrystus w rozmowie z Samarytanką (por. J 4, 23). Mówię tutaj o tym dlatego, że kapłan, w tym także młody, nie może sobie pozwolić na to, aby być jedynie ekonomem i dozorcą w domu Bożym, ale także powinien kochać ludzi którzy ten dom wypełniają swoją obecnością i dbać o ich kondycję duchową. Kondycja Cerkwi bowiem zależy od kondycji jej wiernych. Dlatego młody kapłan, chcąc stać się prawdziwym duszpasterzem, powinien rozważyć w swoim sercu, kim jest i jakim być powinien w domu Bożym, pojmowanym nie tylko jako budowla sakralna. Jakże bowiem często słyszy się z ust kapłanów słowa: moja cerkiew, moja parafia, twoja cerkiew, twoja parafia”. Z całą pewnością Cerkiew ani parafia nie jest prywatną własnością duchownego. O tym każdy kapłan, niezależnie od wieku powinien stale pamiętać.

Kapłan zatem, jest powołany do tego, by był szczególnym świadkiem Bożej miłości do Cerkwi, człowieka i całego stworzenia. Kapłan to świadek Bożej obecności, wezwany, aby być duchowym ojcem dla wiernych Chrystusowych (a nie dla swoich wiernych – jak to często się mówi) i traktować spotykanych ludzi jak swoich bliźnich. Ma być dobrym pasterzem na wzór Syna Bożego. Dlatego słowa Chrystusa do uczniów z Ewangelii wg św. Jana są – można by tak powiedzieć – duszpasterskim credo każdego kapłana: „Ja jestem dobry pasterz. Dobry pasterz życie swoje kładzie za owce. Najemnik, który nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc wilka nadchodzącego, porzuca owce i ucieka, a wilk porywa je i rozprasza, ponieważ jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobry pasterz i znam swoje owce, i moje mnie znają” (J 10, 10-14). Tymi wilkami są obecnie ateistyczne i obce Prawosławiu prądy umysłowe i trendy kulturowe, które nie tylko zwalczają (to byłoby zbyt nieeleganckie i mało wysublimowane), ale podważają, wypaczają, wykrzywiają system wartości, którego źródłem jest Boskie

Objawienie i opierająca się na nim żywa Święta Tradycja Cerkwi. O tym jeszcze będę mówił w dalszej części referatu. Celem duszpasterza jest zatem nie tylko zachowanie i obrona owczarni, ale także misja i głoszenie Zmartwychwstałego Chrystusa w świecie. aby również – jak mówi Chrystus – „inne owce, które nie są z tej owczarni; również i te przyprowadzić (...) i będzie jedna owczarnia i jeden pasterz” (J 10, 16). Kapłan nie może zachowywać się jak sługa, który schował jeden talent, który dostał od swego pana i zwrócił ten sam, który dostał. Został nazwany sługa złym i leniwym i wszyscy wiemy, jaki los go spotkał. Aby wypełnić i sprostać swemu powołaniu, kapłan powinien zatem miłować Boga, nawet bardziej niż inni. (Por. J 21, 15) I ta miłość, prawda i odwaga, a nie paniczny lęk powinny kierować jego poczynaniami w dziedzinie duszpasterskiej i motywować go do pracy nad sobą samym i powierzoną mu owczarnią. Tylko w ten sposób może stać się prawdziwym duszpasterzem i przyjacielem człowieka.

Kapłaństwo nie jest naszym, ludzkim pomysłem, ale jest zamysłem Boga. Stanowi niezwykły przejaw Bożej miłości do człowieka. Boży kapłan potrzebny jest każdemu społeczeństwu i w każdych czasach, aby wierni nie byli pozbawieni sami sobie, bez pomocy i wsparcia duchowego ze strony pasterza. Wspomina o tym Ewangelia wg św. Mateusza, kiedy Chrystus „widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza” (Mt 9, 36). Powołanie kapłańskie rodzi się z tej właśnie Bożej miłości i troski o człowiekaznękanego i porzuconego, o człowieka, który nie tylko bywa krzywdzony przez innych ludzi, ale który potrafi też bardzo często krzywdzić samego siebie.

Kapłan staje się zatem bezinteresownym darem dla innych. Nie pasie samego siebie. Nie ucieka, gdy nadchodzi wilk. Nie próbuje ratować własnej skóry. W skrajnych sytuacjach potrafi oddać życie za owce. Jest odważnym i ofiarnym świadkiem Bożej miłości do człowieka i prorokiem Bożej prawdy o człowieku. Taki kapłan mówi do ludzi (ale i do samego siebie!) to, co Bóg nam czyni; objawia i fascynuje ludzi (a także samego siebie!) miłością, którą Bóg kocha człowieka i całe stworzenie.

Kapłan to nie tylko kaznodzieja i głosiciel Słowa Bożego (c-s. propowiednik); nie tylko człowiek, w obecności którego, w Sakramencie spowiedzi, ludzie wyznają przed Bogiem swoje grzechy. Kapłan to nie tylko osoba publiczna i figura społeczna. Z racji powołania i otrzymanych święceń jest on przede wszystkim tym, który sprawuje służbę Bożą, przewodniczy modlitwie nie tylko za siebie, lecz za cały lud Boży i cały kosmos, czego wyrazem jest sprawowanie Świętej Eucharystii. Dlatego, jeśli w człowieku nie ma miłości do Cerkwi, jeśli nie ma w nim gorliwości i gotowości do modlitwy, którą tak pięknie wyrażają psalmy, jeśli brakuje mu zamiłowania do przebywania w domu Bożym, to lepiej będzie, jeśli taki człowiek, nie tylko ze względu na innych, ale także ze względu na samego siebie, nie zostanie kapłanem.

Służba Boża, a przede wszystkim Święta Eucharystia, jest bowiem tym, od czego kapłaństwo w prawosławnej Cerkwi się zaczyna i na czym się kończy; Jest – jak mawiał św. Jan z Kronsztadu – „niebem na ziemi i nieustającym misterium”. „Uczestnicząc w Eucharystii – pisze abp fiński Paweł – już tu i teraz doświadczamy Królestwa Bożego, czegoś, co daje nam przedsmak świętości życia przyszłego. Lecz żyjemy jeszcze w tym świecie, nasza misja tutaj trwa. Jest to misja, którą wyznaczył nam Bóg i o niej słyszymy podczas każdej służby eucharystycznej: "Ilekroć spożywacie ten Chleb i pijecie ten Kielich, śmierć moją głosicie, moje zmartwychwstanie zwiastujecie² (...) [Liturgia św. Bazylego Wielkiego] Słowa te (...) oznaczają, że także i dzisiaj, jako lud Boży zbieramy się dla sprawowania Eucharystii, składamy żywe świadectwo, które przeszło do nas od Apostołów. (...) Gdy wychodzimy ze Świętej Liturgii – pisze dalej abp Paweł – w ślad za nami idą słowa hymnu: ²Widzieliśmy światłość prawdziwą, przyjęliśmy Ducha z Niebios, znaleźliśmy wiarę prawdziwą...² Taka jest nasza misja i powołanie: nieść w świat ujrzane w Eucharystii światło, aby spełniły się słowa Pańskie: ²Tak zaś niech świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widzieli uczynki wasze i wielbili Ojca waszego, który jest w niebiosach² (Mt 5, 16)”[1].

W związku z tym pytania, na jakie powinien sobie sam udzielić odpowiedzi kapłan brzmią: jaka jest ta moja światłość, którą powinienem „świecić przed ludźmi”? Czy moja postawa jako kapłana i duszpasterza umacnia ludzi w wierze i uczy ich miłości do Ojca, Syna i Świętego Ducha oraz do swoich bliźnich? Czy skłania ich do uczestniczenia w nabożeństwach w cerkwi, do przystępowania do Sakramentów Świętej Spowiedzi i Eucharystii, do przestrzegania przykazań (z których znajomością w ogóle nie jest najlepiej), do zachowywania postów i prawdziwie godnego świętowania? Czy tego wszystkiego i wielu innych rzeczy uczę ich jako duszpasterz, swoim własnym przykładem i przykładem swojej rodziny (domowej cerkwi)? To pytania, na które każdy z nas, niezależnie od wieku, musi sam sobie odpowiedzieć, aby nie spełniły się wobec nas słowa proroka Jeremiasza (Jer 48, 10): „Przeklęty, kto wykonuje dzieła Pańskie niedbale” i proroka Ezechiela (Ez 34, 2 – 10), który mówi: „Biada pasterzom Izraela, którzy sami siebie paśli! Czy pasterze nie powinni paść trzody? Mleko wy zjadacie, w wełnę wy się ubieracie, tuczne zarzynacie, lecz owiec nie pasiecie. Słabej nie wzmacnialiście, chorej nie leczyliście, skaleczonej nie opatrywaliście, zbłąkanej nie sprowadziliście z powrotem, zagubionej nie szukaliście (...) Tak rozproszyły się owce moje, gdyż nie było pasterza i były żerem dla wszelkiego zwierzęcia (...) i błąkały się, (...) rozproszyły się (...) a nie było nikogo, kto by się o nie zatroszczył lub ich szukał. Dlatego, wy, pasterze, słuchajcie słowa Pana! Jakom żyw – mówi Wszechmogący – ponieważ moje owce stały się łupem i ponieważ moje owce były żerem dla wszelkiego zwierzęcia, gdyż nie było pasterza, a moi pasterze nie troszczyli się o moje owce, a sami się paśli pasterze, a moich owiec nie paśli, dlatego wy, pasterze, słuchajcie słowa Pana! Tak mówi Wszechmocny Pan: Oto Ja wystąpię przeciwko pasterzom i zażądam od nich moich owiec, i usunę ich od pasienia moich owiec, i pasterze nie będą już paść samych siebie. Wyrwę moje owce z ich paszczy; nie będą już ich żerem”.

Młody człowiek, w którym odzywa się powołanie, na ogół nie jest w stanie od razu go rozpoznać. We właściwej jego interpretacji nie powinien polegać jedynie na swoim zdaniu. Nawet więcej, nie powinien też do końca polegać na zdaniu innych i podlegać naciskom osób postronnych ani nawet bliskich. Powinien najpierw sam siebie doświadczyć, czy nie jest to tylko chwilowy poryw duszy, pewien stan emocjonalny, coś na kształt zauroczenia. Jest to poważny problem, do którego niestety podchodzi się dość lekko. Z drugiej strony nie powinno być tak, że próbuje się wzbudzić w sobie sztucznie powołanie, podchodzić do kapłaństwa z wyrachowaniem i pragnieniem znalezienia niszy, w której potencjalny kandydat do kapłaństwa mógłby się (podkreślam to słowo – mógłby się) zrealizować, albo – co chyba najgorsze – zrobić karierę. Taki sposób – mówiąc kolokwialnie – nakręcania się na kapłaństwo daje często rezultat odwrotny do zamierzonego i jest najczęstszą przyczyną późniejszego kryzysu. Odbija się to potem bardzo niekorzystnie na kondycji duchowej kapłana i wiernych, powierzonych jego duchowej pieczy.

Nic nie zastąpi braku miłości i wypływającego z serca pragnienia służby Bogu. Nawet nauka w seminarium duchownym i akademii, chociaż stanowi bardzo istotny element przygotowania do przyjęcia święceń kapłańskich, nie jest czynnikiem wystarczającym do tego, aby zostać i być kapłanem. Dlatego kapłaństwo to przede wszystkim sposób istnienia. Dopiero w konsekwencji to określony sposób postępowania. W moim odczuciu, w odniesieniu do kapłana w drastyczny sposób obowiązuje zatem pierwszeństwo być przed mieć. Tylko ten bowiem, kto rzeczywiście stał się kapłanem, ma szansę w owocny sposób wykorzystać zdobytą wiedzę oraz kompetencje i dobra materialne, którymi dysponuje. Jeśli ktoś z kandydatów do kapłaństwa, który prosi o udzielenie mu święceń, zdobył nawet bardzo pogłębioną wiedzę i umiejętności potrzebne kapłanowi, ale nie jest ku temu wewnętrznie usposobiony, to jego dążenie do święceń jest świętokradztwem. Taki człowiek usiłuje ukraść kapłaństwo, czyli przyjąć święcenia kapłańskie zanim nauczy się myśleć, kochać, modlić i istnieć na podobieństwo Chrystusa.

Nic więc dziwnego, że sam Chrystus w wyjątkowo twardych słowach upominał tych uczniów, którzy nie dorastali do łaski powołania i sprzeniewierzali się mu. Właśnie do wszystkich duchownych wszystkich czasów, którzy ociągają się z rozeznaniem kim są, Syn Boży kieruje niezwykle mocne słowa upomnienia i przestrogi: „jesteście, jak groby pobielane, które tylko z zewnątrz wyglądają porządnie, a w środku pełne są robactwa. Nakładacie na ludzi ciężary nie do udźwignięcia, a sami ich palcem tknąć nie chcecie. Sami do nieba nie wejdziecie, a innymi przeszkadzacie (por. Mt 23, 1-36). Ludziom świeckim, którzy stykają się z nieszlachetnymi duchownymi, Zbawiciel daje następującą radę: słuchajcie ich, ale ich nie naśladujcie. Z drugiej strony ten sam Chrystus okazuje szczególną miłość i zaufanie tym uczniom, którzy kochają Go bardziej niż inni.

Z obserwacji, rozmów i rozważań poczynionych przed napisaniem tego referatu, doszedłem do wniosku, że jeśli chodzi o młodych kapłanów, przyczyną pierwszego kryzysu jest – jeśli się można tak wyrazić – sprostanie wymaganiom, jakie stawia się kapłanowi. Niektórych kapłanów, zwłaszcza młodszych wiekiem, porywa wizja powrotu do starych dobrych czasów, kiedy to kapłan był sługą Bożym o świętych dłoniach. W ich umysłach, obraz kapłana jest tak bardzo wyidealizowany, że w końcu, nie mogąc mu sprostać popadają w depresje. Odkrywają z przerażeniem, że kapłan powinien być doskonałym kaznodzieją, skutecznym zarządcą parafii, pełnym inwencji geniuszem w zakresie liturgii, cierpliwym słuchaczem, inspirującym przewodnikiem, duchowym ojcem umiejącym postępować zarówno z młodzieżą, jak i z ludźmi starszego pokolenia. Opanowuje ich zatem głębokie zniechęcenie i nabierają przekonania, że są złymi kapłanami. Umyka im to, co jest najważniejsze, czyli odpowiedź na pytanie: kim jest kapłan? Wydaje mi się, że jest to pierwsze poważne zadanie, przed którym staje i które powinien sobie uświadomić nie tylko kandydat do stanu kapłańskiego, ale także każdy kapłan Cerkwi. Jest nim zmierzenie się z – jeśli można tak powiedzieć – utylitarystycznym obrazem kapłana, wg którego trzeba oddawać się nieustannej pracy i działać efektywnie, aby móc określić się jako dobry kapłan. Jednak w naszym zlaicyzowanym świecie, kryzysie modlitwy i praktyk religijnych, kapłani często dostrzegają, że zdziałali niewiele, a więc że się nie sprawdzili.

Bardzo ważną kwestią, którą również chciałbym zasygnalizować jest radość służenia Bogu i ludziom. Przeżywanie tej radości, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz, również stanowi poważne osobiste wyzwanie dla kapłana, bez względu na czas, jaki upłynął od jego hipotonii (c-s. rukopołożenija). Jest to pytanie o tyle zasadne, gdyż istnieje fundamentalna sprzeczność między kapłaństwem i przygnębieniem. Osoba poddająca się przygnębieniu może być dobrym bankierem czy taksówkarzem, czy nawet sprawnym księgowym bądź prawnikiem. Nie można być jednakże pogrążonym w przygnębiającym smutku i rozpaczy głosicielem Ewangelii. To po prostu nie ma sensu. Smutny i przygnębiony kapłan staje się nieautentyczny. Tylko wtedy bowiem można być wiarogodnym głosicielem Świętej Ewangelii, jeśli w głębi serca, może nie zawsze to uzewnętrzniając, kapłan będzie odczuwał radość, a nie tylko chodził i biadolił coś w rodzaju, że to za trudno, tamto za ciężko, a tak w ogóle to cały świat jest zły, wszyscy przeciw nam, a my biedni i sami. Poruszając tą kwestię nie mówię tutaj bynajmniej o wesołkowatości objawiającej się w bezkrytycznym optymizmie i poklepywaniu innych po plecach i mówieniu im, żeby byli radośni, bo Bóg ich kocha.

Istnieje prawdziwa, fundamentalna radość przynależna naszemu powołaniu; radość wypływająca w miłości, wiary i nadziei w Chrystusie. Jak pisze o. A. Schmemann „od samego momentu swych narodzin Chrześcijaństwo było proklamacją Radości, jedynej możliwej radości w „tym świecie”. (...) Chrześcijaństwo obwieściło i darowało nową radość i poprzez nią przeobraziło koniec – w początek. Bez proklamacji radości wynikającej ze Zmartwychwstania Syna Bożego Chrześcijaństwo nie istnieje. Tylko dzięki niej Kościół zwyciężył świat i dlatego, gdy chrześcijanie tracą radość Kościół traci też świat, do którego został posłany. Ze wszystkich oskarżeń rzuconych na chrześcijan najstraszniejszym było oskarżenie Nietschego, gdy o chrześcijanach powiedział, że pozbawieni są radości”[2]. Ma to znaczenie zwłaszcza w obecnych czasach, gdzie wielu ludzi cierpi na depresje, popada w rozpacz, traci sens życia i istnienia.

Powraca więc pytanie o tożsamość kapłana i naturę jego powołania. Odpowiedź na nie znajduje się w Piśmie Świętym, dziełach Ojców Cerkwi, dziedzictwie Soborów Powszechnych i twórczości pisarzy oraz teologów. Mamy wiele współczesnych wzorców i przykładów życia bogobojnych kapłanów i mnichów, którzy bazując na Piśmie Świętym i Świętej Tradycji mówili najpierw o tym, kim jest kapłan, jak urzeczywistnić i rozwinąć w sobie te zdolności, które pomogą stać się kapłanem, jak wychowywać i pielęgnować swoją duszę, swoje serce oraz w duchowy sposób i owocnie korzystać z tych bogactw, jakie znajdujemy w prawosławnej tradycji. Dopiero potem pojawia się pytanie, jak kapłan powinien postępować. Uzmysłowienie sobie tej kwestii pomaga stawać się i być kapłanem w sposób zgodny z zamysłem Boga. Sam Chrystus na wiele sposobów określa Boży sposób bycia kapłanem. Chyba najbardziej syntetyczne w tym względzie jest polecenie, które Zbawiciel daje swoim uczniom: „Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!” (Mt 10, 16).

Karykaturą kapłana jest zatem zarówno ktoś dobrotliwy, ale niedouczony i nieroztropny, jak też ktoś wprawdzie inteligentny i uczony w Piśmie, ale niezdolny do miłości i egoista. Pierwszy będzie bowiem kimś naiwnym, a drugi kimś cynicznym. Tymczasem kapłan to ktoś jednocześnie dobry i mądry. To także ktoś, kto jest solą ziemi oraz światłością świata (por Mt 5, 13-14), a zatem ktoś, kto służy przed Bożym tronem, chroni i pielęgnuje Boże wartości oraz ukazuje tajemnicę człowieka w świetle Bożej miłości oraz w blasku Bożej prawdy. To wreszcie ktoś, kto jako pierwszy czyni to, czego naucza: „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 16). Inaczej byłby ideologiem, który głosi określone zasady, a nie świadkiem, który według tych zasad żyje.

Postawa kapłana i zrozumienie przez niego samego kim jest on sam, jest wstępem do tego, aby również wierni zrozumieli, kim jest i powinien być dla nich kapłan. Jak bowiem kapłan, który nie rozumie jak być kapłanem i widzi się jedynie w roli funkcjonariusza kultu, będzie w stanie wytłumaczyć wiernym, a potem egzekwować od nich prawidłowe podejście do swej posługi? W jaki sposób będzie w stanie być dla swej owczarni pasterzem? Jak będzie głosił im Ewangelię i tłumaczył, że ustanowienie Kościoła, powołanie uczniów, a także powołanie i posługa kapłańska jest właśnie znakiem miłości Boga do człowieka? Jak zdoła wytłumaczyć wiernym, że bez wsparcia ze strony kapłanów – swoich szczególnych świadków – trudno im będzie wytrwać wobec zła tego świata, czynić dobro i trwać w świętości? Współczesny świat bowiem respektuje wszystkie religie, a do chrześcijaństwa odnosi się z jawną wrogością. Polityczni i ideologiczni władcy tego świata zdają sobie sprawę z tego, że chrześcijaństwo uczy odważnie myśleć i mądrze kochać i że właśnie dlatego trudno jest uczniami Chrystusa manipulować, albo liczyć na ich naiwność czy bezradność.

Każdy kapłan powinien sobie zatem uświadomić sens swego powołania. Dobry Pasterz Jezus Chrystus posyła bowiem nas, swoich duszpasterzy, czyli swoich świadków, w świat. Znane są wszystkim słowa Chrystusa: „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28, 19-20). Dzięki naszym słowom i posłudze Bóg przypomina wiernym tę prawdę, że bez Jego obecności i łaski nie poradzą sobie z życiem doczesnym i nie osiągną zbawienia oraz że Jego przykazania są dla nich wyróżnieniem i zaszczytem. Kapłani pomagają wiernym uczyć się nie tylko myśleć, jak Chrystus, ale też kochać tak, jak On. Uczą się patrzeć na swoich bliźnich i widzieć w nich nie konkurentów, ale braci i siostry, którzy także są nosicielami bożego obrazu i podobieństwa. Dlatego Chrystus mówi: „zaprawdę, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych moich braci, mnie uczyniliście” (Mt 25, 40). Dlatego rolą kapłanów jest ciągłe i konsekwentne przypominanie, że Bóg kocha człowieka miłością nieodwołalną, a jednocześnie mądrą i wychowującą, czyli dostosowaną do naszych zachowań. Taką właśnie miłością i my mamy obejmować samych siebie i innych ludzi. Dlatego potrzeba obecnie kapłanów – wiernych, odważnych i czytelnych świadków Bożej miłości i prawdy.

Kapłaństwo ściśle wiąże się z Chrystusem. Jest to powołanie, które zawsze pozostanie aktualne. Kapłani w sposób szczególny kontynuują w Kościele zbawczą posługę Chrystusa, która obejmuje całego człowieka i cały kosmos. Życie kapłana, podobnie jak życie Chrystusa, powinno więc być poświęcone Bogu, aby dać dobry przykład wiernym świeckim i cieszyć się naturalnym autorytetem. Wielu bowiem współczesnych ludzi tworzy sobie obraz Kościoła i Chrystusa pod wpływem osób duchownych.

Kapłan, zwłaszcza młody stażem, nie powinien też nigdy zapominać, że zawsze i wszędzie jest Bożym sługą w sensie dosłownym. Jest on kapłanem i duszpasterzem nie tylko w świątyni Bożej, ale także poza jej murami. Nie powinien zatem żyć, myśleć, postępować i prowadzić się jak człowiek świecki. Podwójne życie i podwójna moralność w życiu kapłana są niedopuszczalne. Podkreśla to sam Chrystus: „żaden sługa nie może dwóm panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie” (Łk 16, 13) oraz w innym miejscu: „ kto wstydzi się mnie i słów moich przed tym cudzołożnym i grzesznym rodem, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swego z aniołami świętymi” (Mk 8, 38).

Podstawowe aspekty służby nie tylko młodego kapłana

Można wyróżnić trzy podstawowe aspekty i zadania kapłana, które wypisane na tablicy jego serca i umysłu nie mogą ulec zatarciu ani osłabieniu i powinny być stale odnawiane i pielęgnowane w jego duszy. Po pierwsze – sprawowanie Świętej Eucharystii i innych nabożeństw, po drugie – głoszenie i wypełnianie Ewangelii, po trzecie – służba duszpasterska.

1.       Sprawowanie Świętej Eucharystii

Spośród wszystkich sprawowanych sakramentów wyróżnia się Święta Eucharystia, źródło i szczyt działalności Cerkwi. Jest ona cudem cudów, który codziennie dokonuje się w cerkwi. Św. Liturgia jest radosnym spotkaniem z żywym Chrystusem, który w Świętych Darach Ciała i Krwi jest dostępny każdemu prawosławnemu chrześcijaninowi. Do kapłana należy troska, aby wierni świeccy w żywy i aktywny sposób uczestniczyli w Świętej Liturgii i innych nabożeństwach. Niewątpliwie w tej dziedzinie podstawowe znaczenie ma osobisty przykład kapłana. Wg sentencji starców kapłan powinien służyć św. Liturgię tak, jakby była ona pierwszą i ostatnią Liturgią w jego życiu. Ma to szczególne znaczenie dla młodego kapłana, aby poprzez modlitewne przygotowanie, wzbudzanie w sobie płomiennej wiary, strachu Bożego, zaufania do Boga, zachowanie i pielęgnowanie wewnętrznego pokoju, chronił swego wewnętrznego człowieka przed obojętnością i popadnięciem w rutynę. Jest oczywiste, że młody kapłan, który dopiero stawia swe pierwsze kroki w służbie u prestoła powinien być otoczony opieką ze strony doświadczonych duchownych. Stojąc przy ołtarzu dopiero uczy się właściwej koncentracji, wykonywania właściwych gestów, pewności ruchów oraz sposobu poruszania się. Dlatego, w moim odczuciu bardzo ważnym jest, aby w tym okresie, nie dopuścić do zakorzenienia się w jego postępowaniu nerwowości i zbytniego pośpiechu.

Jest oczywiste, że młody kapłan sprawując nabożeństwa powinien poddać się w pełni Chrystusowi i najlepiej jak może koncentrować swa uwagę na służbie, którą sprawuje. Nie oznacza to jednak, że w czasie, gdy nie sprawuje służby przy ołtarzu Bożym, powinien odsuwać się od ludzi, w imieniu których i za których modli się sprzed Bogiem. Czasami młodemu kapłanowi bardzo trudno uchwycić tą delikatna różnicę. W jego refleksji dominuje radykalny podział: Cerkiew – świat, który każe mu myśleć, że jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Czasami okazuje się w tym bardzo szorstki i ekstremalny. Od razu zakłada, że między tymi rzeczywistościami nie jest możliwa żadna komunikacja. W ten sposób przyswaja sobie myślenie tych, którzy chcieliby zepchnąć wiarę i kulturę cerkiewną oraz wartości, których źródłem jest Ewangelia i Tradycja Cerkwi w mury cerkwi. Daje również wyraźny sygnał dla wiernych, że bycie prawosławnym w otaczającym świecie sprowadza się jedynie do uczęszczania do cerkwi. Na zewnątrz zaś zasady wiary nie obowiązują.

W świadomości współczesnego człowieka na ogół panuje przekonanie, że dogmaty nie mają żadnego wpływu na jego życie codzienne. Są one rozumiane jako pewne teoretyczne i odrealnione idee nie mające związku z rzeczywistością. Ich związek z zasadami postępowania, ludzką praxis, w percepcji człowieka w zasadzie nie funkcjonuje. W mowie potocznej używa się nawet słowa ²dogmatyzm² w znaczeniu pejoratywnym, jako synonim zatwardziałości, skostnienia poglądów i braku elastyczności. W dzisiejszym słownictwie ²dogmatyczny² coraz częściej oznacza mniej więcej to samo co ²twardogłowy².

Jest to dość poważny problem obecności i świadectwa prawosławnej kultury i postawy w świecie. Święta Eucharystia, jako bezkrwawa ofiara „za wszystkich i za wszystko” jest zalążkiem miłości i światła, które powinno promieniować i stanowić Żywe świadectwo Bożej miłości do człowieka i całego stworzenia. O przyjęciu takiej postawy szeroko wypowiadali się zarówno święci Ojcowie, jak np. Jan Złotousty, Cyryl Jerozolimski, Ojcowie Kapadoccy, jak i współcześni teologowie, których książki są znane wśród wielu prawosławnych, jak np.: św. Jan Kronsztadzki, św. Teofan Rekluz, o. Aleksander Schmemann, metr. Antoni (Bloom), bp Kallistos (Ware), o. Paweł Florenski, o. Sergiusz Bułgakow i inni. Szczególnie trafnie i silnie brzmią tutaj również słowa Jego Eminencji Metropolity Sawy, który w przemówieniu na otwarcie cyklu wykładów w Centrum Kultury prawosławnej w Białymstoku w 2004 r. stwierdził: „obecnie istnieje potrzeba budowy kultury cerkiewnej (...) Jest to sprawa trudna, bowiem wielu, nawet spośród nas, nie widzi takiej potrzeby. Cerkiew nie może być silną, jeśli większość laików i wiernych nie wie niczego lub prawie niczego na temat wiary, poza tym, do czego są przyzwyczajeni. Wielu nie rozumie nawet nabożeństw i sensu świętych sakramentów”.

Rozumiejąc sens Świętej Liturgii i jej znaczenie dla całego świata i kosmosu, kapłan będzie w stanie odpowiednio formować życie liturgiczne i duchowe wiernych, kształtować ich postawę wobec Św. Eucharystii i pozostałych Sakramentów, a także wobec dogmatów Cerkwi. Obecnie istnieje ogromna potrzeba uczenia wiernych nawet podstawowych praktyk religijnych, codziennej modlitwy, zachowań, gestów i postaw w trakcie służb w Cerkwi. Konieczne jest wyjaśnianie nie tylko sensu Sakramentów, ale tłumaczenie, jak powinna wyglądać np. spowiedź i przygotowanie się do przyjęcia Najświętszych Darów Ciała i Krwi Syna Bożego Jezusa Chrystusa. Jest to normalna droga wzrostu duchowego. Nie powinna ona ograniczać się tylko do działania wśród dzieci i młodzieży. Powinna objąć również ludzi dorosłych i starszych, co stanowi prawdziwe wyzwanie zwłaszcza dla młodych kapłanów.

2.       Głoszenie Świętej Ewangelii

Głoszenie Ewangelii nie jest tylko suchym przekazem informacji o Bogu i Cerkwi Chrystusowej, ale „mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego” (por. Rz 1, 16). Kapłani jako zwiastuni Dobrej Nowiny powinni posiadać fundament, który zapewnia im autentyzm i skuteczność przepowiadania. Posługa ta wynika z Sakramentu święceń i pełniona jest mocą, jaką Chrystus dał swoim uczniom. Ważną rolę w owocności tego posługiwania odgrywają ludzkie cechy osobowości kapłana, na plus, ale także na minus. Kapłan nie powinien przysłaniać sobą Ewangelii ani nie powinien stwarzać jej przeszkód, nie powinien hołdować ludzkiej mądrości czy eksponować subiektywne doświadczenia, ale sam powinien być pierwszym „wierzącym” w Słowo Boże. Zadaniem głoszenia Ewangelii jest bowiem ukazywanie ludziom Chrystusa.

Wszyscy ochrzczeni posiadają taki obowiązek na mocy kapłaństwa powszechnego. Ważne jest, aby Słowo Boże było przekazywane w sposób integralny, bez żadnych przemilczeń ani odnośnie do ukrytego w nim dobra ani do wymagań, jakim trzeba sprostać. Dlatego do głoszenia słowa Bożego, a także wygłaszania homilii trzeba być odpowiednio przygotowanym. Wielokrotnie spotkałem się bowiem z narzekaniem wiernych – zwłaszcza młodych – w stylu, że „batiuszka co roku mówi to samo kazanie, czyni to niedbale, niezrozumiale i bez przekonania, pozwala sobie na leniwą i nieodpowiedzialną improwizację, używa słownictwa i argumentacji, jaka mogłaby mieć efekt z 50 lat temu, a i to nie jest takie pewne, obrażając w ten sposób inteligencję słuchacza.

Głoszenie Ewangelii powinno być też okazją dla młodego kapłana, aby wytłumaczyć wiernym, że prawidłowe wysławianie Boga – chociaż jest on tajemnicą dla ludzkiego rozumu – i uczestnictwo w życiu Bożym przez wiarę wymaga od nich reprezentowania określonej postawy moralnej. Obcowanie z Bogiem w poprzez wiarę i miłość do Niego oraz pokładanie w Nim nadziei nie może pozostać bez wpływu na codzienne życie chrześcijanina, na jego sposób patrzenia na świat i na podchodzenie do różnych spraw życiowych. Jego całe życie jako prawdziwego świadka Chrystusa jest świadectwem i umiejętnością stosowania w życiu prawdziwej chrześcijańskiej hierarchii wartości, czyli ortopraksją.

Zadaniem młodego kapłana – głosiciela Ewangelii jest wyjaśnienie, że prawdziwe poznanie Boga i wiara weń sprawia, że chrześcijanin zachowuje zawsze równowagę duchową, jest zawsze pogodny i wesoły oraz życzliwy dla innych ludzi. W ten sposób wiara, nadzieja i miłość przeżywana wewnątrz niejako się uzewnętrznia. Radość i szczęście przeżywane już tu na ziemi są antycypacją szczęścia, jakie stanie się jego udziałem po rozstaniu się z ciałem. Wierzy bowiem, że królestwu Tego, do Kogo zdąża, nie będzie końca, oczekuje zmartwychwstania umarłych i życia przyszłego wieku – jak głosi Symbol Wiary.

Ukazywanie i promowanie ortopraksji pojmowanej jako prawdziwie chrześcijański sposób i styl życia jest jednym z głównych zadań kapłana, zarówno jako głosiciela Ewangelii, jak i duszpasterza. Jest bowiem zbieżna z urzeczywistnieniem prawdziwej godności i powołania człowieka.

Myślę, że ważne dla współczesnego młodego kapłana jest uświadomienie sobie faktu, że w Cerkwi istnieje miejsce dla indywidualności, gdyż nauka Cerkwi nie jest żadną ideologią, ale pełnią Prawdy i życia. Wszystko, co prawdziwe w człowieku i w jego działalności, co odzwierciedla prawdę w świecie, w kulturze, w postępie wiedzy i rozwoju, może i powinno wejść w sferę życia Cerkwi, w centrum której stoi Chrystus i tutaj znaleźć swój prawdziwy sens i wypełnienie. Jednie we wspólnocie, którym jest Cerkiew jako mistyczne ciało Chrystusa, człowiek który, jest chwałą Chrystusa, realizuje swoje człowieczeństwo. Realizuje, a więc działa w interesie Zbawienia i przebóstwienia. W Kościele człowiek zbawia się razem z innymi. „Wejście we wspólnotę z innymi oznacza nie tylko kontakt fizyczny bądź intelektualny, ale także zaciągnięcie określonych więzów duchowych. Pełne uczestnictwo we wspólnocie (gr. koinonia) zakłada całkowitą komunię osób. (...) Wspólnota z Bogiem i ludźmi ma charakter sakramentalny. Jeżeli obecność Boga jest sakramentem, to każdy człowiek nabiera charakteru sakramentalnego, gdyż każdy jest obrazem Boga”[3].

Podsumowując ten watek należy stwierdzić, że wierni mają prawo do duchowego pokarmu, jakim jest słowo Boże. Mają prawo i obowiązek oczekiwać od swoich pasterzy zdrowego i treściwego pokarmu. Innymi słowy, zasługują na dobrze przygotowanych kapłanów i oczekują, że Ewangelia będzie przekazywana we właściwy i przekonujący sposób, nawet z wykorzystaniem dostępnych środków przekazu. Uważam, że młodzi kapłani ze swej strony nie powinni wstydzić się ani czuć się zażenowani, aby poprosić starszych i bardziej doświadczonych duchownych o pomoc w wyjaśnianiu niezrozumiałych kwestii. Czasami jednak zdarza się, że narażają się z ich strony na drwiny i kpiny.

W rezultacie przyjmują taką samą postawę wobec innych młodszych duchownych. Jest to zachowanie godne ubolewania. Podobnie sprawa się ma jeśli chodzi o głoszenie i skuteczność kazań. Nie trzeba się bać zasięgnięcia opinii innych kapłanów, matuszki, a nawet znajomych, co do problematyki w nich poruszanej. Potrzebna jest jednak tutaj dobra wola z obu stron. W ten sposób kapłan może pokazać wiernym swoją otwartość i ośmielić ich do tego, aby nie obawiali się przyjść do niego jako swego duszpasterza, zadawać mu pytań i szukać pocieszenia.

Bardzo ważną kwestią jest tutaj zwłaszcza dobór odpowiedniego języka. Głoszenie Ewangelii wymaga od duszpasterza pogłębionej refleksji nie tylko nad tym, co chce on przekazać swoim słuchaczom, ale też nad sposobem, w jaki powinien to uczynić. Refleksja nad sposobem komunikowania Bożej prawdy powinna być połączona ze świadomym wysiłkiem doskonalenia się w tym względzie, czyli z wysiłkiem poszukiwania i uczenia się takiego języka, który jest dostosowany do horyzontów myślenia i przeżywania współczesnego słuchacza. W przeciwnym przypadku kapelan będzie używał języka, w którym jemu samemu najłatwiej jest mówić ze względu na predyspozycje, upodobania czy wykształcenie, zamiast używać języka najlepiej trafiającego do słuchacza.

Podsumowując ten wątek „językowy” można stwierdzić, co następuje:

·                Kapłan głosząc Ewangelię nie powinien przysłaniać jej swoją osobą ani stwarzać jej przeszkód;

·                Kapłan nie powinien hołdować ludzkiej mądrości czy eksponować subiektywne doświadczenia, ale sam powinien być pierwszym „wierzącym” w Słowo Boże;

·                Ważne jest, aby Słowo Boże było przekazywane w sposób integralny, bez żadnych przemilczeń ani odnośnie do ukrytego w nim dobra ani do wymagań, jakim trzeba sprostać;

·                Kapłan wygłaszający kazanie powinien być do tego przygotowany; nie można wygłaszać homilii językiem niedbałym, niezrozumiałym i bez przekonania; nie wolno pozwalać też sobie na leniwą i nieodpowiedzialną improwizację, gdyż używanie nieodpowiedniego słownictwa i argumentacji może obrazić inteligentnych słuchaczy;

·                Język głoszenia Słowa Bożego powinien być nie tylko prosty, obrazowy, ale i konkretny, aby dzięki niemu zbudować ze słuchaczami płaszczyznę porozumienia. Powinien być zwięzły i syntetyczny oraz – co ważne - odwoływać się do aspiracji słuchających. Słowa powinny być dobrane w taki sposób, aby nie moralizować, lecz mobilizować słuchaczy i pomagać im odkrywać to, co jest w nich najbardziej Boże i szlachetne.

·                Trzeba pamiętać, że Chrystus często rozpoczynał rozmowę ze swoimi słuchaczami od stwierdzenia: „Jeśli chcesz..." (por. Mt 19, 21). Forma głoszenia i sposób mówienia powinny w podmiotowy sposób traktować każdego człowieka i respektować jego wewnętrzną wolność.

·                Język, jakim powinien posługiwać się kapłan powinien być językiem troski o człowieka (por. J 10, 1-16), przyjaźni (por. J 13, 12-15) i błogosławieństwa (por. Mt 5, 3-12). To także język obietnicy i nadziei (por. Łk 11, 9-13). To język otuchy i radości (por. J 15, 11). To język serca i więzi. Język historii miłości, który odsłania tajemnicę Boga kochającego i szukającego człowieka (por. Łk 10, 22).

·                W kazaniach nie można posługiwać się językiem archaicznym, który zwykle śmieszy lub kojarzy mu się wyłącznie z daleką przeszłością, z dziwaczną egzaltacją, z naiwnością albo z nieznajomością współczesnych realiów życia.

3.       Posługa duszpasterska

Kapłan w swojej posłudze i poprzez otrzymane święcenia jest żywym i skutecznym znakiem tej wielkiej miłości Boga do człowieka. Jest odpowiedzialny przed samym Bogiem, a także przed swoim biskupem za wspólnotę wiernych, która została powierzona jego pieczy. Kapłan powinien mieć świadomość, że wierni oczekują od niego godnego świadectwa jako świadka Chrystusowej miłości. Przed kapłanem stoi zatem trudne zadanie: ma on upodabniać się do Chrystusa – Dobrego Pasterza i Sługi, a nie zajmować Jego miejsce.

Kapłan jest pasterzem, a więc w pewnym sensie przywódcą ludu Bożego we wspólnocie jaką stanowi parafia. Nie jest to tylko funkcja czysto organizacyjna lub socjologiczna. Pasterz posiada wpływ na wiernych i posiada pewną władzę. Może być ona większa lub mniejsza, także w zależności od jego uzdolnień i cech osobowościowych. Sprawując ową władzę, młodzi kapłani nie mogą zapominać o pierwszorzędnym i duchowym celu wspólnoty Cerkwi, jakim jest doprowadzenie człowieka do Zbawienia, ukazanie mu prawdziwego celu jego ziemskiego życia, jakim jest odnawianie Bożego obrazu poprzez realizację podobieństwa do Boga, głoszenie i umacnianie prawdziwej wiary jaką jest wiara prawosławna, urzeczywistnianie miłości i nadziei oraz szerzenie miłosierdzia. W budowaniu wspólnoty młody duszpasterz nie powinien więc hołdować jakimś ideologiom lub sprawom czysto świeckim. Do ludzi powinien zaś odnosić się zgodnie z nauką Ewangelii i wskazaniami Świętych Ojców. Jest to szczególnie ważne w dzisiejszym zlaicyzowanym świecie. Sprawowanie autentycznej władzy pasterskiej jest obowiązkiem kapłana, od którego nie powinien on uciekać.

Kapłanom cerkwi, jak niegdyś apostołom, zostało dane „poznać tajemnice Królestwa Bożego” (Łk 8, 10). Nie jest to jakieś sekretne i ezoteryczne poznanie tajemnic. Wszystko, czego naucza Cerkiew zostało objawione przez Boga; jest jawne i odkryte, według słów samego Zbawiciela: „Ja jawnie mówiłem światu; zawsze uczyłem w synagodze i w świątyni, gdzie się wszyscy Żydzi schodzą, a potajemnie nic nie mówiłem” (J 18, 20). Dlatego młody kapłan nie powinien odcinać i oddalać Boga od ludzi. Nie powinien, nawet jeśli jest wykształcony, stwarzać sztucznego dystansu między sobą a wiernymi, czynić się alfą i omegą, wszechwiedzącym i najmądrzejszym. Tego wymaga od niego miłość i pokora oraz posłuszeństwo samemu Chrystusowi. Postępować z godnością ale nie wyniośle, być prostolinijnym, ale nie prostackim, usłużnym, a nie służalczymi, posłusznym, a nie obłudnym, pokornym, a nie fałszywie skromnym to wielka sztuka, którą stosować w swoim życiu powinien nie tylko młody kapłan, ale przede wszystkim kandydat do kapłaństwa. Jest to warunek nie tylko bycia jednością w Bogu, tak jak prosił o to sam Chrystus w modlitwie arcykapłańskiej „Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy” (J 17. 21-22). Jest to również warunek bycia sobą, a więc warunek autentyczności i szczerości wobec siebie i innych.

Kapłan nie powinien także unikać wiernych, nie powinien się przed nimi ukrywać, ale wręcz przeciwnie powinien ujawniać wśród nich swoją prawdziwą obecność. Powinien, podobnie jak jego Mistrz – Chrystus, być do ich dyspozycji. Ważne jest przyjazne i braterskie trwanie we wspólnocie. Kapłan Cerkwi powinien przestrzegać kanonów Cerkwi, być dla wiernych przykładem życia zgodnego z duchem Ewangelii, zachowywać się godnie, lecz nie wyniośle i być widocznym znakiem Bożej prawdy w zeświecczonym społeczeństwie. Władza powierzona kapłanom w czasie chirotonii jest również wyrazem odpowiedzialności za Cerkiew. Dlatego powinien on pamiętać, że tylko Cerkiew w swej pełni jest „filarem i podwaliną prawdy” (1 Tym 3, 15). Każdy młody kapłan, podobnie zresztą jak każdy kapłan, staje przed wyzwaniem stosunku do własnego ja. Musi zmierzyć się ze sobą samym, własnym charakterem, osobowością, temperamentem i egoizmem. Czasami musi zrezygnować z tego, co lubi, do czego się przywiązał, aby nie wzbudzać poruszenia wśród wiernych. Jego powołaniem jest stać się w parafii ojcem duchownym (batiuszką) i pasterzem, a nie mini-papieżem, bezwzględnie i twardo egzekwującym swoją wolę w stosunku do swoich parafian. Zapędy władcze nie odniosą pożądanego skutku, ale wywołają efekt odwrotny do zamierzonego.

Obecnie przedstawię niektóre aspekty posługi duszpasterskiej młodego kapłana bardziej szczegółowo.

Analiza niektórych wyzwań i zadań duszpasterskich

Wszystkie te trzy aspekty posługi kapłańskiej mogą być zrealizowane dopiero wtedy, gdy młody kapłan (a najlepiej już kandydat do kapłaństwa) podejmie i przeprowadzi poważną refleksję nad swoją tożsamością jako kapłana i nad swoim powołaniem. Teraz, w kontekście tego wszystkiego, co stanowiło treść moich niedawnych rozważań, chciałbym zająć się wyzwaniami, jakie stawia nie tylko młodemu, ale każdemu z nas tutaj obecnych, współczesny świat i jego uwarunkowania. Uświadomienie sobie tych wyzwań jest konieczne do ich prawidłowej oceny i niezbędne do prowadzenia działalności duszpasterskiej.

Jednym z wyzwań współczesności, przed którym staje Kościół, a więc także jego kapłani i wierni, jest częsta próba redukowania wiary do wymiaru czysto kulturowego, tak jak to uczyniono na dużą skalę w społeczeństwach Europy Zachodniej. Zjawisko to ma miejsce również w Polsce, także wśród wiernych naszej Cerkwi. Jest to – w moim odczuciu – problem, z którym każdy kapłan, jako głosiciel Ewangelii i duszpasterz nie tylko powinien, ale musi się zmierzyć. Dotyka on bowiem w znacznym stopniu zarówno dzieci i młodzieży, a także ludzi średniego pokolenia. A ci są właśnie przyszłością naszej Cerkwi i będą stanowić o Jej przyszłym obliczu. Chodzi tutaj o stanowczy, ale i roztropny sprzeciw wobec dominującej obecnie kultury, która jest określana mianem ponowoczesności (postmodernizmu). Charakteryzuje się ona poważnym zachwianiem hierarchii wartości i kryzysem duchowym, jaki jest konsekwencją panującego relatywizmu moralnego i liberalizmu, wraz ze wszystkimi jego ujemnymi skutkami . Zdaniem jednego ze znanych współczesnych filozofów zajmujących się zjawiskiem postmodernizmu Z. Baumana, charakterystyczna dla obecnej kultury masowej ideologia konsumpcjonizmu stała się swoistą religijną axis mundi dzisiejszego postmodernistycznego świata. Ów konsumpcjonizm pozwala bowiem wielu ludziom na gromadzenie kolejnych chwil ulotnego szczęścia. Im ich więcej, tym człowiek osiąga więcej tzw. satysfakcji.

Niedostrzeganie związku wolności z odpowiedzialnością, przedkładanie tolerancji wobec postępowania drugiego człowieka nad miłość i prawdę o nim, dążenie do zaspokojenia maksimum potrzeb bez względu na cenę, swoisty kult przyjemności błędnie rozumiany jako wyjście naprzeciw naturalnym potrzebom człowieka, prowadzi w rezultacie do cynizmu, nihilizmu, oszukiwania, a w rezultacie wynaturzenia i ośmieszenia człowieka. Kultura ta, której przejawy i skutki powinien zauważać współczesny kapłan, jest wyjątkowo niska i jako ideał ukazuje bezmyślność i tchórzostwo wobec prawdy i która prowadzi do spłaszczenia oraz zniekształcenia ludzkich pragnień, ideałów i aspiracji. Jest to kultura fikcji o istnieniu łatwego szczęścia, która prowadzi do pojawienia się cywilizacji śmierci. W tej sytuacji zadaniem duchownego jest bycie Bożym prorokiem, czyli odważne patrzenie w głąb teraźniejszości, aby demaskować zagrożenia i wzywać do nawrócenia. Z drugiej strony zadaniem księdza jest chronić życie i nadzieję wszystkich, a zwłaszcza tych, którzy popadają w rozpacz lub w obojętność na własny los.

Niełatwo być kapłanem we współczesnym świecie. Trudność ta wynika jednak nie tylko z kryzysu współczesnego człowieka, lecz także z kryzysu sporej grupy kapłanów, którym brakuje nie tylko i nie tyle wiedzy i kompetencji, co raczej miłości i osobistej dojrzałości. Coraz częściej spotykam się z ludźmi świeckimi, którzy mówią mi o swoim bólu czy niepokoju, gdyż zostali zignorowani, a nawet zranieni i odrzuceni przez swoich duszpasterzy.

W tej sytuacji pierwszym zadaniem kapłana jest nieustanne nawracanie się, by być wiernym Chrystusowi, Ewangelii i swemu powołaniu oraz by współpracować z łaską Bożą. Ważne jest, aby kapłan nauczył się stosować podstawowe i zasadnicze, można by rzec pozytywne kryteria oceny własnej postawy. Dość często pojawiające się subiektywne stwierdzenie typu, że „właściwie nie można mi zarzucić jakichś większych niedociągnięć” jest tutaj dalece niewystarczające. Kryterium weryfikacji powinno – w moim odczuciu – być realizowane w odniesieniu do wskazań i wymagań, które Chrystus daje swoim uczniom.

Po pierwsze zatem: jak odnoszą się do mnie słowa Zbawiciela „pójdź za mną”, czyli dlaczego zostałem kapłanem. Po drugie, co rozumiem przez słowa Chrystusa „chodź i zobacz, gdzie mieszkam”, tzn., czy chętnie idę do cerkwi, z miłością, gorliwie i chętnie sprawuję nabożeństwa i służę Bogu przy ołtarzu, czy jest obecna w moim życiu codzienna modlitwa oraz czytanie i rozważanie Słowa Bożego, czy w mojej modlitwie obecny jestem nie tylko ja sam i moja rodzina, ale także inni ludzie, znajomi, parafianie, a nawet nieprzyjaciele itp.? Po trzecie, czy odnoszą się do mnie słowa Chrystusa „kto się odwraca wstecz, nie jest mnie godzien”, tzn. czy w swoim postępowaniu wykazuję stanowczość, wytrwałość, osobistą inicjatywę, zaangażowanie, entuzjazm i radość w podejmowaniu kolejnych zadań duszpasterskich, czy staram się zrozumieć, jestem otwarty i wrażliwy na problemy ludzi wynikające ze współczesnych uwarunkowań kulturowych i społecznych?

Podjęcie dialogu z własnym sumieniem w tej kwestii jest dużymi i koniecznym wyzwaniem dla kapłana, zarówno młodego, jak i starszego. Pomaga ona odpowiedzieć na pytania, czy jesteśmy w stanie realizować plan Boga, a nie nasze własne przyzwyczajenia czy nawyki. Taka refleksja i wynikająca z niej postawa jest przede wszystkim owocem działania łaski Boga. Dzięki temu kapłan powołany może rozwijać się i ubogacać każdą cząstką dobra, prawdy i piękna, którą chce i potrafi dostrzec wokół siebie. Taki duszpasterz nie popada w rutynę i nie poddaje się nawykom. Zachowuje ducha młodości oraz mentalność ucznia, który jest nieustannie zdumiony światem, a zwłaszcza Bogiem i człowiekiem. Dzięki temu może coraz pełniej rozumieć oraz coraz dojrzalej kochać Boga, siebie i innych.

To o czym przed chwilą powiedziałem wiąże się z kolejnym wyzwaniem i zadaniem dla kapłana, jakie stawia przed nim dzisiejszy świat. Jest to bycie obecnym w życiu tych, do których posyła nas Chrystus. Celem tej kapłańskiej obecności w świecie współczesnym jest zarówno głoszenie Ewangelii, jak też posługa duszpasterska. We współczesnym świecie koniecznym jest, aby uczyć ludzi zdolności obserwowania rzeczywistości, w której żyją oraz zdolności wyciągania wniosków z tej obserwacji. Współczesny kapłan i duszpasterz to ktoś, kto nie może być już tylko specjalistą od kształtowania sfery moralnej, duchowej i religijnej człowieka. Coraz więcej bowiem dorosłych w naszych czasach – rodziców, nauczycieli, pedagogów –nie podejmuje w sposób kompetentny i odpowiedzialny kształtowania postawy człowieka, szczególnie w tak ważnych sferach człowieczeństwa jak ciało, płciowość, seksualność, sfera myślenia i emocji, sfera wolności i wartości, sfera postaw i więzi. W tej sytuacji współczesny młody duszpasterzto ktoś, kto powinien być wychowawcą całego człowieka, a zatem ktoś, kto rozumie całego człowieka i kto potrafi kochać także tych ludzi, którzy nie rozumieją i nie kochają samych siebie.

Chodzi tutaj o to, aby kapłan, nie tylko nauczał innych, ale także on sam był przykładem kultury bycia, prawidłowo pojmowanej wolności osobista, ofiarności, roztropności, szlachetności, odpowiedzialności i pracowitości. Młody kapłan powinien posiadać nie tylko gruntowne przygotowanie teologiczne i liturgiczne (co jest oczywiste), ale także to, co można nazwać pogłębioną znajomością uwarunkowań antropologiczno – psychospołecznych. Mam tutaj na myśli realistyczne i całościowe rozumienie człowieka, np. znajomość jego sposobów myślenia i komunikowania, jego tendencji do szukania „szczęścia” w świecie fikcji i ideologii, a także znajomość zagrożeń zewnętrznych i wewnętrznych, którym podlega człowiek. Istotne jest dojrzałe komunikowanie się kapłana z samym sobą, uczenie się naznaczonej miłością empatii i asertywności, odpowiedzialne budowanie więzi z wiernymi, nabywanie kompetencji w zakresie najtrudniejszej z form komunikacji, jaką jest np. komunikacja wychowawcza. Bardzo ważny jest w tym względzie styl życia i przykład rodziny kapłana (domowej cerkwi). Tylko miłość ze strony kapłana sprawia, że ludzie słuchają raczej jego, niż cynicznych ideologów i demoralizatorów.

Dojrzały kapłan to ktoś, kto wyjaśnia naturę mądrej i wychowującej Bożej miłości. To ktoś, kto pomaga odkryć, że Bóg – Miłośćma tylko dwie możliwości:kochać i cieszyć się, gdy odpowiadamy miłością na miłość lub kochać i cierpieć, gdy oddalamy się od Miłości i zadajemy ból sobie i innym. Ma to znaczenie szczególnie w tych przypadkach, gdy kapłan spotyka się z osobami, którym przychodzi kochać w skrajnych sytuacjach. Są to sytuacje, w których uczymy się kochać kogoś, kto nie kocha samego siebie i kto boleśnie krzywdzi siebie i innych.

Kompetentny i współczujący duchowny potrafi ponadto skutecznie mobilizować współczesnego człowieka do kształtowania w sobie prawego sumienia. Z własnej, chociaż niedługiej praktyki wiem, że zbytnie moralizowanie nie przynosi efektów. Lepsze rezultaty przynosi np. ukazanie człowiekowi, że wrażliwość moralna to szczególnie cenny rodzaj inteligencji, dzięki któremu odróżniamy te czyny, które nas rozwijają i prowadzą do świętości, od tych zachowań, przez które krzywdzimy innych ludzi, ale przede wszystkim siebie samych. Pozwala to dostrzec ludziom, że przykazania Boże i życie zgodne wg nauki i wskazań Cerkwi nie jest ciężarem, ani nie ogranicza wolności,lecz przeciwnie, że bycie prawosławnym jest zaszczytem i wyróżnieniem.

W odniesieniu do zadań duszpasterskich kapłana wśród wiernych bardzo ważna jest tzw. komunikacja pastoralna. Chodzi tutaj o umiejętność takiego doboru języka i argumentów, by słuchacz miał tylko dwie możliwości: albo zrozumieć i przyjąć Słowo Boże, lub zrozumieć i odrzucić. Moim zdaniem nie powinno się doprowadzić do zaistnienia trzeciej możliwości: nie zrozumieć. Wzorem jest tu Chrystus, który komunikował i argumentował w sposób tak prosty i czytelny, że rozumieli Go nawet analfabeci, a jednocześnie w sposób tak precyzyjny, że żadnego błędu nie mogli Mu wykazać uczeni w Piśmie i faryzeusze. Chodzi tu o to, by powiązać język Pisma Świętego, dogmatu, tradycji Cerkwi i współczesności. W posłudze pasterskiej trzeba też pamiętać, że miarą słowa jest nie tylko techniczna informacja, którą przekazujemy, ale też miłość, którą okazujemy. Nie można zatem odrywać słowa od osoby, która te słowa wypowiada. Problemem jest zarówno posługiwanie się niezrozumiałym dla słuchacza językiem i argumentami, jak też niewłaściwa postawa księdza wobec słuchacza Słowa Bożego, np. bezduszność, arogancja, agresja czy obojętność.

Zanim przejdę do kolejnego punktu rozważań, czyli prezentacji modeli działań kapłana we współczesnym społeczeństwie, pragnę zwrócić uwagę jeszcze na dwa zagadnienia. Pierwsze jest mi szczególnie bliskie: jest to podejście do problematyki ochrony życia, posługa kapłana wobec ludzi starych, cierpiących, chorych i umierających. Jest to poważne wzywanie zwłaszcza dla młodego kapłana, który dopiero zdobywa doświadczenie w pracy duszpasterskiej. Choroba i cierpienie, a także poczucie bliskości śmierci cielesnej powoduje bowiem wyobcowanie chorego w odniesieniu do samego siebie, które wynika z naruszenia jego fizycznej i emocjonalnej jedności. Świadomość zdominowana jest przez chore ciało. Zamiast pozostawać podmiotem, ciało zostaje zniewolone przez obcą, patologiczną siłę i staje się podwładnym jej obiektem.

Powoduje to naruszenie emocjonalnej harmonii, wywołuje obawy o przyszłość, łęk o tych, od których chory jest uzależniony. Po drugie, choroba prowadzi do wyobcowania od innych ludzi. Bez względu na to czy chory pozostaje w łóżku w domu, czy też w zakładzie opieki zdrowotnej, dochodzi do jego fizycznej separacji od społeczności ludzkiej. Nawet w towarzystwie innych, chory czuje się wyobcowany i samotny. Choremu człowiekowi wydaje się, że ma bardzo niewiele wspólnego z ludźmi zdrowymi i że jest całkowicie zależny od innych. Szczególnie w przypadku długotrwałej choroby pacjent może załamać się emocjonalnie. Chory człowiek zazwyczaj nie jest w stanie samodzielnie udać się do cerkwi. Zdarza się nawet, że winą za swą chorobę obarcza Boga. Życie traci dla niego sens, a to często prowadzi do duchowego załamania. W tej sytuacji często po raz pierwszy w życiu zdaje sobie sprawę ze swej śmiertelności.

Dlatego współczesny kapłan, napotykając w swej działalności duszpasterskiej tego typu problemy, powinien przede wszystkim sam głęboko wierzyć i mieć w sercu nadzieję, a następnie wskazywać choremu na ducha Ewangelii. Jest to duch nie tylko wiary w Bożą wszechmoc, ale również zdania się na Boga i Jego wolę. Zagadnienie postawy duszpasterskiej kapłana wobec chorych, cierpiących i umierających jest jednak tak szerokie, ze wymagałoby oddzielnego opracowania.

Na koniec, chciałbym wspomnieć także o zadaniu współczesnego kapłana polegającym na szczególnej trosce i wrażliwość na ludzi biednych – biednych materialnie, moralnie i duchowo – oraz na ludzi skrzywdzonych, uzależnionych, załamanych, bezradnych. Chociaż kapłan jest zwiastunem Ewangelii i – jak już wcześniej o tym wspominałem – nikt nie będzie miał do niego zaufania, jeśli będzie wyglądać na przygnębionego, to jednak jego zadaniem jest niejednokrotnie zaszczepianie nadziei tym, których życie naznaczone jest rozgoryczeniem i niepowodzeniami. Można powiedzieć, że kapłan niejako z racji swej funkcji styka się z niepowodzeniami. Jest to przede wszystkim jego własna niedoskonałość i świadomość własnej grzeszności.

Ma też świadomość faktu, że Ewangelia traktuje o przebaczeniu grzechów i jego powołaniem jest stanięcie wobec grzechów jego owczarni. Dlatego stawanie w obliczu niepowodzeń to dla kapłana dzień powszedni. Obecnie kapłan musi także stawać w obliczu wielu chorób dotykających społeczeństwo, w którym na skutek globalizacji, sekularyzacji i relatywizmu, wielu ludzi doświadcza głębokiego poczucia bezsensu swojego życia. Pojawia się pytanie, w jaki sposób pozostawać pełnym radości głosicielem Dobrej Nowiny, skoro dokoła tyle rozbitych rodzin, młodzieży zatracającej się w narkotykach i oznaki triumfu kultury niskich lotów? Jest to szczególnie ważne w obecnych czasach, gdzie bardzo często dochodzi też do uprzedmiotowienia, instrumentalizacji i wyzysku człowieka przez człowieka, promowania wizji łatwego szczęścia i łatwej, niezobowiązującej miłości.

Oddzielnym problemem, z którym powinniśmy się zmierzyć to kwestia bezrobocia i opieki duszpasterskiej nad bezrobotnymi i ich rodzinami. Bezrobocie jest bowiem źródłem wielu patologii, także w rodzinach prawosławnych. Wydaje się, że zadaniem nie mniej ważnym, a niestety często zaniedbywanym, jest umacnianie mocnych, by trwali w przyjaźni z Bogiem i ludźmi. Trwanie w dobru nie jest przecież ani rzeczą łatwą, ani spontaniczną.

Szczególnym wyzwaniem duszpasterskim dla młodego kapłana jest Sakrament spowiedzi. Święci Ojcowie i nauczyciele Cerkwi nazywali ten Sakrament uzdrowieniem duszy. Wyrazem tego jest pouczenie, jakie kapłan kieruje do spowiadającego się człowieka: „Oto, dziecię moje, Chrystus tutaj niewidzialnie stoi, przyjmując Twoją spowiedź. Nie wstydź się więc, ani nie lękaj się i nie ukrywaj też niczego przede mną, lecz bez ogródek powiedz wszystko, co uczyniłeś, abyś otrzymał rozgrzeszenie od Pana naszego Jezusa Chrystusa. Oto i ikona Jego przed nami, a ja jestem tylko świadkiem, abym świadczył przed Nim o wszystkim, co mi powiesz. Jeśli natomiast ukryjesz coś przede mną, podwójny grzech będzie na tobie ciążył. Zważ przeto, gdyż przyszedłeś do lecznicy, abyś nie odszedł nie uzdrowionym”[4].

Zadaniem Sakramentu Pokuty jest zatem przede wszystkim leczenie, przy czym to sam Chrystus – jak pisze to wielokrotnie św. Cyryl Aleksandryjski – jest jedynym lekarzem, a spowiednik nie tyle sędzią, ile przewodnikiem, świadkiem spowiedzi i ojcem pomagającym w tymże procesie leczenia i uzdrawiania. Idea lecznictwa duchowego, wywodząca się z pojęcia ewangelicznej nawrócenia się metanoi określa też sposób praktycznego podejścia do spowiadającego się w myśl 102 kanonu Soboru in Trullo, który głosi: „Ci, którzy przyjęli od Boga moc wiązania i odpuszczanie grzechów, powinni dojrzeć właściwość grzechu i gotowość grzesznika do metanoi, i w ten sposób stosować odpowiednie do niemocy lekarstwo, aby przez niezachowanie w tym lub innym miary nie zaprzepaścić zbawienia tego, kto cierpi niemoc. Nie jednakowa bowiem jest niemoc grzechu, lecz rozmaita i wieloraka i wywołuje wiele innych szkód, z których obficie rozwija się zło i dalej się rozprzestrzenia, zanim nie zostanie zahamowane mocą leczącego.

To też należy, aby kto umiejętnie prowadzi duchowe leczenie, zgłębił przede wszystkim stan grzesznika i obserwował, czy ulega on uzdrowieniu, czy też przeciwnie, własnym usposobieniem ściąga niemoc, i jak się w międzyczasie zachowuje. W przypadku zaś, gdy lekarzowi się nie sprzeciwia i za pomocą przypisanych leków goi ranę duszy, należy okazywać mu podług zasługi miłosierdzie. Albowiem zarówno Bóg jak i ten, kto przyjął duszpasterskie prowadzenie, wszelką troskę kieruje na to, by zbłądzoną owieczkę nawrócić i urażoną przez gada uleczyć. Nie należy ani gnać po stromiznach rozpaczy, ani popuszczać wodze dla rozkładu życia i niedbalstwa, lecz koniecznie, na wszelkie sposoby, albo za pomocą surowych i wiążących, albo za pomocą bardziej łagodnych i lekkich środków lekarskich, należy zapobiegać niemocy i dbać o zagojenie rany; i owoce skruchy doświadczyć, i mądrze kierować człowiekiem powołanym do oświecenia z góry. Mamy znać i jedno i drugie, i to co odpowiada gorliwości pokutującego, i to, czego wymaga obyczaj”[5].

Być terapeutą duszy, zgodnie z tym, co mówi zacytowany przed chwilą kanon, to dla kapłana, zwłaszcza młodego, poważne wyzwanie i doświadczenie. Nie powinien on ulec duchowemu złudzeniu i przypisywać sobie autorytetu obdarzonego charyzmatem starca. Znane sformułowanie – młody starzec – bardzo dobrze odzwierciedla ten stan młodego duszpasterza, który sili się na wypowiadanie mądrości życiowych i udzielanie porad, które jakoby mają definitywnie zmienić i uzdrowić życie człowieka. Zwraca na to uwagę o. Aleksander Mień i abp Kallistos (Ware). Ich zdaniem podstawowym zadaniem duchowego ojca i kapłana-terapeuty jest pomoc innym w odkrywaniu swej wolności. Nie chodzi tutaj o to, aby duszpasterze mówili ludziom co mają robić, ale pomagali im w stawaniu przed Bogiem w pełni ich własnej świadomości i w podejmowaniu uzasadnionych oraz odpowiedzialnych decyzji. Abp Kallistos pisze: „bardzo często ludzie przychodząc do duchownego ojca oczekują, że to on zdecyduje za nich, a być może odpowiedzią na ich oczekiwanie jest stwierdzenie, iż to oni sami muszą podjąć decyzję.

Ojciec duchowy może pomóc im dostrzec, co jest ich problemem”[6], ale rozwiązać go za nich nie jest w stanie. Przytacza nawet przykład św. Sylwana z Atosu, który nigdy nie mówił dokładnie, co dany człowiek ma robić; nie wydawał poleceń, ale chciał, aby ludzie myśleli sami o sobie. Abp Kallistos pisze, że „ojciec Sofroniusz powiedział, że jeśli starzec Sylwan udzielając jakiejś bardziej dokładnej porady, często rozpoczynał zdanie od słowa: ²jeśli². Innymi słowy, próbował pomóc ludziom dostrzec związki, chciał, aby zauważyli, że skoro coś uczynili, doprowadziło to do czegoś innego i w naszym życiu duchowym pojawił się łańcuch przyczyn i skutków. Próbował pomóc ludziom dostrzec, jak wszystko jest ze sobą powiązane, jak jedno prowadzi do drugiego. Ciągle jednak decyzję pozostawiał właśnie tym, którzy do niego przychodzili”[7].

Powyższe zadania oznaczają ostatecznie przyprowadzanie do Chrystusa oraz fascynowanie Jego prawdą i miłością; Boża prawda wyzwala z grzechu, iluzji i naiwności, a Boża miłość daje siły, by iść drogą świętości. Dojrzały kapłan szanuje wolność człowieka i rozumie, że nie można zmuszać człowieka do czynienia dobra. Właśnie dlatego nie „pogania” owiec, ale fascynuje ich i z entuzjazmem i radością prowadzi siebie wraz z nimi do Chrystusa.

 


[1] Arcybiskup Paweł, Nasza wiara, przeł. A. Kempfi, BMP, Białystok 1999, s. 41.

[2] A. Schmemann, Za życie świata, przeł. A. Kempfi, Wydawnictwo Novum, Warszawa 1988, s. 19.

[3] Ks. H. Paprocki, Prawosławna koncepcja człowieka, „Elpis”, 2004, nr 9-10, s. 36.

[4] Triebnik, Czin Ispowiedanija, Sinodal’naja Tipografija, Warszawa 1925, s. 35b.

[5] Kanon 102 piąto-szóstego soboru powszechnego in Trullo (691-692), [w:] Kanony Kościoła Prawosławnego w przekładzie polskim, tłum. ks. A. Znosko, ChAT, Warszawa 1978, s. 113-114.

[6] Biskup Kallistos Ware, Misteria uzdrowienia, przeł. ks. W. Misijuk, Prawosławna Diecezja Lubelsko – Chełmska, Lublin 2004, s. 59.

[7] Tamże, s. 60 – 61.

]]>
http://www.ksiadzartur.pl/homilie/2010/05/09/28-aby-objawily-sie-dziela-boze/ <![CDATA[Aby objawiły się dzieła Boże]]> 2010-07-21T21:42:20+02:00 Chrystus Zmartwychwstał!

 

Drodzy bracia i siostry!

Dzisiejsza ewangelia wraz z Ewangelia z poprzedniej niedzieli O Samarytance tworzy pewną całość. Zarówno jedna, jak i druga, według praktyki starożytnego Kościoła, były czytane podczas obrzędów dla katechumenów, czyli przygotowujących się do przyjęcia Świętego Chrztu.

Pierwsza z nich, o Samarytance, koncentruje się na odniesieniu do Syna Bożego Jezusa Chrystusa, Który jest źródłem wody życia, która nie tylko zaspokaja pragnienie, ale powala oddawać prawdziwą część Bogu. Dzisiejsza Ewangelia opowiada o uzdrowieniu człowieka niewidomego od urodzenia, a więc takiego, który nigdy nie zaznał światła. Był on człowiekiem, który nie zaznał piękna i dobroci życia. Co więcej, jak wynika w dalszej części opowiadania, ten człowiek żebrał, a być może był wykorzystywany do żebrania. Ten obraz wyraża sytuację człowieka, który nie mając światła i mocy życia, żyje żebrząc, prosząc o życie.

Żebranie to stałe oczekiwanie na dar. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że tym żebrzącym był niewidomy, to wtedy jeszcze bardziej możemy uzmysłowić sobie, jakie było jego oczekiwanie na to, aby ktoś mu coś darował i jakie musiało być jego uczucie, gdy nie mógł komunikować się z otoczeniem za pomocą tego bodajże najbardziej bezpośredniego narządu, jakim jest wzrok. Był on w zupełnym zdaniu się na innych, nie mogąc wiele uczynić w zamian. A jeśli był wykorzystywany przez innych, to jego życie było niejako uprzedmiotowione tak, jakby nie miało wartości samo w sobie.

Niewidomy jest obrazem człowieka podległego grzechowi, noszącego na sobie skutki grzechu. Tak to też odebrali uczniowie Jezusa, gdy pytali: „Kto zgrzeszył: on czy jego rodzice, że urodził się niewidomym?” To pytanie zawiera w sobie pewien brak logiczny, gdyby bowiem ta ułomność była konsekwencją jego grzechu, to ten człowiek musiałby zgrzeszyć jeszcze przed narodzeniem, a przecież był niewidomy od urodzenia. Jezus ucina krótko sprawę doszukiwania się winy. Odpowiada na to, że „ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice”. Chrystus nie neguje w ten sposób ogólnego związku ludzkiego cierpienia z grzechem człowieka. Chce jednak wykluczyć proste zastosowanie łączenia ułomności ludzkiej z konkretnym grzechem.

Dalej Syn Boży stwierdza, że stało się tak, „aby objawiły się na nim sprawy Boże”. Bóg bowiem podejmuje ratowanie człowieka zniewolonego, zaślepionego przez grzech i z powodu grzechu. To, co Jezus przyszedł spełnić wobec ludzi, wobec każdego człowieka dotkniętego grzechem i jego skutkami, będzie dziełem Boga i będzie objawieniem chwały Bożej. To On, Jezus Chrystus jest narzędziem Bożego działania i objawieniem chwały Bożej. Dlatego też wprost mówi: „Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień”. Tam bowiem, gdzie jest Chrystus tam jest dzień, dzień działania i światła Bożego. Tym działaniem Bożym jest wyzwalanie człowieka z grzechu, czyli dawanie mu nowego światła, nowego spojrzenia na własne życie. Tego dokona Jezus przez śmierć na Krzyżu i przez Zmartwychwstanie. Za swego ziemskiego życia dokonuje gestów, które wyobrażają i zapowiadają to, co dokona się później. W tym celu Jezus splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył niewidomemu na oczy. Następnie polecił mu obmyć się w sadzawce Siloe – co się tłumaczy: Posłany. Niewidomy tak uczynił i wrócił widząc.

 

Ten niewidomy poszedł posłuszny słowu Chrystusa. Być może był wspomagany przez innych. Poszedł ku temu, czego nigdy nie znał, gdyż był ślepy od urodzenia. Poszedł z błotem na oczach i wrócił widząc. Zmieniła się całkowicie perspektywa jego życia. Zobaczył świat w sposób dotychczas nieznany. Ta przedziwna przemiana życia dokonała się wskutek spotkania z Chrystusem. Odtąd mógł świadczyć, że był niewidomy, a teraz widzi. Przejrzał dzięki mocy Tego, który położył mu błoto na oczy.

 

Drodzy bracia i siostry! Można być przekonanym, że się widzi i patrzeć tylko ze swego punktu widzenia, ale nie widzieć – nie widzieć poprawnie, nie widzieć w prawdzie. Można zaś otrzymać błoto na swoje oczy – czy to błoto własnych błędów czy oskarżeń bądź przypuszczeń o naszej winie, i przejrzeć dzięki posłuszeństwu Chrystusowi. Można więc doświadczyć, że jedyny właściwy punkt spojrzenia na wszystko to posłuszeństwo Bogu, niezależnie od winy czy jej braku. We wszystkim może się objawić chwała Boża. Amen.

]]>
http://www.ksiadzartur.pl/homilie/2010/04/28/27-nikt-nie-zbawia-sie-w-pojedynke/ <![CDATA[Nikt nie zbawia się w pojedynkę]]> 2010-07-21T21:42:34+02:00 Chrystus Zmartwychwstał!

 

Dzisiejsza Ewangelia opisuje spotkanie Chrystusa z człowiekiem chorym i cierpiącym. Zaprasza nas, abyśmy poprzez dialog, jaki prowadzi Chrystus z paralitykiem, niczym w zwierciadle zobaczyli samych siebie, potrafili dostrzec postawy, jakie często sami prezentujemy wobec siebie i innych ludzi.

Ewangelia głosi, że przy sadzawce zwanej Owczą Chrystus spotyka człowieka cierpiącego od wielu lat. Zbliża się do niego i nawiązuje rozmowę. Na pytanie Zbawiciela: „Czy chcesz być zdrowy?” nie odpowiada wcale „Chcę, Panie!”, lecz mówi: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody”. Ten bowiem, „kto pierwszy wchodził po poruszeniu wody doznawał uzdrowienia, niezależnie od tego, na jaką chorobę cierpiał”.

W pierwszej chwili można odnieść wrażenie, że ten sparaliżowany człowiek, chociaż pragnął być uzdrowionym, w pierwszym rzędzie oczekiwał na kogoś, komu mógłby zaufać, kto okazałby się pomocny i wprowadził go do sadzawki, aby mógł odzyskać zdrowie. Skarga wydobywająca się z jego ust to wołanie o pomoc, krzyk człowieka, który mimo wszystko ma nadzieję, że wśród ludzi przebywających w tym Domu Miłosierdzia znajdzie się ktoś, kto pomoże mu obmyć się w uzdrawiającej wodzie. Czeka już od trzydziestu ośmiu lat. Odpowiedź, jaką daje Chrystusowi świadczy o tym, że jest on nie tylko bardzo chory, ale również bardzo samotny. Jego samopoczucie ma prawo być gorsze od innych znajdujących się wokół niego chorych. Przy innych bowiem czuwają ich bliscy bądź przyjaciele, którzy usiłują pomóc im wygrać „wyścig o zdrowie”. „Gdy ja sam dochodzę – mówi – inny wchodzi przede mną”. Przy nim nie ma zaś nikogo.

Jakże jego sytuacja różni się od innego ewangelicznego paralityka, którego przyjaciele uczynili wszystko, a nawet rozebrali dach domu, aby opuścić go na posłaniu do nóg Chrystusa. W tym przypadku jest inaczej. Trudno wyobrazić sobie sytuację bardziej obciążającą psychicznie i duchowo. Nie wiadomo, czy ów człowiek cierpi bardziej z powodu choroby, czy z osamotnienia. Panuje przekonanie, że do bólu i choroby można się przyzwyczaić, natomiast trudno jest znieść samotność. Ten człowiek jednak walczy i czeka na człowieka, który podałby mu pomocną dłoń. Właśnie w tę rzeczywistość, rzeczywistość samotnego i chorego człowieka wchodzi Jezus Chrystus w dzisiejszej Ewangelii. To On, o którym powiedziano: „Ecce homo – Oto człowiek” (J 19, 5) jest tym, kogo oczekuje ów cierpiący.

Często w obliczu własnych cierpień oraz cierpień innych ludzi, a szczególnie osób nam bliskich zadajemy sobie pytanie, dlaczego trwa to tak długo, dlaczego trzeba czasami doświadczyć tak wiele bólu fizycznego i udręk duchowych? Na te pytania nie ma prostych odpowiedzi. Może kryją się one właśnie w tym tajemniczym dialogu Chrystusa z paralitykiem? Może kryją się właśnie w jego odpowiedzi danej Chrystusowi? Kto wie, może każdy człowiek w swoim cierpieniu musi przekroczyć pewną granicę, za którą jest już tylko pełne zawierzenie Bogu i opromienione nim oczekiwanie? Może to oczekiwanie ma pomóc człowiekowi odzyskać pokój i przygotować go na spotkanie z uzdrowieniem? Tak to już jest, że im więcej w człowieku niepokoju tym mniejsza w nim zdolność oczekiwania na Boga. Dzisiejsza Ewangelia ukazuje, że bez oczekiwania na Boga i zawierzenia się Mu nie można być zdrowym.

Czy nie jest tak, drodzy bracia i siostry, że nasze dłonie powinny być dłońmi Chrystusa, nasze nogi nogami Chrystusa? Czy brakuje wokół nas chorych i cierpiących oraz potrzebujących pomocy? Oni bardzo często potrzebują tylko naszej obecności, naszego uścisku dłoni, życzliwości i miłego słowa. Bóg stawiając ich na naszej drodze stwarza nam okazję złożenia świadectwa z naszego człowieczeństwa i naszej wiary. Wezwanie „nie mam człowieka” skierowane jest właśnie do nas. I tylko od nas zależy, czy okażemy się ludźmi odpowiadając na nie.

Oto dzisiaj paralityk doświadczył zainteresowania ze strony samego Boga i doskonałego człowieka Jezusa Chrystusa. Ten przykład ukazuje nam, jak ważna jest nasza obecność obok drugiego człowieka. Powinniśmy także uzmysłowić sobie, że każdy z nas również potrzebuje obok siebie obecności drugiego człowieka. Człowiek jest istotą wspólnotową. Nie można zbawiać się w pojedynkę. Dlatego przykład paralityka, który oczekiwał pomocy od Boga wierząc, że pośle On człowieka, który pomoże mu dostać się do sadzawki poucza nas, abyśmy również my, gdy będziemy w potrzebie nie odtrącali wyciągniętej do nas pomocnej dłoni.

Nawet wtedy, gdy cierpimy fizyczne i duchowo nie pozwólmy, aby powstał w nas mur utrudniający dostęp do nas innych ludzi. Nie brońmy przystępu do siebie. Pozwólmy pomagać sobie i pomagajmy innym. Jeśli bowiem będziemy w stanie przyjąć pomoc będziemy także umieli ją okazać. Uczmy się nawzajem okazywania sobie miłości i szacunku, tak jak przystoi to prawdziwym uczniom Zmartwychwstałego Chrystusa.

]]>
http://www.ksiadzartur.pl/publikacje/2010/04/25/26-luteranie-wobec-problematyki-pozyskiwania-komorek-macierzystych-z-ludzkich-embrionow-proba-systematyzacji-stanowisk/ <![CDATA[Luteranie wobec problematyki pozyskiwania komórek macierzystych z ludzkich embrionów – próba systematyzacji stanowisk ]]> 2010-05-16T18:11:53+02:00 Ks. prof. M. Hintz charakteryzując stosunek teologii i etyki ewangelickiej do problematyki bioetycznej stwierdza: „Teologia ewangelicka, także na gruncie bioetyki, chce pozostać wierna zasadzie sola scriptura. Zasadniczym problemem jest kwestia nieobecności większości zagadnień bioetycznych na kartach Biblii. Zagadnienia określane zbiorczo mianem biotechnologii, są wynikiem rewolucji naukowo-technicznej ostatnich kilkudziesięciu lat, w związku z tym jedyną możliwą metodą odniesienia do Biblii jest przyjęcie zawodnej metody analogii”[1]. Oczywiście prezentacja całościowego spojrzenia na zagadnienie pozyskiwania i wykorzystania EKM z perspektywy luterańskiej przekracza zakres tej pracy. Mimo wszystko jednak warto odnieść się przynajmniej w niewielkim stopniu do spojrzenia wybranych Kościołów luterańskich na rozważane w pracy kwestie. W ten sposób będzie możliwe porównanie prawosławnego punktu widzenia przedstawionego w poprzednich rozdziałach pracy ze spojrzeniem Kościoła ewangelicko-luterańskiego. Nabiera to szczególnego znaczenia zwłaszcza z perspektywy dialogu ekumenicznego, który zakłada wzajemny szacunek i zachęca do poznawania siebie nawzajem.

Prezentacja problematyki pozyskiwania i wykorzystania komórek macierzystych pobieranych z ludzkich embrionów i płodów z perspektywy Kościoła ewangelicko-luterańskiego nie może obejść się bez chociażby skrótowego przedstawienia stanowisk wybranych Kościołów luterańskich odnośnie tych kwestii.

W przeważającej mierze ograniczę się do prezentacji stanowisk Kościołów należących do Światowej Federacji Luterańskiej (Lutheran World Federation – LWF). W ramach LWF do najbardziej aktywnych Kościołów luterańskich w odnośne problematyki bioetycznej, a więc także odnośnie zagadnień rozważanych w niniejszej pracy, należą Kościoły ewangelicko-luterańskie w Europie i USA. Do niedawna panowało przekonanie, że europejskie podejście do problematyki bioetycznej znacznie odbiega od stanowisk reprezentowanych na gruncie amerykańskim. Rozróżniano bioetykę kontynentalną, czyli europejską i anglosaską, czyli brytyjsko-amerykańską. Wydaje się, że w epoce globalizacji podział ten funkcjonuje coraz bardziej symbolicznie. Dotyczy to nie tylko bioetyki świeckiej, ale także bioetyki religijnej. Przykładem tego są właśnie Kościoły protestanckie. Jeszcze czterdzieści lat temu luteranizm bądź kalwinizm europejski znacznie różnił się od amerykańskiego. Odznaczał się konserwatyzmem, rygoryzmem zasad moralnych i przywiązany do tradycji ojców Reformacji. Obecnie, mimo postępującej sekularyzacji społeczeństwa z tradycyjnej ostoi luteranizmu, którą stanowiły Kościoły luterańskie w Niemczech i krajach skandynawskich, zostały tylko Kościół Ewangelicki Niemiec (Evangelische Kirche Deutschland – EKD)i Kościół w Norwegii (Den Norske Kirke – NK). Do tego samego nurtu zalicza się Kościół Ewangelicko-Augsburgski w Polsce (KEA). Z kolei w USA coraz bardziej konserwatywna staje się druga co do wielkości, licząca ponad 2,5 miliona wiernych, luterańska wspólnota kościelna w tym kraju, czyli Kościół Luterański Synodu Missouri (Lutheran Church Missouri Synod – LCMS), który jednak nie należy do LWF. Największy Kościół luterański w Europie i na świecie, czyli Kościół Ewangelicko-Luterański Szwecji (Svenska Kyrkan – SK), Kościoły w Danii i Finlandii, a także Ewangelicko-Luterański Kościół w Ameryce (Evangelical-Lutheran Church in America ELCA) coraz bardziej odzwierciedlają współczesnego «ducha czasów». Stanowiska tych Kościołów, odnoszące się m.in. do rozważanych w pracy zagadnień, charakteryzują się silnym dążeniem do wypracowania konsensusu między tradycyjnym biblijno-chrześcijańskim podejściem a perspektywą świecką. Niestety często odbywa się to z poszkodowaniem tej pierwszej. Dlatego w dokumentach tych Kościołów, na które będę się powoływał poniżej, chociaż znajduje odzwierciedlenie argumentacja religijno-teologiczna, to jednak służy ona jako tło bądź potwierdzenie słuszności argumentacji humanistyczno-racjonalnej.

Aby uczynić prezentację bardziej przejrzystą zostanie ona przeprowadzona w oparciu o przedstawiony poniżej podział:

·         konserwatywni tradycjonaliści (EKD, NK, KEA, LCMS);

·         liberalizujący tradycjonaliści (SK, ELCA).

 

Oczywiście przyjęty podział jest umowny i w żaden sposób nie pretenduje do uznania go za obowiązujący. Opiera się on na obserwacji, że wierni prawie każdego Kościoła ewangelicko-luterańskiego w świecie uważają się za tradycjonalistów. Łączy ich przede wszystkim idea Reformacji w wydaniu Marcina Lutra. Są oni spójni również pod względem doktrynalnym. Najbardziej rzucające się w oczy różnice między nimi dotyczą głównie kwestii moralnych. Stąd podział na konserwatywnych i liberalizujących tradycjonalistów. Kościołów luterańskich o tendencjach skrajnie liberalnych bądź radykalnie konserwatywnych nie ujęto, gdyż nie są one reprezentatywne dla światowego luteranizmu.

 

Konserwatywni tradycjonaliści

 

Kościół Ewangelicki w Niemczech (EKD)

 

Kościół Ewangelicki w Niemczech (Evangelische Kirche Deutschland – EKD) jest wspólnotą, którą tworzą 22 samodzielne ewangelickie Kościoły krajowe wyznania luterańskiego, reformowanego i unickiego z Urzędem Kościelnym w Hanowerze na czele. Poszczególne kościoły liczą łącznie ponad 25 mln członków (2005 r.) skupionych w ponad 16 tysiącach parafii.

Gremia kierownicze EKD są wybieralne. Najważniejsze z nich to Synod (Synode der EKD – S-EKD), Rada (Rat der EKD – R-EKD) i Konferencja Kościoła (Kirchenkonferenz – K-EKD). Ponoszą one odpowiedzialność za wykonywanie zadań Kościoła zapisanych w konstytucji kościelnej, regulującej ustrój EKD. 120 członków S-EKD zbiera się z reguły raz do roku, uchwala ustawy kościelne oraz formułuje stanowisko wobec aktualnych problemów życia społecznego oraz w kwestiach natury teologicznej. R-EKD kieruje Kościołem i reprezentuje go na zewnątrz. Liczy ona 15 członków (osoby świeckie i teolodzy, w tym 7 kobiet), wybieranych przez Synod i Konferencję Kościoła (K-EKD) na okres sześciu lat. Od 2003 roku przewodniczącym R-EKD jest biskup prof. Dr Wolfgang Huber.

EKD jest Kościołem bardzo aktywnym w wielu obszarach życia społecznego, w tym także wobec współczesnych problemów bioetycznych. Istnieją również oficjalne stanowiska Synodu, Rady oraz Konferencji Kościoła odnoszące się do kwestii pozyskiwania komórek macierzystych z embrionów.

Debata na temat pozyskiwania EKM w Niemczech przebiegała w zasadzie dwufazowo. Pierwszy etap dyskusji na ten temat rozpoczął się po 1998 roku, gdy zespołowi pod kierunkiem Thomsona udało się wyizolować komórki macierzyste z ludzkich embrionów. Kluczowym wydarzeniem było tutaj uchwalenie przez Bundestag ustawy O podtrzymaniu ochrony embrionu w związku z pozyskiwaniem i wykorzystaniem ludzkich embrionalnych komórek macierzystych (Gesetz zur Sicherstellung des Embryonenschutzes im Zusammenhang mit Einfuhr und Verwendung menschlicher embryonaler Stammzellen), która weszła w życie w dniu 1 lipca 2002 roku[2]. Chociaż w myśl tej ustawy pozyskiwanie EKM z ludzkich embrionów było zabronione, to jednak Centralna Komisja Etyczna (Zentralen Ethikkomission - ZEK) wyraziła zgodę na kontynuację badań pod warunkiem, że EKM będą pochodziły z linii komórkowych uzyskanych za granicą i jedynie stamtąd będą sprowadzane w celach badawczych[3]. Dodatkowym warunkiem było, że wykorzystywane do badań mogą być linie EKM uzyskane przed 1 stycznia 2002 roku z embrionów nadliczbowych.

Druga faza debaty publicznej rozpoczęła się po 2002 roku i osiągnęła swoje apogeum w listopadzie 2006 roku, gdy Niemiecka Wspólnota Badawcza (Deutsche Forschungsgemeinschaft – DFG) opublikowało stanowisko, w którym zdecydowanie opowiedziało się za umożliwieniem badań nad EKM w Niemczech[4]. Jednym z postulatów było zniesienie ustawowego terminu zabraniającego sprowadzania do Niemiec w celach badawczych linii EKM utworzonych przed 1 stycznia 2002 roku. Postulaty te zyskały poparcie nie tylko w sferach naukowych, ale również w sferach parlamentarnych i rządowych, a nawet kościelnych. Rezultatem tego było uchwalenie poprawki do ustawy z 2002 roku, która przesuwała sporną datę z 1 stycznia 2002 roku na 1 maja 2007 roku.

Począwszy od 1998 roku w debatę na temat problematyki związanej z EKM z ogromną determinacją zaangażował się EKD wydając szereg dokumentów i rezolucji, a także wypowiadając się w dyskusjach poprzez swych hierarchów i inne znane osobistości życia kościelnego.

Jednym z najbardziej znaczących dokumentów bioetycznych w historii EKD jest ekumeniczne, ewangelicko-rzymskokatolickie studium Bóg jest przyjacielem życia (Gott ist ein Freund des Lebens) z 1989 roku[5]. Według M. Hintza „podstawy nakreślone w tym dziele można przyjąć za bazę dla niemal całej późniejszej refleksji bioetycznej kontynentalnego protestantyzmu”[6]. Chociaż brak w nim bezpośrednich odniesień do pozyskiwania EKM znajdujemy tam wiele na temat statusu zarodka, zaś badania na embrionach i ochrona życia nienarodzonego zostały zakwalifikowane jako obszar szczególnej troski Kościoła. Cały dokument jest świadectwem głębokiego przekonania o wyjątkowej godności ludzkiego życia i potrzebie jego ochrony od momentu poczęcia. Konsekwencją tego jest sprzeciw wobec badań i eksperymentów naruszających tę godność i prawa poprzez destrukcję bądź uprzedmiotowienie ludzkiego życia. Prawda o godności każdej istoty ludzkiej, której z tej racji przysługuje prawo do życia i odpowiedniego traktowania ukazana jest w tym dokumencie w pełnej i głębokiej perspektywie teologicznej. Podkreśla się, że przekonanie o cenności każdego ludzkiego życia, w tym także w fazie embrionalnej, płynie z podstawowego i dostępnego wszystkim doświadczenia znajdującego swoje potwierdzenie w Biblii[7].

Kolejnym ważnym dokumentem było stanowisko R-EKD z 22 maja 2001 roku. Podkreślono w nim godność istoty ludzkiej, która jest ludzki embrion i opowiedziano się wyraźnie za ochroną jego życia od momentu zapłodnienia. Traktowanie zarodka jako materiału do badań godzi w jego godność i prawa, dlatego „celowe ingerencje w ludzki embrion, których rezultatem jest jego uszkodzenie bądź zniszczenie, nie mogą być usprawiedliwione bez względu na rangę celów naukowych, jakie im przyświecają”[8]. EKD sprzeciwia się złagodzeniu ustawy o ochronie embrionów z 1990 roku i wzywa do przestrzegania zawartych w niej ustaleń.

W podobnym duchu sformułowany jest również stanowisko prezesa R-EKD biskupa Manfreda Kocka z 31 maja 2001 roku. Zwraca on uwagę, że walka z chorobą i łagodzenie cierpienia za pomocą nowych metod terapeutycznych nie może kolidować z prawami przysługującymi innym istotom ludzkim. Cytując stanowisko R-EKD z 22 maja 2001 roku stwierdza, że wykorzystywanie embrionów nadliczbowych jako źródła EKM jest nie tylko przekroczeniem granic wolności badań, ale również pogwałceniem obowiązującego prawa, które powinno chronić ludzkie życie i stać na straży jego godności[9]. Zdaniem biskupa M. Kocka problematyka badań na embrionach stanowi kluczową kwestię w rozwoju nowoczesnej medycyny. Dlatego Kościół nie powinien uchylać się przed prezentacją własnego stanowiska wobec tych zagadnień, promować odpowiedzialną postawę człowieka wobec możliwości ingerencji w naturę, jakie niesie ze sobą postęp naukowo-techniczny. Ważnym elementem misji Kościoła jest wskazywanie na niebezpieczeństwa zagrażające życiu człowieka nie tylko w sposób bezpośredni, ale również poprzez osłabienie szacunku do życia i jego redukcji wyłącznie do faktu biologicznego[10].

Sprzeciw EKD wobec badań na embrionach i pobieraniu z nich komórek macierzystych znalazł swój wyraz również we wspólnym liście prezesa R-EKD M. Kocka i ówczesnego przewodniczącego Konferencji Episkopatu Niemiec (Deutsche Bischofskonferenz – DBK) kard. Karla Lehmanna do deputowanych Bundestagu z 17 stycznia 2002 roku. Obaj hierarchowie, w imieniu swoich Kościołów opowiedzieli się za przyznaniem embrionowi ludzkiemu statusu osoby od momentu poczęcia. Wezwali deputowanych do podtrzymania zakazu badań na embrionach nadliczbowych i pozyskiwaniu z nich komórek macierzystych, w wyniku czego ulegają one destrukcji. Wspólnie wypowiedzieli się również przeciw sprowadzaniu EKM do badań z zagranicy podkreślając, że byłoby to niezgodne z duchem ustawy o ochronie embrionu uchwalonego przez Bundestag w 1990 roku. Nie można bowiem – zaznaczają – jednocześnie sprzeciwiać się eksploatacji ludzkich zarodków we własnym kraju i jednocześnie wspierać tego rodzaju działalność poza jego granicami[11]. Niestety Bundestag nie przychylił się do argumentacji EKD oraz DBK i uchwalił prawo zezwalające na import linii komórkowych EKM z zagranicy. Prezes EKD w liście skierowanym do deputowanych z 30 stycznia nie ukrywał rozczarowania decyzją Bundestagu wskazując, że jest ona niezgodna z duchem ustawy o ochronie embrionu[12].

Bardzo ważnym studium podsumowującym ewangelickie spojrzenie na problematykę statusu embrionu ludzkiego i kwestię sprzeciwu wobec badań na EKM jest opracowanie pt. Obcowanie z życiem w duchu miłości (Im Geist der Liebe mit dem Leben umgehen) z sierpnia 2002 roku. Oprócz wspomnianego powyżej ekumenicznego stanowiska Bóg jest przyjacielem życia, dokument z 2002 roku jest najbardziej znaczącą prezentacją stanowiska EKD w sprawach bioetycznych[13]. Zaznaczono w nim, że chociaż wśród protestantów istnieją różne opinie na temat początku życia ludzkiego, panuje jednak przekonanie, że życie ludzkie powinno być bezwzględnie chronione. Dotyczy to również embrionów nadliczbowych.

Mimo, że EKM wielokrotnie na przestrzeni ostatnich lat wypowiadał się przeciw niszczeniu embrionów w celach badawczych i pozyskiwania z nich komórek macierzystych, a nawet importowi ich spoza granic Niemiec, w ostatnim czasie zauważa się pewne osłabienie tej pozycji. Do takiego wniosku skłania jedna z ostatnio przyjętych rezolucji Synodu Kościoła w sprawie badań na komórkach macierzystych z 7 listopada 2007 roku[14]. Synod EKD opowiedział się w niej za przesunięciem ustawowego terminu zabraniającego sprowadzania do Niemiec w celach badawczych linii EKM utworzonych przed 1 stycznia 2002 roku[15]. Poparcie, jakiego udzielił Synod EKD było, zdaniem ówczesnego przewodniczącego EKD biskupa W. Hubera, próbą znalezienia kompromisu między nadzieją i oczekiwaniami ludzi chorych, którzy w terapiach z wykorzystaniem KM widzą szansę swego uzdrowienia oraz zasadą ochrony życia embrionu, którą EKD podkreśla i niezmiennie respektuje[16]. Zdaniem Hubera Kościół nie zmienia swego zdania w kwestii ochrony embrionu, której wyrazem na gruncie prawnym są ustawy O ochronie życia embrionu z 13 grudnia 1990 roku[17] i O podtrzymaniu ochrony embrionu w związku z pozyskiwaniem i wykorzystaniem ludzkich embrionalnych komórek macierzystych z 28 czerwca 2002 roku[18]. W myśl tych ustaw na terenie Niemiec zabrania się powoływania i wykorzystywania ludzkich embrionów w celach badawczych, a tym samym pozyskiwania pochodzących z nich EKM. Niemieckie prawo nie zabrania jednak importowania ich z innych krajów pod warunkiem, że zostały pozyskane właśnie przed 1 stycznia 2002 roku[19]. Rezolucja Synodu z 7 listopada 2007 roku opowiada się za jednorazowym zniesieniu tego terminu, podtrzymując zdecydowany sprzeciw wobec eksperymentów na embrionach[20]. „Z perspektywy ewangelickiej – podkreśla Christof Vetter – fundamentalne zasady etyczne dotyczące sprzeciwu wobec wykorzystywaniu ludzkich EKM pozostają w mocy. Sposób ten powinien być doceniony jako poważna próba rozwiązania konfliktów etycznych”[21]. Mimo zapewnień ze strony władz EKD zarówno w Niemczech, jak i za granicą przyjecie tej rezolucji odczytano jako dyplomatyczne wyrażenie poparcia dla badań na EKM..

Synod EKD zaznaczył ponadto, że podjęcie takich kroków jest uzasadnione tylko wtedy gdy oczyszczenie linii komórkowych EKM okaże się niemożliwe[22]. Okazało się bowiem, że dotychczas wykorzystywane EKM nie odpowiadają już standardom badawczym, gdyż stare linie EKM są zanieczyszczone wirusami i komórkami pochodzenia zwierzęcego. Zatem ich użyteczność w badaniach jest ograniczona[23].

Za przesunięciem spornej daty oprócz S-EKD opowiedział się również grudniowy zjazdu CDU, zaś wcześniej, już w listopadzie 2006 roku apelowała o to Niemiecka Wspólnota Badawcza (Deutsche Forschungsgemeinschaft – DFG)[24]. Wprawdzie bezwzględny sprzeciw wobec badań EKM da się łatwo uzasadnić, lecz uniemożliwia dyskusję i podjęcie odpowiedzialnych rozwiązań – stwierdził Huber[25]. Według Johannesa Reitera stanowisko biskupa Hubera nie było zaskoczeniem, gdyż wpisuje się w lansowaną przez niego ideę „ekumenizmu profilów”[26]. W rezultacie Bundestag uchwalił przesuniecie spornej daty z 1 stycznia 2002 na 1 maja 2007 roku[27].

Stanowisko Synodu i biskupa Hubera zostało mocno skrytykowane nie tylko przez przedstawicieli Kościoła rzymskokatolickiego w Niemczech[28]. W tyle nie pozostawali również niektórzy hierarchowie EKD[29]. Do największych oponentów biskupa Hubera należy biskup krajowy Brunszwiku Friedrich Weber, który stwierdza, że nie rozumie motywów, jakimi kieruje się przewodniczący EKD. „Żaden – stwierdza on – nawet najbardziej szczytny cel badawczy nie usprawiedliwia wykorzystania w tym celu wszystkich dostępnych środków”[30]. Jego zdaniem wyniki badań na EKM obecnie nie są pewne, aby umożliwić rozwój na ich podstawie konkretnych metod terapeutycznych. Nie ma zatem powodu, aby legitymizować działania, które dotychczas Kościół uważał za wątpliwe moralnie. Biskup Weber zwrócił również uwagę, że chociaż Kościół katolicki i EKD w kwestii ochrony życia embrionu tworzą jeden wspólny front, to jednak na mocy kapłaństwa powszechnego w protestantyzmie nie ma Urzędu Nauczycielskiego Kościoła i hierarchia oraz zgromadzenie synodalne mogą wydawać jedynie rekomendacje i przemawiać do sumienia wierzących. Stanowiska nie mają zatem takiej mocy obowiązującej jak decyzje papieskie, czy orzeczenia biskupów bądź synodów biskupów, jak ma to miejsce w rzymskim katolicyzmie. Zauważył jednak, że w Kościele protestanckim w Niemczech pojawiają się jednak niebezpieczne tendencje, które usiłują rozdzielić pojęcie życia i egzystencji człowieka. Jako jednego z przedstawicieli tego nurtu wymienia bońskiego teologa Hartmuta Kreß’a. Biskup Weber nie podziela takiej opinii, gdyż godność przynależy człowiekowi nawet, gdy jest w postaci embrionalnej[31]. Podobnego zdania jest również Wilfried Härle – przewodniczący departamentu Odpowiedzialności Publicznej EKD. Zniesienie zakazu sprowadzania linii komórkowych EKM utworzonych przed 1 stycznia 2002 roku uważa on za „etycznie bez znaczenia, gdyż stanowi motywację dla uśmiercania embrionów” bez względu na to, czy będzie ono jednorazowe, czy zostanie wprowadzone na stałe. Ich zdanie podzielają również zwierzchnik Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Wirtembergii Frank Otfried July oraz Niemiecki Alians Ewangelicki (Deutsche Evangelische Allianz – DEA)[32].

Co ciekawe do przeciwników pojętej przez Bundestag w kwietniu 2008 roku uchwały o przesunięciu daty zezwolenia na importowanie spoza Niemiec linii EKM pozyskanych przed z 1 stycznia 2002 roku na 1 maja 2007 roku zaprotestował klub parlamentarny Stowarzyszenia Kobiet Ewangelickich w Niemczech (Evangelische Frauen in Deutschland – EFiD)[33]. W swoim oświadczeniu stwierdziły, że badania naukowe powinny koncentrować się raczej na dojrzałych KM, które nie są wątpliwe moralnie. Ponadto stwierdzono, że badania na EKM instrumentalizują kobiety. Kobietom, ich ciału i zdolnościom do reprodukcji ludzkiego życia zagraża traktowanie ich jako źródeł surowców potrzebnych do badań – stwierdziła przewodnicząca EFiD Brunhilde Raiser. „Embriony nie spadają przecież z nieba” – oświadczyła[34]. Jej zdaniem nie można pozwolić na to, aby przy okazji obrony wolności do badań deprecjonowane były prawa kobiet.

Według cytowanego już Ch. Vettera zadaniem Kościoła ewangelickiego nie jest jednak wywieranie nacisku na tworzenie określonych rozwiązań legislacyjnych, lecz apelowanie o dobrą atmosferę dyskusji. Podkreśla się także, że we wspólnocie jest miejsce dla różnych opinii[35]. W Niemczech jednak, zaznacza, istnieje zgoda co do tego, że badania na KM powinny być kontynuowane, szczególnie jeśli chodzi o dojrzałe KM. Celem jest sytuacja, w której badania na ludzkich EKM nie będą już konieczne. Obecnie jednak badania EKM są niezbędne ze względów poznawczych, aby móc zrozumieć mechanizmy działające w komórkach dojrzałych, a głównie ich zdolności do przeprogramowania[36]. Kto zatem sprzeciwia się badaniom na EKM nie daje szansy badaniom na dojrzałych KM, które od nich zależą.


 

Kościół Norwegii (NK)

 

Swoją opinię na temat badań na ESC przygotował również Kościół luterański Norwegii (Norske Kirke – NK). Jest on jednym z bardziej aktywnych Kościołów luterańskich w Europie, które angażują się w analizę problemów bioetycznych. Główne gremia decyzyjne norweskiego Kościoła, czyli: Synod Biskupów (Bispemøtet), Krajowa Rada Kościoła (Kirkerådet) i Synod Krajowy (Kirkemøtet), a także duchowni i teologowie tego Kościoła na przestrzeni wielu lat wielokrotnie wyrażali swoje opinie odnośnie tych kwestii. Jak podkreślono w stanowisku O ochronie życia czynią to w myśl zasady, że „jest zadaniem Kościoła opierając się na Słowie Bożym proponować założenia etyczne, którym powinny być podporządkowane osądy prawne”[37]. Kościół występuje więc w roli rzecznika ochrony życia i strażnika wartości chrześcijańskich.

Odnośnie problemów bioetycznych, w tym także pozyskiwania komórek macierzystych z embrionów ludzkich stanowiska organów centralnych NK koncentrują się wokół następujących kwestii:

·         zagadnień związanych z początkiem i końcem ludzkiego życia,

·         statusu ludzkiego zarodka,

·         pojęciem osoby człowieka.

 

Od lat sześćdziesiątych XX wieku norweski Kościół luterański, do którego należy około 85 procent mieszkańców Norwegii wydał ponad dwadzieścia oświadczeń i rekomendacji dotyczących problemów bioetycznych. Część z nich odnosi się, choć nie bezpośrednio, do kwestii związanych z badaniami na EKM. Na szczególną uwagę zasługują tutaj następujące stanowiska[38]:

·         Stanowisko Synodu Biskupów pt. Aborcja – prawem człowieka (Abort – menneskeverd– lovgivning) z 1971 roku,

·         Stanowisko Synodu Biskupów pt. Ochrona godności i życia ludzkiego w sytuacjach granicznych (Vern om menneskeverdet i livets grensesituasjoner) z 1982 roku,

·         Stanowisko Synodu Krajowego pt. O ochronie życia (Vern om livet) z 1989 roku,

·         Stanowisko Synodu Krajowego pt. (norw. Døden er en del av livet – om kirken og eutanasi/ aktiv dødshjelp) z 1998 roku.

 

W Norwegii, pierwsze dyskusje na temat statusu zarodka i płodu ludzkiego miały miejsce na początku lat sześćdziesiątych XX wieku przy okazji wprowadzania prawa legalizującego aborcję. Mimo sprzeciwu Kościołów chrześcijańskich, w tym także Kościoła luterańskiego, w 1960 roku doprowadzono jednak do jej legalizacji ze względów medycznych, prawnych i eugenicznych. W latach 70-tych XX w. spory wokół aborcji i ochrony życia nienarodzonych przybrały na sile. Sprzeciw Kościoła luterańskiego wobec aborcji znalazł wówczas wyraz w stanowisku Aborcja – prawem człowieka z 1971 roku, w którym biskupi NK odrzucili uwarunkowania społeczne i ekonomiczne jej przeprowadzania. W dokumencie tym po raz pierwszy oficjalnie stwierdzono, że życie ludzkie powinno podlegać ochronie od momentu zapłodnienia, które jest jego początkiem. Od zapłodnienia bowiem mamy do czynienia z realnym człowiekiem, którego życie jest święte i nie ma cenny.

W 1978 roku nastąpiła dalsza liberalizacja prawa aborcyjnego[39]. W proteście przeciw jego uchwaleniu podało się do dymisji dwóch biskupów Kościoła luterańskiego. Jako pierwszy złożył urząd Per Lønning biskup Borgu[40]. Na podobny krok zdecydował się także biskup Børre Knudsen. Później odegrali oni ogromną rolę w doprowadzeniu do zakazu badań na zapłodnionych komórkach jajowych w ustawie o sztucznym zapłodnieniu z 1987 roku.

Obecnie kluczową ustawą dotyczącą problemów bioetycznych, w tym także kwestii wykorzystywania embrionów w celach badawczych, klonowania, zapłodnień pozaustrojowych i badań na komórkach macierzystych jest tzw. Ustawa Biotechnologiczna z 5 grudnia 2003 roku[41]. Bezwzględnie zabrania ona prowadzenia eksperymentów naukowo-badawczych na ludzkich embrionach, w tym także tzw. embrionach nadliczbowych. Podczas zapłodnień in vitro, które są częściowo refundowane przez państwo, zwyczajowo wprowadza się tylko jeden, a nie kilka embrionów. Pozostałe zarodki są zamrażane i przechowywane maksymalnie przez okres pięciu lat. Po pięciu latach niewykorzystane zarodki podlegają zniszczeniu[42]. Prawo zakazuje wykorzystywania ich w celach badawczych. Ustawa nie zezwala na tworzenie embrionów i klonów w celu pobierania z nich np. komórek macierzystych[43]. Zabronione są także badania na liniach komórkowych wyprowadzanych z komórek embrionalnych, a więc zakazuje się badań na EKM sprowadzanych z zagranicy[44]. W ten sposób powstałe w 2003 roku w Oslo Norweskie Centrum Badań na Komórkach Macierzystych (Norwegian Center for Stem Cell Research – NSC) prowadzi badania wyłącznie z wykorzystaniem komórek macierzystych nie pochodzących z embrionów ludzkich. W przypadku EKM pochodzenia zwierzęcego badania nie są zabronione. Dlatego prawo norweskie w kwestii badań na ludzkich zarodkach i EKM należy do najbardziej restrykcyjnych na świecie[45].

Niewątpliwie ustawodawstwo norweskie jest odzwierciedleniem znaczenia Kościoła luterańskiego w tym państwie, który w dokumencie O ochronie życia głosi: „Chrześcijańska wizji człowieka wyróżnia i podkreśla jego nieskończoną wartość. Człowiek sam w sobie jest wartością, ponieważ został stworzony przez Boga i przez Niego został obdarzony miłością. Kościół chrześcijański będzie zatem głosić szacunek dla świętości i integralności ludzkiego życia. Chrześcijańska wizja człowieka propaguje i określa ostateczną relację człowieka do Boga: «Bóg stworzył człowieka na swój obraz, na obraz Boży Stworzył go» (Rdz 1,27) i «Uczynił go nieco niższym niż Boga» (Ps 8,6). Dlatego Bóg posłał swego Syna, aby stał się człowiekiem. Wartość ludzkiego życia nie opiera się na jego zdolnościach produkcyjnych lub konsumpcyjnych, statusie życiowym, czy jakości życia. Godność i świętość życia odnosi się do wszystkich: narodzonych i nienarodzonych, mężczyzny i kobiety, młodych i starych, bez względu na ich sprawność i stan zdrowia. Wszyscy oni odzwierciedlają Boski obraz i są sobie równi. (…) Początkiem ludzkiego życia i godności jest moment zapłodnienia. Zapłodnienie komórki jajowej jest podstawowym warunkiem jego ochrony”[46].

W stanowisku Synodu Biskupów z 1982 roku pt. Ochrona godności i życia ludzkiego w sytuacjach granicznych stwierdzono ponadto, że ochrona godności i życia ludzkiego powinna być nadrzędnym celem wspólnoty chrześcijańskiej, zwłaszcza w sytuacjach granicznych. Czytamy w nim: „Kościół przyjmuje jako punkt wyjścia pogląd biblijny, że człowiek został stworzony na obraz Boga. Każdy człowiek zatem ma nieskończoną wartość. Chrześcijanin, który całościowo odnosi się do życia i śmierci zawsze musi orientować się według tego podstawowego punktu widzenia. (…) Życie ludzkie ma wartość samo w sobie i domaga się od innych ludzi szacunku, opieki i ochrony bez względu na wiek, płeć, rasę, inteligencję, status społeczny lub zawodowy”[47]. Godność zatem, przynależy istocie ludzkiej od momentu zapłodnienia. W cytowanym już stanowisku Synodu Krajowego z 1989 roku czytamy: „Nie ma świadectw w wierze i etyce chrześcijańskiej, że godność ludzka wyłania się stopniowo (…). Godność ludzka jest nierozerwalnie związana z zapłodnieniem”[48]. Oznacza to, że człowiek nie ma prawa do oceny wartości życia innego człowieka, a miarą cywilizacji i kultury prawnej człowieka jest stosunek do najsłabszych, którymi są również ludzkie zarodki. Dlatego, jak podkreślono, Kościół luterański Norwegii „z zasady odrzuca tendencje do klasyfikacji zarodków ze względu na prawo do życia”[49]. W stanowisku Synodu Biskupów zebranych w Oslo w 1998 roku zaś czytamy: „Subiektywne poczucie, że życie jest «niegodne» nie może być argumentem do zakończenia ludzkiego życia. (…) Godność ludzka jest absolutna i niezbywalna bez względu na jakim etapie rozwoju życia osoba się znajduje”[50]. Podobne stwierdzenia znalazły odzwierciedlenie w dokumencie roboczym dotyczącym rozumienia i interpretacji praw człowieka przez norweski Kościół, który został wypracowany przez Synod Krajowy w Bergen w 1998 roku[51].

W świetle tego, co zostało powiedziane, Kościół luterański w Norwegii jednoznacznie sprzeciwia się wszelkim działaniom mającym na celu badawczo-eksperymentalne wykorzystanie ludzkich embrionów. Nie ma więc również akceptacji na pobieranie i wykorzystywanie EKM. Sprzymierzeńcem Kościoła jest tutaj nawet ustawodawstwo państwowe, które zabrania nawet sprowadzania EKM z zagranicy.


 

Kościół Ewangelicko-Augsburgski w RP (KEA)

 

Kościół Ewangelicko-Augsburgski w RP jest największym Kościołem protestanckim w Polsce i zrzesza około 100 tysięcy wiernych. Jak zaznacza Halina Płoszek, „Luteranizm jako wyznanie przyszedł do Polski z Niemiec, ale Kościół luterański stworzył w Polsce swoje własne, polskie, oblicze[52]. Odnosi się to również do refleksji KEA na temat współczesnych problemów bioetycznych.

Odnośnie pobierania i wykorzystywania EKM, badań na embrionach i klonowania (reprodukcyjnego i terapeutycznego) Kościół luterański w Polsce nie wypracował jak dotąd oficjalnych stanowisk. Często podkreśla się, że w tych, jak i wielu innych problematycznych kwestiach bioetycznych opinie polskich luteran są zbieżne ze stanowiskami EKD[53]. Tym niemniej na podstawie już wydanych dokumentów, do których należą: Oświadczenie Kościoła Ewangelicko-Augsburgskiego w Sprawie Ochrony Życia z 1991 roku[54] oraz Oświadczenie Kościoła Ewangelicko-Augsburgskiego w RP w Sprawie Dopuszczalności Stosowania Metody IN VITRO z 19 kwietnia 2009 roku[55], można już wyrobić sobie zdanie na temat stosunku KEA do zagadnień stanowiących centrum zainteresowania niniejszej pracy.

Pierwszym dokumentem odnoszącym się do problematyki poczętego życia ludzkiego było Oświadczenie z 1991 roku. Jak podkreśla M. Hintz „Oświadczenie z 1991 r. pozostaje niezmiernie ważnym świadectwem podjęcia przez Kościół luterański w Polsce zadania formułowania opinii wobec ważkich problemów moralnych społeczeństwa, w którym Kościół ten funkcjonuje oraz składa względem tego społeczeństwa własne świadectwo przywiązania do określonego systemu wartości”[56]. Analizując ten dokument stwierdza on, że rozpatrywanie życia ludzkiego w kontekście wiary w Boga-Stwórcę i idei stworzenia człowieka na „obraz i podobieństwo Boże” stanowi bazę dla interpretacji tekstów biblijnych odnoszących się do zagadnienia życia i kształtowania etycznej postawy szacunku dla życia. Zatem, Kościół Ewangelicko – Augsburski w RP w Oświadczeniu z 1991 roku opowiada się zdecydowanie za ochroną życia od chwili jego poczęcia[57].

W świetle powyższego Oświadczenia można stwierdzić, że wszelka naukowo-badawcza eksploatacja embrionów, w tym także pobieranie z nich komórek, spotykają się z dezaprobatą luteran w Polsce. Jeszcze wyraźniej zaznaczono to w Oświadczeniu z 2009 roku na temat zapłodnień in vitro. „Kościół luterański głosząc szacunek dla życia, opowiada się za ochroną ludzkiego embrionu, a zarazem afirmatywnie odnosi się do zdobyczy medycyny, o ile te nie szkodzą innym. Sprzeciwia się też wykorzystywaniu bezbronnych istot ludzkich dla celów badawczych”[58]. Jeśli uznać, że „bezbronnymi istotami ludzkimi” są również tzw. embriony nadliczbowe, których tworzeniu i zamrażaniu „bez wyraźnego celu późniejszej implantacji do organizmu matki” KEA wyraźnie się sprzeciwia, to Oświadczenie z 2009 roku należy do najbardziej konserwatywnych stanowisk luterańskich nie tylko w skali europejskiej, ale i światowej.

Kościół Ewangelicko-Augsburgski w Polsce nie zajął jeszcze stanowiska wobec klonowania terapeutycznego. Nie oznacza to jednak, że nie zauważa rangi tego problemu. W Oświadczeniu z 2009 roku zaznaczono, że KEA w swej teologicznej oraz etycznej refleksji odnosi się na bieżąco do problemów z zakresu biotechnologii[59]. Stąd można wnioskować, że stanowisko KEA odnośnie klonowania ukaże się we właściwym czasie, gdy na dobre w Polsce rozpocznie się debata w tej sprawie. Podobnie miało to miejsce w przypadku aborcji (1991) i problemów związanych z zapłodnieniem pozaustrojowym in vitro (2009).

Powaliny pod przygotowanie oficjalnego głosu Kościoła wypracowują jednak teologowie czynnie zaangażowani w debatę bioetyczną w Polsce. Najbardziej znanym i cenionym autorytetem naukowym w obszarze ewangelickiej bioetyki jest wielokrotnie cytowany na łamach tej pracy ks. prof. Marcin Hintz. Stwierdza on: „Klonowanie nie jest prokreacją, lecz próbą kreacji, nie jest reprodukcją, lecz produkcją osób o nieokreślonej tożsamości. Podważa to nie tylko sens wartości rodzicielstwa, ale rodzi niespotykane dotąd problemy dla określenia miejsca jednostki w świecie. Akt klonowania podważa więc jedyność, wyjątkowość, niepowtarzalność osoby ludzkiej (…). Klon jest dziełem egzotycznych marzeń człowieka o nieśmiertelności, to nie Bóg jest dawcą i zachowawcą życia, lecz człowiek (…). Teologicznie rzecz ujmując, klonowanie ludzi stanowić będzie radykalną zmianę ludzkiej egzystencji, pojawić się będzie musiało nowe ujęcie człowieka jako Bożej istoty, gdyż dotychczas ludzkie życie jako Boży dar, było przekazywane nowej istocie jako akt prokreacji. Tym samym klon będzie stanowił wielkie wyzwanie dla antropologii teologicznej, filozoficznej, jak i medycznej”[60]. To wielkie wyzwanie, o jakim mowa z pewnością w pierwszym rzędzie będzie dotyczyło rozstrzygnięcia statusu klonu i odpowiedzi na pytanie, czy mamy tutaj do czynienia z osobą ludzką. Jeśli tak, to w myśl Oświadczenia w sprawie ochrony życia zarówno klonowanie reprodukcyjne, jak i terapeutyczne nie może liczyć na pozytywną aprobatę KEA, chociaż – jak zaznacza M. Hintz – „stanowisko Kościołów ewangelickich nie było od początku jednoznaczne”. Ponadto „teologowie ewangeliccy nie są zgodni co do tego, czy wystąpienie przeciw ochronie embrionu i samo wykorzystanie go do eksperymentu powinno pociągać sankcję karną”[61]. Wydaje się, że polskim luteranom bardziej po drodze jest w tym względzie ze stanowiskiem EKD, który sprzeciwił się wszelkim formom klonowania istot ludzkich i – jak pisze M. Hintz – „wypowiedział się stanowczym głosem po stronie integralności ludzkiego życia”[62].

 

Kościół Luterański Synodu Missouri (LCMS)

 

Najważniejsze dokumenty określające opinie LCMS odnośnie pobierania komórek macierzystych z ludzkich embrionów zostały opracowane przez Komisję Teologii i Relacji Kościelnych (Commission on Theology and Church Relation – CTCR). Chociaż CTCR nie sformułowała swego stanowiska wobec badań na EKM w oddzielnym dokumencie poświęconym wyłącznie tym zagadnieniom, to jednak kwestia ta jest obecna w wielu innych raportach Komisji odnoszących się do problemu aborcji, klonowania, zapłodnienia in vitro. Są to następujące raporty CTCR[63]:

·         Abortion in Perspective z maja 1984 roku;

·         Christian Procreative Choices. How Do God’s Chosen Chose? z września 1996 roku;

·         What Child is this? Marriage, Family and Human Cloning) z kwietnia 2002 roku;

·         Christian Faith and Human Beginnings. Christian Care and Pre-implantation Human Life z września 2005 roku.

 

Najważniejszym dokumentem, który bezpośrednio odnosi się do badań na EKM jest raport CTCR pt. Wiara chrześcijańska i istnienie ludzkie: chrześcijańska ochrona ludzkiego życia przed implantacją (Christian Faith and Human Beginnings: Christian Care and Pre-implantation Human Life).

Stosunek LCMS do pobierania komórek macierzystych z zarodków ludzkich, w rezultacie czego embrion zostaje zniszczony określa żelazna zasada: „zawsze ochraniać, nigdy nie zabijać”[64]. Zasada ta będąca wyrazem samarytańskiej troski o życie i zdrowie bliźniego stała się swoistym credo bioetycznym LCMS, chociaż – jak stwierdzono w raporcie Abortion in Perspective z 1984 – Pismo święte nie precyzuje, w którym momencie rozpoczyna się pojedyncze życie ludzkie i nie wyjaśnia, w którym momencie zbiór komórek staje się osobą[65]. Wyraźnie jednak stwierdza, że każde istnienie ludzkie jest upragnione przez Boga, i posiada niezaprzeczalną wartość ofiarowaną mu przez Stwórcę[66].

W Raporcie z 2005 roku CTCR wzywa społeczność naukowo-badawczą do „rezygnacji z problematycznych uzasadnień, na podstawie których naukowcy zachęcają do kontynuowania zabijania embrionów”[67]. Ani niedostatek wiedzy na temat statusu moralnego zarodka przed implantacją, ani nadzieje na przywrócenie zdrowia bądź złagodzenie cierpienia związane z badaniami na EKM nie mogą stanowić uzasadnienia niszczenia embrionów. „Apelujemy – czytamy w stanowisku – do naukowców, decydentów politycznych, potencjalnych dawców zarodków i polityków, aby z wielką starannością zbadano, czy w obliczu wątpliwości moralnych najlepszym wyjściem jest pędzić pełną parą naprzód kontynuując badania problematyczne moralnie. Ta kwestia powinna zajmować nie tylko chrześcijan, ale każdego, kto stara się niedwuznacznie myśleć o ludzkim życiu”[68]. Zaznacza się jednak, że gdyby udało się pozyskiwać EKM bez destrukcji embrionu, wówczas główny argument przeciwników takich działań zostałby unieważniony. Pojawia się pytanie: czy gdyby zaistniała taka możliwość LCMS opowiedziałby się za pozyskiwaniem i wykorzystaniem EKM? Niestety, raport nie udziela w tej kwestii żadnych odpowiedzi.

 

Liberalizujący tradycjonaliści

 

Kościół Szwecji (SK)

 

Ewangelicko-luterański Kościół Szwecji (Svenska Kyrkan – SK) jest największym Kościołem chrześcijańskim w tym kraju i największym narodowym Kościołem luterańskim w Europie. Jego liczebność ocenia się na około 7 milionów wiernych. Mimo postępującej sekularyzacji luteranizm jest nadal jednym z najbardziej istotnych wyznaczników tożsamości narodowej Szwedów[69].

Większość oficjalnych stanowisk SK dotyczących kwestii bioetycznych zostało sformułowane w odpowiedzi na konkretne działania legislacyjne państwa. Można tutaj wymienić stanowiska wobec aborcji, odnośnie pojmowania momentu śmierci człowieka, transplantacji, integralności genetycznej, homoseksualizmu, stosowania przemocy w leczeniu psychiatrycznym, pobierania i wykorzystywania tkanek ludzkich płodów, uwarunkowań w podtrzymywaniu życia człowieka i problemu diagnostyki prenatalnej. Niektóre z tych opinii były wypracowane przez komisje kościelne. Część zaś jest efektem pracy Szwedzkiej Rady Ekumenicznej (Svenska Ekumeniska Nämnden) i ma charakter ekumeniczny.

W kwestii pozyskiwania komórek macierzystych z ludzkich zarodków na uwagę zasługują zwłaszcza dwa stanowiska luterańskiego Kościoła Szwecji. Pierwszym jest opinia SK w sprawie rozporządzenia dotyczącego badań na ESC przygotowana na prośbę szwedzkiego Ministerstwa Opieki Społecznej w maju 2003 roku[70]. Drugim jest Ekspertyza dotycząca etycznych aspektów ochrony patentowej dla wynalazków biotechnologicznych wydana w październiku 2007[71].

Na podstawie powyższych dokumentów można stwierdzić, że Kościół Szwecji zasadniczo zgadza się z opinią, iż wykorzystywanie embrionów do celów badawczych jest problematyczne pod względem etycznym. Zaznacza jednak, że stając w obliczu poddania embrionów pozostawionych przez pary małżeńskie w klinikach leczenia bezpłodności procedurom utylizacji warunkowo może zaakceptować możliwość wykorzystania tych zarodków w celach badawczych. W opinii czytamy ponadto, że „Zarząd Kościoła ma zasadniczo pozytywną opinię w odnośnie tych badań, ponieważ wiedza sama w sobie jest czymś dobrym oraz z uwagi na to, że wyniki prowadzonych badań mogą być przydatne w wielu obszarach i na różne sposoby”[72]. Naukowa ciekawość i badania mogą być bowiem rozumiane jako proces współpracy z Bogiem. Szczególnym obszarem tego współdziałania jest medycyna. Dlatego badania naukowe i postęp w tej dziedzinie może prowadzić do odkrycia lekarstw i metod terapii wielu nieuleczalnych chorób. Według naukowców taką szansę daje wykorzystanie pluripotencjalnych komórek macierzystych. Te zaś mogą być pozyskane m.in. z embrionów nadliczbowych bądź sklonowanych. Na wykorzystanie tych pierwszych Kościół warunkowo może się zgodzić. Tak czy inaczej zostaną one bowiem zniszczone. Niezmiennie jednak obowiązkiem człowieka jest poszanowanie ludzkiej godności i integralności stworzenia. Zaznaczono, że ta odpowiedzialność rozciąga się również na przyszłe pokolenia.

SK zwraca uwagę, że wszelkie wątpliwości etyczne, które zostały podniesione przeciwko badaniom na EKM powinny zobligować świeckie czynniki decyzyjne do przeprowadzenia starannej analizy etycznej i przedstawienia szczegółowej argumentacji celowości tych badań. Przede wszystkim należy wspierać badania nad źródłami pobierania komórek macierzystych, których wykorzystanie nie budzi takich kontrowersji jak wczesne ludzkie zarodki. Na szczególne wsparcie finansowe i merytoryczne zasługują także badania nad redyferencjacją komórek macierzystych multipotencjalnych. Tym niemniej, w przypadkach braku innych opcji badawczych, zwłaszcza dla badań podstawowych, Zarząd SK przychyla się do skorzystania z istniejących zapłodnionych komórek jajowych. Oczywiście konieczna jest przy tym uprzednia zgoda małżonków starających się o dziecko z in vitro.

Odnośnie pobierania komórek embrionalnych, podczas którego dochodzi do nieodwracalnego i śmiertelnego w skutkach naruszenia struktury zarodka pojawia się pytanie, czy życie ludzkie, którym jest ludzki embrion, może być traktowane jako środek do osiągnięcia nawet dobrego i szczytnego celu. Czy eksploatacja embrionu nawet w imię szlachetnych racji nadaje sens ich śmierci uwalniając ją od określenia jej mianem bezcelowej? Zdaniem autorów dokumentu tak właśnie jest, chociaż zgadzają się oni z przeciwnikami badań na EKM, że wykorzystanie embrionów ludzkich do badań rodzi niebezpieczeństwo instrumentalizacji ludzkiego życia. Takie uprzedmiotowienie rzutuje na sposób pojmowania człowieka. Aby temu zapobiec, konieczna jest nie tylko działalność typowo kościelna, ale także współpraca Kościoła i państwa. Chodzi tutaj o stworzenie mechanizmów ścisłej kontroli badań, które zezwalałyby na ingerencję w strukturę zarodka jedynie w przypadkach szczególnych i naukowo uzasadnionych. „W celu niedopuszczenia do nadużyć w postaci eksperymentów (…) należy na tego typu badania nałożyć ścisłe ograniczenia”[73].

Na konieczność stosowania się do zasad etycznych w badaniach naukowych zwrócono uwagę już w stanowisku z 2002 roku, gdzie stwierdzono, że Kościół akceptuje tylko takie badania, które są realizowane z poszanowaniem godności człowieka. Warunkowo można również przychylić się do pozytywnego zaopiniowania badań, które chociaż są ryzykowne, to jednak mają ogromne znaczenie z perspektywy naukowo-badawczej i przyczyniają się do opracowania nowych skutecznych metod leczniczych. Jeśli zatem wartość naukowa badań przewyższa ryzyko wystąpienia skutków negatywnych mogą być one przez Kościół zaakceptowane[74]. Zasada ta znalazła zastosowanie w przypadku badań na komórkach macierzystych, w tym pochodzenia embrionalnego.

Kościół Szwedzki sprzeciwia się jednak tworzeniu embrionów z zamiarem wykorzystania ich jako materiału do badań. Ekspertyza kościelna zwraca również uwagę, że obecnie prowadzone badania nie są wystarczająco wszechstronne, zaś ich rezultaty niepewne. W kwestiach odnoszących się do klonowania SCNT Zarząd SK zaapelował o przeprowadzenie bardziej precyzyjnych analiz, zarówno medycznych, jak i etycznych co do przebiegu tego procesu. Chociaż bowiem pod wieloma względami przypomina on zapłodnienie, to jednak nie jest oczywiste, czy powstałe w ten sposób życie może być uważane za potencjalne życie ludzkie[75]. Raport nie wypowiada się co do statusu klonu. Można domniemywać, że gdyby jednak uznano, że sklonowany embrion nie jest istotą ludzką, otworzyłoby to drogę do legitymizacji tworzenia i wykorzystania klonów jako źródeł pozyskiwania pluripotecjalnych komórek macierzystych.

W dalszej kolejności raport ustosunkowuje się do argumentu, że głównym celem badań nad klonowaniem jest „możliwość tworzenia komórek i tkanek, które mogą być wykorzystane do transplantacji (…), w celu zmniejszenia ryzyka odrzucenia przeszczepu”[76]. W odpowiedzi na to stwierdzono, że chociaż perspektywy wykorzystania tak pozyskiwanych komórek w terapiach jest interesująca, to jednak za bardzo wybiega w przyszłość. Obecnie zaś najistotniejsze są badania podstawowe, a nie snucie wizji na temat hipotetycznych zastosowań. CS zwraca również uwagę na fakt, że jeśli te metody wejdą do powszechnego użytku zaistnieje potrzeba pozyskiwania ogromnej ilości komórek jajowych. Chociaż zaznaczono, że wiąże się to z możliwością uszczerbku na zdrowiu, niebezpieczeństwem nadużyć i uprzedmiotowienia kobiet jako dawczyń tych komórek przyznano jednak, że wyniki prowadzonych badań są obiecujące. Oddawanie komórek jajowych porównano nawet do oddawania organów do przeszczepu, co jest – jak zaznaczono – „w pewnych okolicznościach jest moralnie dopuszczalne”[77]. Pojawia się w związku z tym zasadnicze pytanie: Czy Kościół luterański Szwecji dopuszcza możliwość akceptacji klonowania terapeutycznego? Z ekspertyzy dla Ministerstwa Opieki Społecznej z 2003 roku wynika, że rozważa taką możliwość.

W podobnym duchu sformułowana jest Ekspertyza dotycząca etycznych aspektów ochrony patentowej dla wynalazków biotechnologicznych z 2007 roku[78]. Dokument ten zwraca ponadto uwagę na niebezpieczeństwa wynikające z komercjalizacji zastosowań odkryć naukowych dotyczących terapii m.in. z wykorzystaniem komórek macierzystych.

 

Ewangelicko-Luterański Kościół w Ameryce (ELCA)

 

ELCA jest największym Kościołem luterańskim w Ameryce. Chociaż aktywnie angażuje się w dyskusje dotyczące problemów bioetycznych, to jednak nie wypracował jeszcze własnych oficjalnych stanowisk w sprawie pozyskiwania komórek macierzystych z embrionów, badań na embrionach i klonowania. Jeśli wierzyć informacjom zamieszczonym na oficjalnej stronie internetowej Kościoła analiza tych zagadnień jest obecnie na etapie konsultacji wewnątrzkościelnych i społecznych. Jak dotąd pojawiła się już dość duża ilość artykułów i innych publikacji poruszających te kwestie[79]. Wydaje się zatem, że sformułowanie oficjalnych stanowisk dotyczących wspomnianych zagadnień jest już tylko kwestią czasu.

Z wielu publikacji, dostępnych przede wszystkim na stronach internetowych, wyłania się obraz wspólnoty, która z jednej strony pragnie stać na straży życia od pierwszych chwil jego zaistnienia, ponieważ jest ono dane od Boga, z drugiej zaś uważa się za niedopuszczalne stosowanie języka, który absolutyzowałby wartość życia nienarodzonego dziecka[80]. W pierwszej chwili wydawałoby się niemożliwe pogodzenie tych dwóch punktów widzenia. Jest to jednak tylko pozorna niekonsekwencja. Luteranie z ELCA przyznają bowiem zarodkowi status potencjalnej osoby ludzkiej i uważają, że wartość jego życia rośnie wraz z jego rozwojem. Odnośnie pobierania komórek macierzystych z zarodków sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Chociaż w zasadzie panuje zgoda co do ich atrakcyjności naukowo-badawczej i potencjalnych korzyści, jakie mogłoby przynieść ich zastosowanie w terapiach część członków ELCA ma co do ich pobierania z embrionów poważne wątpliwości moralne. Hołdują oni starej zasadzie in dubio abstine i popierają raczej badania, podczas których nie dochodzi do uśmiercania embrionów. Inni zaś są w tych kwestiach bardziej postępowi. Obie grupy są silnie reprezentowane i nie zanosi się na przewagę którejkolwiek z nich. Przedstawicielami pierwszej grupy są: naczelny biskup ELCA i od 2003 roku prezydent LWF Mark J. Hanson, Gilbert Meilaender – jeden z czołowych etyków luterańskich w USA i członek prezydenckiej rady bioetycznej oraz Hans O. Tiefel – znany teolog i etyk zaangażowany w dyskusje na tematy bioetyczne. Czołowymi przedstawicielami drugiej strony są równie znane i poważane autorytety w dziedzinie etyki Kościoła luterańskiego - Paul T. Jersild oraz Ted Peters[81].

Opinie panujące wewnątrz tego Kościoła liczącego około 5 milionów wiernych są zatem podzielone[82]. Fakt ten znakomicie odzwierciedla wypowiedź Marka J. Hansona, który w jednym z wywiadów, charakteryzując protestancki punkt widzenia na temat badań nad zarodkowymi komórkami macierzystymi, powiedział: „Jeśli uważasz, że zarodek jest jedynie tkanką biologiczną charakteryzującą się potencjałem rozwojowym, wtedy masz swobodę, a nawet obowiązek zaangażować się w badania nad komórkami macierzystymi. Jeśli zaś uważasz, że zarodek jest w pełni równoważny człowiekowi dorosłemu, wówczas byłoby to absolutnie zakazane”[83]. Na pytanie zaś, czy chrześcijanie powinni poprzeć starania zmierzające m.in. do legalizacji badań na EKM Hanson stwierdził, że każdy powinien decydować o tym we własnym sumieniu. „Kościół luterański – podkreślił – nie opracował jeszcze żadnych jednoznacznych instrukcji ten temat. Nie ma prostej korelacji między byciem chrześcijaninem bądź luteraninem i kwestią, jak głosować w tej konkretnej kwestii”[84]. Skomentował również tendencje porównujące niszczenie zarodków podczas eksploracji z nich komórek macierzystych z aborcją. „Zarówno aborcja – stwierdził – jak i badania na komórkach macierzystych są niszczeniem rozwijających się zarodków, chociaż z różnych celach. Wartości, które są istotne dla ludzi sprzeciwiających się wszelkim formom aborcji są takie same jak u tych, co sprzeciwiają się badaniom na embrionalnych komórkach macierzystych. Jest jednak wielu przeciwników aborcji, którzy popierają eksperymenty na ESC”. Jego zdaniem przyjęcie stanowiska, że aborcja jest złem, zaś badania na embrionalnych komórkach macierzystych są czymś dobrym i właściwym uznaje się tym samym, że korzyści wynikające z potencjału badawczego EKM, stoją znacznie wyżej niż każdy z argumentów przemawiający za aborcją[85].

W innym zaś miejscu prezydent LWF stwierdził, że „o ile można zgodzić się na uznanie, że życie lub zdrowie matki jest wartością ważniejszą niż życie zarodka, to tego samego założenia nie można zastosować w odniesieniu do potencjalnych korzyści, jakie ktoś może mieć z unicestwienia embrionów. Zatem, realna wartość życia ludzkiego zarodka jest wyższa niż niepewne korzyści, jakie medycyna może mieć z jego uśmiercenia. Związane jest to z faktem, że o ile życie można uznać za wartość absolutną, o tyle zdrowie czy pomyślność to jedynie wartości relatywne. Dla zniwelowania cierpienia czy chorób nie można godzić się na unicestwianie istot ludzkich”[86].

Inny znany teolog i etyk związany z ELCA Gilbert Meilaender uważa embrion za „najsłabszą i najmniej zaawansowaną z ludzkich istot" (2001). Podobnie jak Hanson nie podziela argumentacji, że embriony nadliczbowe lepiej jest spożytkować w celach badawczych niż po prostu niszczyć, gdy stanie się jasne, że nie będą już one wykorzystane do zapłodnień pozaustrojowych. Uważa, że nie jest to sytuacja, w której działanie pragmatyczne może być pomocne. Może stać się za to przyczyną zgorszenia[87]. Co prawda poświęcanie życia embrionów w celu ratowania życia innych ludzi może wyglądać na próbę nadania sensu ich śmierci i usiłowanie odnalezienia dobra pośród zła, które się dokona. Uśmiercenie nawet potencjalnego człowieka należy bowiem postrzegać jako zło. Istnieje jednak znacząca różnica pomiędzy celowym uśmiercaniem, a zgodą na obumarcie embrionów w naturalny sposób. Godności śmierci nie można mierzyć celem, któremu ma służyć. G. Meilaender często posługuje się znanym stwierdzenie Paula Ramseya, że „moralna historia ludzkości jest ważniejsza niż historia jego choroby”.

W kontekście całościowego spojrzenia amerykańskich luteran na kwestię pozyskiwania i wykorzystania komórek macierzystych warto zwrócić uwagę na inicjatywę Lutherans for Life. Idea pastorów Jamesa I. Lamba, Roberta Weisa, Davida Prentice’a mająca ma celu ukazanie tych zagadnień w różnym świetle cieszy się dużym zainteresowaniem i poparciem nie tylko w środowiskach luterańskich na całym świecie. Zdaniem pastora J. I. Lamba pozwala ona spojrzeć na problem komórek macierzystych w kontekście Słowa Bożego. „Ostatecznie bowiem – stwierdza on – działania, które wspieramy, jak i przeciw którym oponujemy muszą być oparte wyłącznie na woli Bożej zawartej w Biblii”[88]. Pragnienie leczenia chorób oraz działania dla dobra życia opiera się na prerogatywach danych człowiekowi przez Boga. Jest w pewnym sensie „budowaniem” człowieka, czyli współpracą z Bogiem, ponieważ tylko Bóg prawdziwie uzdrawia i jest dawcą życia. Leczenie nie może odbywać się jednak za wszelką cenę i wbrew woli Bożej. Pokładanie ufności w technologiach i metodach terapii jest nie do pomyślenia z chrześcijańskiego punktu widzenia i jest równoznaczne z brakiem zaufania i powątpiewaniem w Bożą pomoc (por. Prz 3, 5-8). Stwierdza również, że technologie, które niszczą życie występują przeciw piątemu przykazaniu Dekalogu, a więc przeczą prawu Bożemu. To Bóg jest dawcą życia. Dlatego życie ludzkie ma taką wartość i godność. Bóg wzywa nas do pomocy i miłosierdzia wobec każdego, a szczególnie wobec najsłabszego i najbardziej wrażliwego życia ludzkiego, którym jest zarodek. Każdy człowiek jest również tym, dla którego umarł i zmartwychwstał Jezus Chrystus. Pismo Święte zaświadcza, że Syn Boży był obecny w ciele swej matki od poczęcia (por. Łk 1, 31). Podobnie każdy człowiek istnieje w ciele swej matki od chwili poczęcia[89].

Robert W. Weise zwraca natomiast uwagę, że nazwa „biotechnologie”, którymi opisywane są technologie mające na celu służyć życiu i zdrowiu człowieka są często opracowane w imię zasady "cel uświęca środki" i wykorzystywane do niszczenia życia. Zatem, nazywanie ich w ten sposób jest nadużyciem. Nauka nie jest zainteresowana biblijną i teologiczną koncepcją życia. Embriony nadliczbowe i EKM są traktowane z szacunkiem, ale przede wszystkim jako cenny materiał badawczy pochodzenia ludzkiego. Poza tym porównanie chorego człowieka cierpiącego na ciężką chorobę z człowiekiem w embrionalnej fazie swojego rozwoju bardzo często wypada na korzyść tego pierwszego, zwłaszcza, że widoczne oznaki człowieczeństwa zarodka, do których tak wielką uwagę przywiązuje współczesny człowiek, są często ukryte.

Pastor Weise zwraca również uwagę, że świadectwem podporządkowania nauki doraźnym interesom społeczno-politycznym jest wprowadzenie do terminologii medycznej i prawnej pojęcia pre-embrionu. Jego zdaniem uczyniono to w celu umożliwienia badań na embrionach i pobierania z nich komórek, mimo, że to określenie nie znajduje uzasadnienia w faktach naukowych. Zmiany w nazewnictwie oraz emocje wokół możliwości terapeutycznych EKM sprawiają, że społeczeństwo jest poddawane manipulacjom i wprowadzane w błąd. Usiłuje się ukryć przed ludźmi człowieczeństwo zarodka i osłabić ich czujność w kwestiach moralnych, które funkcjonowały w ich świadomości przez wieki. Poświęcanie najsłabszych i bezbronnych istot ludzkich w imię zasady, że cel uświęca środki powoduje eskalację grzechu, zgorszenie i utrudnia zbawienie dusz ludzi, którzy popierają takie działania. Pastor powołuje się tutaj na fragment (1 Kor 10, 32-33), gdzie Apostoł Paweł pisze: „Nie bądźcie zgorszeniem dla Kościoła Bożego (…) podobnie jak ja, który się staram przypodobać wszystkim pod każdym względem nie szukając własnej korzyści, lecz dobra wielu, aby byli zbawieni”[90].

Jedną z kwestii, wokół której rozwijała się ożywiona dyskusja w środowiskach luterańskich w USA był problem adaptacji terminologii medycznej w bioetyce i jej wpływ w na podejmowanie rozstrzygnięć etycznych odnośnie statusu embrionu i pobierania zeń komórek macierzystych. Jest oczywiste bowiem, że dokonanie ustaleń terminologicznych, które umożliwiają precyzyjne sformułowanie rozważanych problemów zapewnia przejrzystość rozważań.

H. O. Tiefel zauważa, że terminologia naukowa nie jest wystarczająca, aby opisać biblijną wizję życia. Cała nasza wiedza – stwierdza - przychodzi do nas już w gotowej formie. Uczymy się faktów ludzkiej anatomii i embriologii w ustalonych terminach, które opisują wczesny rozwój człowieka. Metody naukowe i ich język roszczą sobie prawo do wyłącznego opisu rzeczywistości. W języku medycznym mówi się na przykład o embrionie, z którego pochodzą EKM. Użycie takiego słowa ma swoje konsekwencje, ponieważ mówiąc o embrionie ludzkim zwykle nie myśli się o konkretnym człowieku, czy też ludzkiej osobie. Przenoszenie tego pojęcia na płaszczyznę teologiczno-filozoficzną powoduje, że mamy do czynienia z embrionem a nie z człowiekiem, czyli zbiorem komórek o określonym genomie. Samo określenie embrion – chociaż słuszne z naukowego punktu widzenia, redukuje postrzeganie człowieka do wymiaru biologicznego i empirycznego. Na tym poziomie rzeczywiście jedynym rozróżnieniem pomiędzy embrionem ludzkim i embrionem myszy jest przynależność gatunkowa. Terminologia naukowa uprzedmiatawia, gdyż taka jest jej rola. Tym niemniej kiedy idziemy do lekarza nie chcemy, aby on postrzegał nas przedmiotowo, chociaż tym właśnie jesteśmy z naukowego, biologiczno-medycznego punktu widzenia. Dlaczego zatem – zapytuje Tiefel – to, czego nigdy nie zaakceptowalibyśmy w stosunku do siebie, tak łatwo aprobujemy w odniesieniu do człowieka w postaci embrionalnej?

Określenie „embrion ludzki” nic nie mówi o człowieczeństwie embrionu, lecz tylko o jego przynależności gatunkowej. Nie ma tutaj żadnych takich relacji humanitarnych, gdyż na poziomie biologicznym być ich nie może. Jeśli te relacje nie istnieją, wówczas droga do ich wykorzystania jest już właściwie utorowana. Określenia „embriony nadliczbowe”, „embriony zbyteczne” skłania do zajęcia się tymi „odpadami”. Najlepszą metodą jest ich wykorzystanie, a nie bezmyślne wyrzucanie i niszczenie, zwłaszcza, że stanowią one cenny materiał badawczy w walce z ludzkim cierpieniem i chorobami? Tiefel stwierdza: „nie sądzę, aby poszło coś nie tak w dehumanizacji i zmodyfikowaniu spojrzenia na embrion. Chodzi tutaj raczej o to, co mówimy, jak się wysławiamy, jakiego języka używamy. Pozanaukowe używanie pojęcia „embrion” i podobnych zwrotów może być koniem trojańskim i zagraża nie tylko ludzkim embrionom, ale podkreśla, że wszyscy ludzie nie zasługują na więcej niż reszta królestwa zwierząt, że każdy z nas nie jest „ktoś”, lecz „coś”.

Z tej perspektywy status embrionalnych komórek macierzystych nie odbiega wcale od statusu zwykłych komórek ludzkich. Różnica między nimi sprowadza się tylko do źródła pochodzenia i potencjału rozwojowego, jakim dysponują. Przyjmując taki punkt widzenia rzeczywiście nie ma powodów, aby zabronić niszczyć embriony w celu zdobycia tych cennych komórek.

Ten punkt widzenia podziela Paul Jersild – profesorem teologii i etyki w Theological Southern Seminary w Columbia. Jego zdaniem faktycznie w centrum chrześcijańskiej, teologiczno-moralnej refleksji nad problematyką związaną z ESC stoi kwestia statusu zarodka. Szacunek dla wartości i godności ludzkiego życia jest głęboko umocowany w tradycji chrześcijańskiej wszystkich wieków. Tym niemniej proponując zastosowanie kryteriów gradualistycznych lub rozwojowych w zrozumienia życia ludzkiego wskazuje, że ma to uzasadnienie w tradycji chrześcijańskiej. Precyzyjne zdefiniowanie poszczególnych etapów rozwoju człowieka uważa on za niezbędne w celu określenia zakresu powinności wobec rozwijającego się ludzkiego życia. Jego zdaniem taka perspektywa znajduje uzasadnienie w luterańskiej tradycji teologicznej. „Nasze rozumienie ludzkiej natury – podkreśla – jest relacyjne”[91]. Oznacza to, że to właśnie relacje z otoczeniem określają osobę człowieka i odkrywają przed sens jej własnej tożsamości. Na poziomie zarodkowym człowiek jest człowiekiem jedynie w sposób potencjalny, ponieważ czynnik relacji ma u niego właśnie charakter potencjalny, jest jedynie możliwością. Dlatego, według P. Jersilda, nie jesteśmy, lecz stajemy się ludźmi. Określenia „zarodek” i „płód” odzwierciedlają właśnie proces stawiania się człowiekiem w pełni, uruchomiony przez wydarzenie poczęcia. Od tego momentu status moralny życia prenatalnego stale wzrasta.

P. Jersild jako zwolennik kryterium rozwojowego stoi na stanowisku, że relacyjność jest warunkiem koniecznym dla zaistnienia powinności moralnej. Samo posiadanie potencjalności do stania się osobą jest wystarczającym uzasadnieniem do przyznania tej istocie prawa do życia, a więc podjęcia wobec niej zobowiązań moralnych. Zobowiązania moralne stale wzrastają wraz z rozwojem istoty ludzkiej i osiągają swoje apogeum w chwili narodzin. Z powszechnego doświadczania wynika bowiem, że w sensie moralnym obowiązek wobec życia prenatalnego wzrasta w miarę rozwoju tego życia. Przykładem jest tutaj poronienie lub aborcja. Opierając się na badaniach własnych Jersild stwierdza, że ból i moralne rozterki z powodu utraty dziecka są tym większe im rozwój płodu jest bardziej zaawansowany.

W odpowiedzi na porównania stawiające w jednym rządzie aborcję i niszczenie zarodków podczas pobierania komórek macierzystych P. Jersild zaznacza, że w trakcie zapłonień in vitro zarodek powstaje w laboratorium a nie w drogach rodnych kobiety. Z aborcją mamy do czynienia wtedy, gdy płód lub zarodek znajduje się w macicy i stamtąd zostaje usunięty. Nie dotyczy do zarodków, które nie zostały implantowane, gdyż one w ogóle nie miały szansy znaleźć się w macicy. Badania nad ESC, w których dochodzi do niszczenia embrionów nie powinny być zatem porównywane z aborcją. Również prawo żydowskie – podkreśla – nie przypisuje statusu osoby ludzkiej zarodkowi poza macicą. Takie zarodki pozostają potencjalnymi osobami z uwagi na teoretyczną możliwość ich implantacji. mogą jednak teoretycznie zostać implantowane.

Pojawia się zatem pytanie, czy zdaniem T. Jersilda pobieranie EKM są działaniami skierowanymi przeciw ludzkiemu życiu? Odpowiedź Jersilda jest następująca: przyjmując kryterium rozwojowe i potencjalny charakter życia ludzkiego jako życia osoby w stadium przedimplantacyjnym zarówno badania na zarodkach nadliczbowych i pobieranie z nich komórek macierzystych są moralnie akceptowalne pod warunkiem, że działania te są prowadzone w uzasadnionych naukowo przypadkach związanych z medycyną regeneracyjną i rozwojem metod terapeutycznych oraz z zachowaniem wszelkich norm etycznych odnoszących się do badań wykorzystujących materiał pochodzenia ludzkiego. Argumenty, że skutki badań mogą być groźne dla człowieka i całej ludzkości są dla Jersilda nieprzekonywujące. Zsyłając się na opinię Francisa S. Collinsa, dyrektora Human Genome Project stwierdza on, że ważnym krokiem w badaniach na EKM jest możliwość tzw. klonowania terapeutycznego. Jego zdaniem tworzenie klonów w celach badawczych wyeliminuje wykorzystywanie w tym celu embrionów[92]. Skoro bowiem plan Boży jest związany z powołaniem do życia ludzkiego życia, to tworzenie klonów metodą SCNT nie wchodzi w zakres planu Bożego, ponieważ jako takie nie występujące w naturze. Status klonu nie jest więc równorzędny ze statusem embrionu. Jego zniszczenie jest zatem moralnie dopuszczalne, zwłaszcza, że jest alternatywą dla niszczenia potencjalnego ludzkiego istnienia – embrionów. Jersild stwierdza, że klon nie jest embrionem, więc nie jest także potencjalnym życiem człowieka jako osoby. W związku z tym, że nie posiada własnego genomu klon nie może być także uważany za indywiduum. „Podzielam opinię Collinsa, że procedura ta [klonowanie terapeutyczne] nie stanowi znaczącego zagrożenia dla naszej moralnej wrażliwości i poważnie wątpię, że mogą istnieć jakiekolwiek długofalowe szkodliwe skutki w wyniku jej stosowania”[93].

Jersild stwierdza ponadto, że gdy postrzega się badania na EKM w kontekście potencjalnych uzdrowienie chorych i cierpiących, ważkość moralna wyraźnie leży po stronie chorych oczekujących wyzdrowienia. „Nie ma moralnej niechęci wobec niszczenia życia na poziomie zarodkowym, gdy porównuje się je z cierpieniem i żalem towarzyszącym przedwczesnym pogrzebom osób cierpiących na choroby genetyczne, lub którzy ponieśli poważne uszkodzenia ciała. Potrafię docenić argument, że istnieją granice tego, co możemy osiągnąć w łagodzeniu bólu i ciężaru ludzkiego życia, ale nie jestem przekonany, że powinniśmy dyskredytować nadzieje związane z badaniami na ESC. Aby podkreślić, że mikroskopijne, komórkowe życia nie mogą dysponować taką ochroną jaka odnosi się do ludzi w pełni rozwiniętych jest dokonanie rozróżnienia na czym polega sens obowiązku moralnego. Ta kwestia jest rozważana przez konserwatywnego publicystę Davida Brooksa (…).Uważa on, że ci, którzy sprzeciwiają się badaniom na komórkach macierzystych zamykają drogę możliwościom złagodzenia ludzkiego cierpienia "dla zadośćuczynienia teoretycznym abstrakcjom"[94].

Za pobieraniem i wykorzystywaniem EKM w celach naukowo-badawczych i terapeutycznych opowiada się również T. Peters. Swoje rozważania na ten temat umieszcza w kontekście pojmowania godności człowieka[95]. Jego zdaniem tradycyjna argumentacja teologiczna na temat wczesnego embrionu jako osoby ludzkiej i jego animacji jest niewystarczająca, ponieważ czyni zasadę nieszkodzenia (nonmaleficence) naczelną zasadą etyki, w imię której ignorowane są pozostałe zasady prima facie etyki medycznej. Ma to również wpływ na teologiczno-etyczną analizę tych zagadnień. Uważa on, że obecna debata wokół EKM zbytnio koncentruje się na źródłach pozyskiwania tych komórek i statucie moralnym zarodka. W rezultacie zasada nieszkodzenia przeważa nad zasadą dobroczynności (beneficience)[96]. Peters, jak pisze L. Østnor, krytykuje rzymskokatolicki kreacjonizm odnoszący się do rozumienia ludzkiej duszy. Szczególnie chodzi mu o związek animacji z unikalnością genetyczną. Związek między genomem powstałym podczas zapłodnienia i istnieniem człowieka jako osoby i indywiduum jest fałszywy z założenia. Zapłodnione komórki jajowe nie stanowią indywidualnego życia zanim nie dojdzie do ich zagnieżdżenia się w ściance błony śluzowej macicy, co następuje około 12-14 dnia po zapłodnieniu w warunkach in vivo. Zdaniem Petersa nie ma związku między tożsamością genetyczną a statusem osobowym zarodka. Unikalność genetyczna nie jest miarą godności, statusu moralnego i istnienia osobowego. Stąd, według T. Petersa, badania na wczesnych embrionach oraz pobieranie z nich komórek macierzystych nie podważa godności i wartości człowieka jako osoby[97].

 


[1] M. Hintz, Chrześcijańskie sumienie. Rozważania o etyce ewangelickiej, Wydawnictwo Głos Życia, Katowice 2006, s. 63.

[2] Zob. Gesetz zur Sicherstellung des Embryonenschutzes im Zusammenhang mit Einfuhr und Verwendung menschlicher embryonaler Stammzellen, 28.06. 2002, „Bundesgesetzblatt“, Jahrgang 2002, Teil I, Nr. 42, s. 2277 vom 29. Juni 2002.

[3] Zob. Stellungnahme der Zentralen Ethikkommission zur Stammzellforschung, Zentralen Ethikkomission, 19.06.2002, [w:] http://www.zentrale-ethikkommission.de/page.asp?his=0.1.23.

[4] Zob. Stammzellforschung in Deutschland – Möglichkeiten und Perspektiven. Standpunkte, Deutsche Forschungsgemeinschaft, Wiley-Vch Verlag GmbH & Co.KGaA, Weinheim 2007.

[5] Zob. Gott ist ein Freund des Lebens. Herausforderungen und Aufgaben beim Schutz des Lebens, EKD, Paulinus-Verlag, Trier 1989.

[6] M. Hintz, Ewangelicka odpowiedź na aktualne wyzwania moralne, [w:] Ekumenia a współczesne wyzwania moralne, PAT, BEiD, t. 31, Kraków 2009, s. 72.

[7] Szersze przedstawienie tego dokumentu zob. M. Hintz, Ewangelicka odpowiedź na aktualne wyzwania moralne, art. cyt., s. 72-75.

[8] Der Schutz menschlicher Embryonen darf nicht eingeschränkt werden, Erklärung des Rates der EKD zur aktuellen bioethischen Debatte, Hannover, 22.05.2001, [w:] http://www.ekd.de/bioethik/5220.html.

[9] Zob. M. Kock, Stellungnahme anlässlich der Debatte des Deutschen Bundestages zur Bioethik, Hannover, 31.05.2001, [w:] http://www.ekd.de/bioethik/5225.html.

[10] Zob. Ratsvorsitzender gegen verbrauchende Embryonenforschung und PID, 6. Tagung der 9. Synode der EKD, Amberg, 4. November 2001, [w:] http://www.ekd.de/bioethik/pm_amberg2001_3.html

[11] Zob. Brief des Vorsitzenden des Rates der EKD und des Vorsitzenden der DBK an die Abgeordneten des Deutschen Bundestag, EKD-BDK, Hannover/Bonn, 17.01.2002, [w:] http://www.ekd.de/bioethik/pm6_2002_kirchenbrief_mdbs_menschenschutz.html. Zob. także Der menschliche Embryo ist keine bloße Biomasse, Rat der EKD gegen den Import von menschlichen embryonalen Stammzellen, Hannover, 7.12.2001, [w:] http://www.ekd.de/bioethik/pm124_2001_stammzellen.html oraz Kock rät Abgeordneten: Stammzellenimport nicht zustimmen, Auftakt des Bioethik-Kongresses der EKD in Berlin, Berlin-Hannover, 28.01. 2002, [w:] http://www.ekd.de/bioethik/pm8_2002_kock_bioethik_kongress_auftakt.html.

[12] Zob. Zur Entscheidung des Deutschen Bundestages über den Import menschlicher embryonaler Stammzellen, Der Vorsitzende des Rates der Evangelischen Kirche in Deutschland (EKD) Präses Manfred Kock und der Vorsitzende der Deutschen Bischofskonferenz, Kardinal Karl Lehmann, Hannover-Bonn, 30.01.2002, [w:] http://www.ekd.de/bioethik/pm9_2002_kock_lehmann_embryonenimport.html.

[13] Zob. Im Geist der Liebe mit dem Leben umgehen. Argumentationshilfe für aktuelle medizin- und bioethische Fragen, EKD-Texte 71, Hannover, 13.08.2002.

[14] Zob. Beschluss zur Stamzellforschung, Synode der EKD, Dresden, 7.11.2007, [w:] http://www.ekd.de/synode2007/beschluesse/beschluss_stammzellenforschung.html.

[15] Zob. Beschluss zur Stammzellforschung, Synode der EKD, Dresden, 4 – 7.11.2007, [w:] http://www.ekd.de/synode2007/beschluesse/beschluss_stammzellenforschung.html.

[16], Zob. Bischof Huber: Stammzellforschung bleibt ethische Gratwanderung, 27.12.2007, [w:] http://www.ekd.de/aktuell_presse/news_2007_12_27_stammzellforschung.html.

[17] Zob. Gesetz zum Schutz von Embryonen, 13.12.1990, [w:] http://bundesrecht.juris.de/eschg/.

[18] Zob. Gesetz zur Sicherstellung des Embryonenschutzes im Zusammenhang mit Einfuhr und Verwendung menschlicher embryonaler Stammzellen, 28.06.2002, „Bundesgesetzblatt“, Jahrgang 2002, Teil I, Nr. 42, s. 2277 vom 29. Juni 2002.

[19] Zob. § 4, pkt 2. [w:] tamże.

[20] Zob. Beschluss zur Stammzellforschung, dz. cyt. Zob. także Bischof Huber: Stammzellforschung bleibt ethische Gratwanderung, art. cyt.

[21] Eine ethische Gratwanderung. Gibt es einen ethisch verantwortbaren Handlungsspielraum bei der Forschung an embryonalen Stammzellen?, 27. 12. 2007, [w:] http://www.ekd.de/aktuell/57093.html.

[22] Zob. Beschluss zur Stammzellforschung, dok. cyt.

[23] „Die für die Forschung in Deutschland verfügbaren Zelllinien sind nicht frei von Kontaminationen durch tierische Zellprodukte oder Viren, sie sind nicht unter standardisierten Bedingungen isoliert und kultiviert worden, was zu unterschiedlichen Aktivitätsmustern führt. Darüber hinaus besteht aufgrund der häufigen Passagen die Gefahr, dass sich Mutationen anreichern. Deshalb besteht aus Sicht der DFG die dringende Notwendigkeit, dass Forscher in Deutschland in Zukunft auch auf Zelllinien Zugriff erhalten, die nach dem 1. Januar 2002 etabliert wurden und die somit dem jeweiligen Stand der Wissenschaft und Technik entsprechen“. (Stammzellforschung in Deutschland – Möglichkeiten und Perspektiven, Stellungnahme der Deutschen Forschungsgemeinschaft, Oktober 2006, s. 5). Zob. także Stammzellforschung in Deutschland – Möglichkeiten und Perspektiven, Stellungnahme von Professor Dr. Ernst-Ludwig Winnacker, Präsident der Deutschen Forschungsgemeinschaft,  Berlin, Pressekonferenz am 10 November 2006, s. 3. Oba teksty są dostępne na stronie DFG, [w:] http://www.dfg.de/aktuelles_presse/reden_stellungnahmen/2006/stammzellen_0611.html.

[24] Zob. Stammzellforschung in Deutschland – Möglichkeiten und Perspektiven, art. cyt., s. 3, 5-8, 12-13.

[25] Zob. Lockerung der Stammzellforschung von Bischof Huber befürwortet, 11.02.2008, [w:] http://www.ekd.de/aktuell_presse/news_2008_02_11_1_rv_sz_interview_stammzellen.html.

[26] Zob. J. Reiter, Menschenwürde oder Forschungsfreiheit? Die Stammzellforschung bleibt umstritten, „Heder Korrespondenz”, 2008, nr 4, s. 176-178.

[27] Zob. Bundestag beschließt weniger strenge Auflagen für Stammzellforschung, 11. 04. 2008, [w:] http://www.ekd.de/aktuell_presse/news_2008_04_11_2_bundestag_stammzellen.html.

[28] Do największych krytyków decyzji CDU i Bundestagu, jak i rezolucji Synodu w Dreźnie oraz przewodniczącego EKD ze strony rzymsko-katolickiej w Niemczech należą: kardynał Joachim Meisner, kardynał Karl Lehmann oraz biskup Fuldy Heinz Josef Algermissen.

[29] Najwięksi oponenci biskupa Hubera to: zwierzchnik Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Braunschweigu biskup Friedrich Weber, zwierzchnik Ewangelicko-Luterańskiego Kościoła Bawarii biskup Johannes Friedrich, zwierzchnik Kościoła Ewangelickiego Württembergii biskup Frank July i zwierzchnik Kościoła ewangelickiego w Kurhessen-Waldeck biskup Martin Hein.

[30] Huber spricht nicht für die ganze Kirche, „Kölnische Rundschau“, 9.01.2008, [w:] http://www.rundschau-online.de/html/artikel/1195834768444.shtml.

[31] Tamże.

[32] Bischof Huber: Stammzellforschung bleibt ethische Gratwanderung, art. cyt.

[33] Zob. Embryonale Stammzellforschung instrumentalisiert Frauen,

[34] Tamże.

[35] Die evangelische Kirche (…) sieht ihre Aufgabe nicht darin, Politik zu machen, sondern Politik möglich zu machen. Sie berücksichtigt zugleich, dass in ihrer Mitte unterschiedlich akzentuierte Auffassungen vertreten werden. (Eine ethische Gratwanderung. Gibt es einen ethisch verantwortbaren Handlungsspielraum bei der Forschung an embryonalen Stammzellen?, art. cyt.

[36] Zob. Beschluss zur Stammzellforschung, dok. cyt.

[37] Vern om livet. Uttalelser om miljövern, abortlovgivning og bioteknologi, Kirkemøtet, 1989.

[38] Wszystkie są dostępne na oficjalnej stronie internetowej Kościoła Norwegii, [w:] http://www.kirken.no.

[39] Do 1960 roku aborcja w Norwegii była zabroniona. W 1960 przyjęto nowe ustawodawstwo przewidujące dopuszczalność aborcji ze względów medycznych, prawnych i eugenicznych pod warunkiem uzyskania zgody komisji złożonej z dwóch lekarzy i - w przypadku mężatki - jej męża. Obecnie, od 1978 roku, norweskie prawo dopuszcza aborcję na żądanie kobiety w pierwszych 12 tygodniach ciąży, do 18 tygodnia z przyczyn medycznych, prawnych, eugenicznych i społecznych za zgodą odpowiedniej komisji. Po 18 tygodniu ciąży aborcja jest dopuszczalna jedynie z racji medycznych i eugenicznych.

[40] W 1987 roku Per Lønning został jednak wybrany biskupem w Bergen. Funkcję tę sprawował do 1994 roku.

[41] Zob. Act of 5 December 2003 No. 100 relating to the application of biotechnology in human medicine, etc, [w:] http://www.bion.no/biotech_regulations_eng.shtml.

[42] Zob. tamże, § 7-1.

[43] Zob. tamże, § 3-2.

[44] Zob. tamże, § 3-1.

[45] Więcej na temat rezultatów społeczno-politycznej debaty na temat EKM w Norwegii zob. Stamceller, [w:] http://www.bion.no/tema/stamceller.shtml.

[46] Vern om livet, dok. cyt.

[47]Vern om menneskeverdet i livets grensesituasjoner, Bispemøtet, 1982.

[48] Vern om livet, dok. cyt.

[49] Tamże.

[50] Zob. Eutanasi – saken, SAK BM 16/98, w: http://www.kirken.no/?event=DoLink&famID=6721.

[51] Zob. Arbeidet med menneskerettar i Den norske kyrkja - saksorientering – PROTOKOLL, Sak KM 12/98, w: http://www.kirken.no/?event=DoLink&famID=6708.

[52] Zob. H. Płoszek, Ewangelicy augsburscy – luteranie, „Jednota”, 1991, nr 8-9.

[53] Szczególne znacznie ma tutaj wspomniane powyżej opracowanie Gott ist ein Freund des Lebens.

[54] Zob. Oświadczenie Kościoła Ewangelicko-Augsburgskiego w Sprawie Ochrony Życia, „Zwiastun”, 1991, nr 18.

[55] Zob. Oświadczenie Kościoła Ewangelicko-Augsburgskiego w RP w Sprawie Dopuszczalności Stosowania Metody IN VITRO, Warszawa, 19 kwietnia 2009, [w:] http://www.luteranie.pl/pl/?D=2676.

[56] M. Hintz, Żyć w wolności i odpowiedzialności, „Zwiastun”, 2009, nr 17, s. 17.

[57] Oświadczenie Kościoła Ewangelicko-Augsburgskiego w Sprawie Ochrony Życia, dok. cyt.

[58] Oświadczenie Kościoła Ewangelicko-Augsburgskiego w RP w Sprawie Dopuszczalności Stosowania Metody IN VITRO, dok. cyt.

[59] Tamże.

[60] M. Hintz, Chrześcijańskie sumienie, dz. cyt., s. 64.

[61] M. Hintz, Ewangelicka odpowiedź na aktualne wyzwania moralne, [w:] Ekumenia a współczesne wyzwania moralne, PAT, BEiD, t. 31, Kraków 2009, s. 81.

[62] Tamże, s. 66.

[63] Wszystkie raporty CTCR są dostępne na stronie internetowej LCMS. Zob. [w:] http://www.lcms.org/pages/internal.asp?NavID=514.

[64] Zasada „Always to care, never to kill” została po raz pierwszy sformułowana w raporcie z 1993 roku odnoszącego się do konieczności ochrony życia do naturalnej śmierci (zob. Christian Care at Life’s End, A Report of the Commission on Theology and Church Relations of The Lutheran Church-Missouri Synod, 1993, s. 26–30.). Stała się również jedną z przewodnich myśli raportu na temat ochrony ludzkiego życia przed implantacją.

[65] Zob. Abortion in Perspective, A Report of the Commission on Theology and Church Relations of The Lutheran Church-Missouri Synod, 1984, cz. III, A 1.

[66] Zob. tamże, cz. III, A 2.

[67] Christian Faith and Human Beginnings: Christian Care and Pre-implantation Human Life, A Report of the Commission on Theology and Church Relations of The Lutheran Church-Missouri Synod, 2005, s. 44.

[68] Tamże, s. 45.

[69] Ocenia się, że Szwedzi wraz z Czechami należą do najbardziej zlaicyzowanych narodów Europy.

[70] Zob. Rättslig reglering av stamcellsforskning,SOU 2002:119, Svenska Kyrkan, Uppsala, 21. 05. 2003.

[71] Zob. Enkät rörande de etiska aspekterna av patentskyddet för biotekniska uppfinningar, Svenska Kyrkan, Uppsala, 11. 10. 2007.

[72] Rättslig reglering av stamcellsforskning, dok. cyt.

[73] Tamże.

[74] Zob. Etikprövning av forskning som avser människor, Departementspromemorian (Ds 2001:62), Svenska Kyrkan, Uppsala, 17. 01. 2002.

[75] Zob. tamże.

[76] Tamże.

[77] Zob. tamże. Odnośnie stosunku Kościoła Szwecji do transplantacji i dawstwa organów zob. Transplantationer räddar liv, Departementspromemorian (Ds 2003:57), Svenska Kyrkan, Uppsala, 3. 03. 2004.

[78] Zob. Enkät rörande de etiska aspekterna av patentskyddet för biotekniska uppfinningar, dok. cyt., s. 4-6.

[79] Zob. P. Nelson (red.), Procreation Ethics Series. A Series of Essays on Issues at the Beginning of Human Life, 1986.

[80] Zob. A Social Statement on Abortion, I C, ELCA, 2nd Churchwide Assembly of the Evangelical Lutheran Church in America, Orlando, 28. 08-4. 09. 1991, [w:] http://www.elca.org/What-We-Believe/Social-Issues/Social-Statements.aspx.

[81] Na temat poglądów T. Petersa zob. L. Østnor, Stem Cells, Human Embryos and Ethics, s. 232-233.

[82] Na temat luterańskiej refleksji bioetycznej na kontynencie amerykańskim dotyczącej statusu ludzkiego embrionu i komórek macierzystych prowadzonej nie tylko w ramach ELCA istnieje przebogata literatura przedmiotowa. Nie sposób w ramach tej krótkiej prezentacji stanowisk odnieść się chociaż do większości poruszanych w niej wątków.

[83] Stem cell research: What's at stake?, [w:] http://findarticles.com/p/articles/mi_qa3942/is_200109/ai_n8957190.

[84] Tamże.

[85] Tamże.

[86] Zob. M. J. Hanson, Cloning for Therapeutic Purposes: Ethical and Religious Consideration, [w:] R. A. Willer (red.), Human Cloning: Papers from a Church Consultation, Chicago, 2001, s. 59-60. Cyt. za T. Terlikowski, Kiedy sól traci smak, dz. cyt., s. 26.

[87] Por. G. Meilaender, Bioethics. A Primer for Christians, William B. Eerdmans Publishing Company, Grand Rapids, Michigan/Cambridge, 2005, s. 113. Zob. także G. Meilaender, Spare Embryos: If they're going to die anyway, does that really entitle us to treat them as handy research material?, “The Weekly Standard”, Vol. 007, Issue 47 (08/26/2002), G. Meilaender, Some protestant reflections, [w:] S. Holland, K. Lebacqz, L. Zoloth (red.), The human embryonic stem cell debate: science, ethics, and public policy, MIT Press, 2001, s. 141-162 oraz L. Østnor, Stem Cells, Human Embryos and Ethics, s. 231-232.

[88] J. I. Lamb, Under the Logos Lens, w: Biotech Update – Are we in a "Brave New World"?, w: http://www.lutheransforlife.org/Life_Issue_Info/Bioethics_and_Creation/Biotech_Update_Are_We_In_a_Brave_New_World.htm. J. I. Lamb jest dyrektorem wykonawczym fundacji Lutherans For Life.

[89] Tamże.

[90] Zob. R. W. Weise, 21st Century Biotechnology and the Christian Family, w: Biotech Update – Are we in a "Brave New World"?, dz. cyt. Pastor Robert W. Weise jest profesorem teologii praktycznej i pracuje w Lutheran Foundation of St. Louis Chair of Pastoral Ministry and the Life Sciences w Concordia Seminary w St. Louis (Missouri, USA).

[91] P. Jersild, Theological and Moral Reflections on Stem Cell Research, „Journal of Lutheran Ethics”, 2007, vol. 7, is. 3.

[92] Zob. F. S. Collins, The Language of God, Free Press Simon & Schuster, New York 2006, s. 256.

[93] P. Jersild, Theological and Moral Reflections on Stem Cell Research , art. cyt.

[94] Tamże.

[95] Zob. T. Peters, Embryonic stem cells and the theology of dignity, [w:] S. Holland, K. Lebacqz, L. Zoloth (red.), The human embryonic stem cell debate, dz. cyt., s. 127-140.

[96] Zob. L. Østnor, Stem Cells, Embryos and Ethics, dz. cyt., s. 232.

[97] Tamże.

]]>
http://www.ksiadzartur.pl/publikacje/2010/04/25/25-relacje-prawne-miedzy-panstwem-i-kosciolem-w-niemczech/ <![CDATA[Relacje prawne między państwem i Kościołem w Niemczech]]> 2010-05-16T18:16:40+02:00 Relacje prawne pomiędzy państwem i Kościołem definiuje pojęcie prawa państwowo-kościelnego (niem. Staatkirchenrecht), pod którym rozumie się regulacje stosunków prawnych między państwem i Kościołem w Niemczech. Obejmują one dwie sfery. Po pierwsze zawierają wszystkie normy i zobowiązania prawne, które jednostronnie zostały przyjęte przez państwo (np. ustawy). Po drugie odnoszą się do umów państwowo-kościelnych, które zawierają regulacje prawne zawarte pomiędzy państwem i pojedynczym Kościołem bądź związkiem wyznaniowym. Ustalenia między państwem a Kościołem rzymsko-katolickim noszą miano „konkordatu”, zaś pomiędzy państwem a Kościołem ewangelickim zwane są umowami bądź traktatami (niem. Kichenverträge).

Uregulowania prawne relacji pomiędzy Kościołem i państwem nie są tożsame z prawem kościelnym. Pod pojęciem prawa kościelnego rozumie się bowiem całość kościelnych norm prawnych regulujących funkcjonowanie każdego Kościoła lub związku wyznaniowego według właściwych im zasad i specyfiki.

Fundamentalne akty prawne określające relacje między państwem i Kościołem w Niemczech to:

·                Ustawa zasadnicza, czyli Konstytucja Republiki Federalnej Niemiec (niem. Grundgesetz für die Bundesrepublik Deutschland – GG) z 23 maja 1949 r. wraz z późniejszymi nowelizacjami oraz

·                Konstytucja Weimarska (niem. Weimar Republik Verfassung– WRV) uchwalona w dniu 11 sierpnia 1919 r.

 

Relacje prawne między państwem i Kościołem w Niemczech opierają się na następujących pryncypiach:

·                konstytucyjnej zasadzie wolności religijnej (art.4 GG),

·                konstytucyjnej zasadzie rozdziału między państwem i kościołem (art. 140 GG oraz art. 137 ust. 1 WRV),

·                gwarancjach prawnych dotyczących nieingerencji państwa w wewnętrzne prawo kościelne i życie Kościoła (art. 140 GG oraz art. 137 ust. 3 WRV) oraz

·                statusie społeczno-prawnym Kościoła jako stowarzyszenia (art. 140 GG oraz art. 137 ust. 5 WRV).


Konstytucyjna zasada wolności religijnej

Pojęcie wolności religijnej stoi na czele całej kategorii określeń odnoszących się do swobód indywidualnych, których obecnie przyjęta interpretacja pochodzi z wykładni Niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego. W pierwszym rzędzie Konstytucja gwarantuje swobodę myśli i stoi na straży wolności sumienia (łac. forum internum). Ochronie podlega również wolność wyznania, a więc swoboda publicznego manifestowania poglądów religijnych. Prócz tego zagwarantowana jest swoboda podejmowania działań z pobudek religijnych, a więc wolność w sferze wyrażającej się w działalności religijnej.

Wolność religijna jest nie tylko prawem jednostki lecz odnosi się również do zbiorowości. Oznacza to, że ma ona zastosowanie również do Kościoła jako instytucji.

Zasada wolności religijnej nie tylko stoi na straży swobody działalności religijnej i szacunku dla czynności kultu religijnego (np. nabożeństwa, kolekty, udzielanie sakramentów, procesje religijne, dźwięk dzwonów). Odnosi się również do ochrony tożsamości religijnej, wychowania religijnego oraz innych przejawów życia związanych z wyznawaną religią. Państwo posiada tutaj jednak pewne kompetencje prawne, tzn. ma prawo, w określonych ramach, definiować, co wchodzi z zakres pojęcia wolności religijnej i jako takie powinno podlegać ochronie. Dlatego ochronie podlegają nie tylko pozytywne, lecz również negatywne przejawy wolności religijnej, a więc wolność do negacji wiary, jej ukrywania, a także odmowy przestrzegania zasad bądź wykonywania czynności religijnych. Z tego wynika, że do obowiązków państwa należy również umożliwienie członkowi Kościoła formalnego wystąpienia ze wspólnoty kościelnej i zapewnienie mu ewentualnej pomocy prawnej w tym zakresie, jeśli taka będzie jego wola.

 

Konstytucyjna zasada rozdziału państwa i Kościoła

Zasada zasadniczego rozdziału pomiędzy Kościołem i państwem zawarta jest orzeczeniu Konstytucji o nie istnieniu tzw. Kościoła państwowego w Niemczech. Oznacza to, że państwo i Kościół fundamentalnie różnią się od siebie i funkcjonują oddzielnie. Nie oznacza to jednak, że istnieje zakaz jakichkolwiek relacji między państwem i Kościołem na płaszczyźnie instytucjonalnej. Taki zakaz nie miałby racji bytu, gdyż w wielu obszarach sfery aktywności państwa i Kościoła przenikają się wzajemnie (np. edukacja i wychowanie, opieka zdrowotna, opieka socjalna itp.). Odnośnie tych „wspólnych obszarów zainteresowania państwa i Kościoła” (łac. res mixtae) wypracowano wiele instytucjonalnych form współpracy, które znajdują oparcie w Konstytucji. Należą do nich: działalność szkolnictwa teologicznego, katecheza w szkołach państwowych, duszpasterstwo w szpitalach i zakładach opieki zdrowotnej, duszpasterstwo w więzieniach i zakładach karnych oraz w wojsku. Szczególną formę wspólnych interesów państwa i Kościoła stanowi również tzw. podatek kościelny (niem. Kirchensteuer).

Z powodu zasadniczego rozdziału państwa i Kościoła zabrania się także organom państwa ingerować w doktrynę, organizację, działalność i sprawy wewnętrzne Kościoła.

 

Prawo do samostanowienia Kościołów i wspólnot religijnych

Art. 140 GG i art. 137 ust. 3 WRV gwarantują Kościołom i wspólnotom wyznaniowym prawo do samostanowienia. Zgodnie z tym prawem każdy Kościół lub wspólnota religijna rządzi się według własnych zasad w granicach ram prawnych obowiązujących wszystkich. Dotyczy to także sfery zarządzania finansowego, a w szczególności kwestii wynagrodzeń pracowników Kościoła. Sfera ta nie leży bowiem ani w zakresie kompetencji działania organów państwa ani społeczeństwa.

Określenia: „rządzić” i „zarządzać” definiują obszar samostanowienia pod względem całościowym, a więc nie tylko kościelną wykładnię prawa i sposób jego stanowienia, ale także samodzielne zarządzanie własnymi sprawami w sensie całościowo pojętej autonomii organizacyjnej i niezależności w obszarze biurokracji. Ani ustawodawca ani jakikolwiek organ władzy sądowniczej nie ma prawa ustanawiać jakiegokolwiek katalogu spraw bądź zbioru reguł wewnętrznych obowiązujących wspólnoty wyznaniowe. Zwyczajowo można tutaj wymienić: doktrynę i zasady kultu religijnego, prawo kościelne i organizację Kościoła, kwestie wynagrodzeń pracowników Kościoła, szkolenia i wykształcenie pracowników Kościoła (szczególnie duchownych), prawa i obowiązki członków Kościoła, działalność charytatywną i wreszcie zarządzanie finansami.

Prawo do samostanowienia nie jest jednak nieskrępowane. Jest ograniczone przez obowiązujące wszystkich ramy prawne. Niemiecki Trybunał Konstytucyjny użył tutaj formuły (niem. Jedermannformel), zgodnie z którą jedynym wszystkich obowiązującym prawem może być tylko takie prawo, które dla Kościołów ma takie samo znaczenie, jak dla każdego obywatela. Jest ono charakterystyczne o tyle, że nie odnosi się do Kościoła inaczej niż do innych podmiotów prawnych.

W sensie praktycznego utrzymania zgody (niem. Konkordanz) i delikatnej równowagi (kompromisu) między państwem i Kościołami oraz wspólnotami religijnymi owo jedno wszystkich obowiązujące prawo jawi się jako takie, które odpowiada wymaganiom koniecznym dla ich przyjaznego współżycia w warunkach państwa neutralnego pod względem religijnym i światopoglądowym oraz respektującego wolność i prawo do samostanowienia.

 

Społeczno-prawny status Kościoła jako stowarzyszenia

Zgodnie z art. 140 GG i art. 137 ust.5 WRV, zarejestrowane Kościoły i wspólnoty religijne mają status stowarzyszeń i w związku z tym podlegają odnośnym przepisom prawnym. Inne związki wyznaniowe mogą nabyć identyczne prawa gwarantowane na podstawie złożonego przez nie wniosku zawierającego status (konstytucję) wspólnoty wraz z dokumentacją poświadczają odpowiednią liczbę wiernych. Świadectwa te są traktowane jako poświadczenie dotychczasowej działalności wspólnoty i dowód jej istnienia przez dłuższy okres czasu.

Ważne jest jednak tutaj pewne rozróżnienie. Według prawa stowarzyszenia będące podmiotami prawa posiadają zdolność prawną jako zorganizowana grupa osób fizycznych, która pod nadzorem państwa sprawuje określoną misję publiczną. Kościoły nie są jednak tego typu stowarzyszeniami. Ich sfera działania nie jest częścią lecz odpowiednikiem obszaru działania państwa. Wykładnia art. 137 ust.5 WRV w odniesieniu do Kościołów jako stowarzyszeń odnosi się do zagwarantowania Kościołom i związkom wyznaniowym ich statusu społeczno-prawnego oraz określonych przywilejów, z których dotychczas korzystały. Dotyczy to gwarancji samostanowienia i niezależność Kościoła od państwa. Konstytucyjne znaczenie art. 137 ust. 5 WRV powinno być zatem rozumiane w ten sposób, że odrzuca on państwowo-kościelny model radykalnego rozdziału państwa i Kościoła. Art. 137 ust. 5 WRV stanowi podstawę zastosowania prawa publicznego do Kościołów wspierających się na prawie do stowarzyszeń, a tym samym zastosowania prawa publicznego do właściwych Kościołowi możliwości samoorganizacji i działania. Status stowarzyszenia, którym dysponują Kościoły nie pozwala ani na pochłonięcie ich przez państwo ani podporządkowane ich szczególnym interesom państwowym.

Wypływają stąd ważne konsekwencje prawne, czyli m.in.:

·                tzw. prawo urzędnicze (niem. Dienstherrenfähigkeit), a więc prawo do nawiązywania społeczno-prawnych stosunków służbowych, które nie podlegają prawu ubezpieczenia pracowniczego i prawu ubezpieczenia społecznego;

·                zdolność organizacyjna (niem. Organizationsgewalt), a więc kompetencje w zakresie samodzielnego kształtowania struktury organizacyjnej i zakładania, wprowadzania zmian i rozwiązywania podmiotów prawnych o charakterze społeczno-prawnym;

·                prawo parafialne (niem. Parochialrecht), a więc możliwość określenia przynależności parafialnej członka Kościoła na podstawie stałego miejsca zamieszkania (niem. Wohnsitzprinzip);

·                prawo do przeznaczania przedmiotów kościelnych w celu korzystania z nich w zakresie społeczno-prawnym z zastrzeżeniem, że będą one wykorzystane wyłącznie do celów kościelnych (łac. res sacrae);

·                prawo do ustanawiania przepisów wewnętrznych ze skutkiem społeczno-prawnym.

 

Konsekwencją statusu Kościoła jako stowarzyszenia o największym znaczeniu ekonomicznym jest prawo do otrzymywania środków finansowych z tzw. podatku kościelnego (niem. Kirchensteuer) (art. 137 ust. 6 WRV). Oprócz tego istnieje tzw. zbiór przywilejów (niem. Privilegienbündel), do którego należą m.in.:

·                zwolnienie z określonych podatków, należności i opłat (klasztory),

·                prawo do uczestnictwa w działaniach planowanych przez państwo,

·                prawo do współpracy z określonymi gremiami o charakterze społeczno-prawnym (np. rady programowe mediów publicznych),

·                uznanie Kościoła za organizację zajmującą się pracą z młodzieżą,

·                szczególna ochrona przed wywłaszczeniem z majątku kościelnego,

·                sankcja karna służąca ochronie działalności religijnej Kościołów i wspólnot wyznaniowych,

·                ochrona przed upadłością (niem. Konkursunfähigkeit).

]]>
http://www.ksiadzartur.pl/publikacje/2010/04/17/24-archimandryta-sw-grzegorz-peradze-jako-wzor-chrzescijanskiego-meczenstwa-i-swietosci/ <![CDATA[Archimandryta św. Grzegorz Peradze jako wzór chrześcijańskiego męczeństwa i świętości]]> 2010-07-25T15:05:49+02:00 Deutsche, Ruskij

Referat wygłoszony na Międzynarodowej
Konferencji Partologicznej z okazji 110 rocznicy urodzin św. męcz. arch. Grigola Peradze,

Tbilisi, 12-16 września 2009 r

W tym roku obchodzimy 110 rocznicę urodzin św. Grzegorza Peradze. W moich rozważaniach chciałbym jednak uniknąć mówienia o świętym wyłącznie jako naukowcu: profesorze i wykładowcy. Kolejna rocznica jego męczeńskiej śmierci skłania mnie raczej do rozważenia świadectwa św. Grzegorza Peradze jako kapłana, mnicha i męczennika. Jego postawa, w tym także jako naukowca, była bowiem nie tylko rezultatem umiejętnego rozpoznania swoich zdolności intelektualnych i ich rozwoju.

Nade wszystko była raczej skutkiem rozwoju duchowego, umiejętnością dostrzegania, gdzie leży Prawda. W kazaniu Kim jest dla nas Szota Rustaweli wygłoszonym 11 grudnia 1937 r. św. Grzegorz powiedział: „Wiecznym jest tylko to, co jest zbudowane na skale, na mocnym fundamencie, a tym jest uczciwość i umiłowanie prawdy”[1]. Skałą i fundamentem, drogą, prawdą i życiem (por. J 14, 6) był dla św. Grzegorza Boski Logos – Jezus Chrystus.

Św. Grzegorz Peradze potrafił w swoim życiu zrealizować marzenie wielu uczonych – połączenie świętości życia z pracą naukową. W Żywocie św. Grzegorza czytamy: „Praca naukowa kierowała go ku życiu monastycznemu”, zaś w jednym ze swych listów, święty kapłan-męczennik podkreśla: „Moim celem było zawsze było i jest służenie naszej nauce i naszemu Kościołowi. Do tego się przygotowywałem”[2]. Manifestem jego działalności na niwie duszpasterskiej i naukowej było zaś kazanie, które wygłosił jako pierwszy proboszcz parafii gruzińskiej w greckiej katedrze św. Stefana w Paryżu w dniu 31 maja 1931 r. podczas sprawowanej przez siebie pierwszej Świętej Liturgii. Niejako partycypując swoją męczeńską śmierć powiedział wówczas: „Moim pierwszym obowiązkiem jest i będzie mówienie wam:

Prawosławie było i jest największym skarbem, jaki kiedykolwiek otrzymał nasz naród. Ze względu na ten skarb siebie składali w ofierze nasi przodkowie, cierpieli pogardę pogan i woleli śmierć nad rozkosze i polityczną wygodę. Prawosławie jest wartością samą w sobie. Jedynie dla niego trzeba żyć i umierać w tym świecie”[3]. Świadectwo jego męczeńskiej śmierci jest dobitnym przykładem podążania drogą Prawdy i Miłości jaką jest Chrystus aż do końca.

Od początku istnienia chrześcijaństwa wyznawcy Chrystusa zmuszeni byli płacić życiem za swoją wiarę. Historia Kościoła naznaczona jest krwią męczenników. Na przestrzeni stuleci, męczeństwo nie oznaczało jednak dla wierzących ani wyroku losu, który w pewnych okresach historycznych stawał się nieuchronny, ani też znoszenia bezcelowego cierpienia, które nikomu by nie służyło. Rozumiane było natomiast jako ideał: najbardziej radykalna możliwość naśladowania Chrystusa. Tak też było postrzegane było przez św. Grzegorza, którego postawa i działalność, zarówno duszpasterska, jak i naukowa mieści się w tradycji duchowej oraz intelektualnej wybitnych teologów i Ojców Kościoła.

Warto zauważyć, że słowo ο μαρτύς, które tłumaczymy jako „męczennik” w ścisłym znaczeniu oznacza właśnie „świadek” i – w użyciu cerkiewnym – odnosi się do człowieka, który swymi cierpieniami daje świadectwo o Prawdzie[4]. Św. Teodor Studyta pisał, że męczennicy świadczyli o tym, że „Jezus jest Chrystusem, Synem Bożym, i że przez Jego imię darowane jest życie wieczne”[5]. Tenże święty, podobnie jak św. Atanazy Wielki w Żywocie świętego Antoniego, znakomicie ukazał również głęboki związek pomiędzy męczeństwem i życiem monastycznym. W Pouczeniach skierowanych do mnichów ukazywał on męczeństwo i profesję monastyczną jako konsekwencję, skonkretyzowanie i świadectwo śmierci z Chrystusem i dla Chrystusa, która mistycznie (sakramentalnie) dokonywała się w chrześcijaninie już podczas Chrztu Świętego[6]. Św. Jan Chryzostom nazywa nawet śmierć męczeńską nowym i niezwyczajnym chrztem. Porównując chrzest krwią i wodą, oświadcza, że w obu przypadkach łaska Ducha Świętego wylewa się w wielkiej obfitości, wygładzane są grzechy, dusza zaś cudownie się oczyszcza. Męczeństwo jest więc zarówno ofiarą, jak i chrztem, bez wątpienia – podkreśla on – większym niż zwyczajny chrzest[7].

Pojęcie η μαρτυρία – męczeństwo – oznacza także świadectwo o nieprzemijającej wartości życia w Chrystusie i z Chrystusem, o radości ciągłego przebywania z Nim, o gotowości pozostania w pełni wiernym Jemu nawet do śmierci, wyznając Jego imię (por. Mt 10, 32). Dawniej słowo „świadek” było rozumiane w czysto jurydycznym sensie. Także obecnie jest to ten człowiek, który życiem i śmiercią potwierdził, że Bóg naprawdę istnieje, że Chrystus jest „Drogą i Prawdą, i Życiem” (J 14, 6). Kto bowiem przyjął Jego świadectwo, ten potwierdził – jak czytamy w Ewangelii wg Jana – że Bóg mówi prawdę (J 3, 33).

Męczeństwo, jako zjawisko, jest jednym z głównych dowodów prawdziwości wiary Chrystusowej. Mnóstwo ludzi o różnej pozycji społecznej, różnych narodowości, różniących się od siebie warunkami bytowymi i fizycznymi, dowodzi nie tylko, że widzi Światło Prawdy. Ci, na których „spoczął Duch Prawdy, który świadczy o Ojcu i Synie” (por. Mt 10, 20; J 15, 26), w imię tej Prawdy gotowi byli poświęcić wszystko, co posiadali: majątek, pozycję społeczną, rodzinę, a nawet życie. Takimi byli pierwsi chrześcijanie. Takim był też św. Grzegorz Peradze. Zarówno oni, jak i patron, którego uhonorowaniem jest ta konferencja  wstąpili w żywy i w ścisły związek z Bogiem i publicznie o Nim świadczyli[8]. Nie można o tym zapomnieć.

W kontekście znaczenia pojęć: ο μαρτύς i η μαρτυρία zwróćmy więc uwagę na słowa samego św. Grzegorza pochodzące z jego kazania wygłoszonego w Święto Zmartwychwstania Chrystusa. „W tych dniach największej naszej radości – pisał on – musimy zdać sobie sprawę z przykładu życia i męki Chrystusa oraz wyciągnąć wniosek, że Cerkiew powołana do walki i zwycięstwa, może dojść do celu jedynie przez cierpienie, ciernie, Golgotę i Krzyż. Inna droga jest wegetacją, jest przeszkodą dla zasad Chrystusowych, które wymagają dla tej walki całego człowieka (…). Dzień ten musi stać się dla nas dniem rewizji naszej pracy, naszego życia i ustosunkowania się wobec największych wymagań naszej wiary, rewizji wobec Boga, sumienia i narodu”[9]. Niewątpliwie, przez słowa kapłana-męczennika przebija nie tylko ogromna wiara, ale też gotowość odważnego dawania świadectwa prawdzie, którą jest Bóg.

Przedmiotem męczeństwa w rozumieniu chrześcijańskim jest osoba i dzieło Jezusa Chrystusa, za które to męczennik oddaje dobrowolnie swoje życie. Dlatego, zasadniczym i głównym aspektem męczeństwa, który odróżnia je od zwykłego zabójstwa, jest element dobrowolnej zgody. Chrystus, Pierwszy Męczennik, dobrowolnie poszedł na śmierć, a każdy kolejny męczennik, jako „drugi Chrystus”, powołany jest do tego samego. Oczywiście samo niezawinione cierpienie w żaden sposób z nikogo jeszcze nie czyni męczennika. Istnieje potrzeba, aby człowiek ze swej strony zgodził się na to cierpienie i dobrowolnie je przyjął. Niezbędne jest właśnie samo to dobrowolne poświęcenie i to właśnie ono sprawia, że ktoś, kto przyjmuje na siebie cierpienia, a nawet śmierć, staje się tym, kto niesie świadectwo. Wówczas męka będzie twórczym doświadczeniem, a śmierć ofiarą dopiero wówczas, gdy dobrowolnie przyjęte będą przez tego, kto cierpi czy też umiera[10]. Ten aspekt męczeństwa jest właśnie pięknie obecny w postawie św. archimandryty Grzegorza.

Posłuchajmy słów ks. J. Tischnera, który w pięknych słowach charakteryzuje wydarzenie męczeństwa z perspektywy daru, jakim jest ono zarówno dla tego, kto cierpi, jak i dla świadków jego cierpień. „Skupmy uwagę na wydarzeniu daru, czyli ofiary. – pisze ks. Tischner – Jak można zepsuć widok ofiary, zamazać jej sens, sprawić, że staje się niezrozumiała? Psujemy widok ofiary, gdy zachowujemy obraz samego zniszczenia, a zamazujemy istotny sens wydarzenia. Widzimy wtedy, że ktoś niesie krzyż, ktoś inny bierze gwoździe i przebija nimi ręce, ktoś zbliża się i przebija włócznią, a potem jacyś ludzie zdejmują ciało z krzyża. Wszystko widzimy, ale niczego nie rozumiemy. Co właściwie się dzieje? W najlepszym przypadku mówimy: okrucieństwo”. I dalej: „Ofiara to coś więcej niż okrucieństwo. Ona świeci dodatkowym blaskiem i rzuca światło na poświęcenie, które stało się wielką możliwością człowieka. Ofiara to ból i śmierć z sensem. Sens sprawia, że ofiara wyrasta ponad okrucieństwo.

Człowiek jest istotą zdolną do ofiary. Właściwie tylko on. Kto wie, może właśnie dlatego Syn Boży stał się człowiekiem, że pozazdrościł człowiekowi zdolności do ofiary? Ale idea ofiary to także jeszcze nie wszystko. I na niej ściele się cień Złego, który zepsuł dzieło stworzenia i nie pozwala widzieć rdzenia rzeczywistości. Istotą ofiary nie jest bowiem to, że boli, że jest na krzyżu, że się od niej umiera. Istotą ofiary jest dar. Idzie o to, by darować siebie i w darze tym odzyskać siebie. «kto straci siebie, ten ocali siebie»[11]. I rzeczywiście, św. Grzegorz tracąc się, cierpiąc i oddając życie za drugiego człowieka w ciemnych czasach grozy i odczłowieczenia zrealizował przesłanie, które – jak sam zaświadcza – usłyszał podczas ciężkiej choroby: „Stań się mostem dla braci!”.

Podobne świadectwo spotykamy u św. Ignacego z Antiochii, biskupa i męczennika z II wieku, który około roku 110 został uwięziony, przewieziony do Rzymu, aby tam oddać swe życie. W liście do wspólnoty chrześcijan z Rzymie pisze on, że tylko wówczas, gdy umrze z Chrystusem, może być uważany za prawdziwego Jego ucznia[12]. Czeka on śmierci nie dla samego tylko umierania, ale z tęsknoty za upodobnieniem się do Chrystusa, którego krzyż wziął na drogę swojego życia. Pisze on: „Ale blisko miecza to blisko Boga, razem ze zwierzętami to razem z Bogiem – byleby tylko w imię Jezusa Chrystusa. Aby z Nim razem cierpieć wszystko znoszę, gdyż umacnia mnie On sam, który stał się człowiekiem doskonałym”[13]. Aby dojść do Boga, św. Ignacy pragnie stać się pożywieniem dla dzikich zwierząt: „Pszenicą jestem Bożą, a zmielony zwierzęcymi zębami, okażę się czystym chlebem Chrystusa”[14].

Podobieństwo postawy św. Ignacego Antiocheńskiego i św. Grzegorza Peradze jest wprost uderzające. Obaj stali się chlebem Chrystusa i mostem dla braci, zaś ich krew – jak pisze bł. Tertulian – nasieniem nowych chrześcijan. Osobiście odczuwam to i dostrzegam za każdym razem, gdy sprawuję Służbę Bożą w małej kapliczce pod wezwaniem św. męczennika archimandryty Grzegorza. „Nic jednak nie pomoże wszelka wasza więcej niż wyszukana srogość. Jest raczej propagandą dla naszej wspólnoty. Jest nas coraz więcej, im bardziej nas wyniszczacie. Nasieniem jest bowiem krew chrześcijańska” – pisał w Apologetyku bł. Tertulian[15].

Tym, co narzuca się przy każdej próbie systematycznej refleksji nad istotnymi elementami męczeństwa, w tym także męczeństwa św. Grzegorza, jest więc jego chrystocentryczny charakter. Mówi on o bardzo ścisłym, głębokim i osobistym związku, jaki zachodzi pomiędzy Chrystusem i męczennikiem. W Kazaniu na święto Bożego Narodzenia archimandryta głosi: „On przychodzi do serca każdego człowieka i prosi o danie mu schronienia. Jezus Chrystus, bez ojczyzny i prześladowany, pozbawiony ojczyzny i tropiony, wygnany i wydany na Mękę, także dzisiaj, jak w dniu Golgoty, i jak w średniowieczu. Jest to tragedia Słowa Bożego, które przyszło do ludzi, a z drugiej strony jest to szczęście tego człowieka, który rozumie Jezusa i otworzy przed Bożym Słowem drzwi swego serca, czyniąc z samego Boga swego przyjaciela i towarzysza”[16]. W innym zaś miejscu, mówiąc o prawdziwej pobożności archimandryta wskazuje na prawdziwy chrystocentryczny wymiar życia religijnego.

Bóg chciał, aby zrealizował go w sposób doskonały, poprzez dobrowolne oddanie życia w imię miłości do Chrystusa i drugiego człowieka. „Uczucia religijne – pisze – nie znają trudności i człowiek religijny nawet na dnie otchłani widzi Bożą światłość, chociaż otoczony ciemnościami, i wahając się, powoli, niekiedy zawracając i potykając się w drodze, dąży przed siebie i wyciąga ręce do tej światłości (…). Uczucia religijne są wtedy, kiedy człowiek z jednej strony przeżywa straszne minuty samotności i czuje, że słońce nie świeci, pogoda nie jest pogodą, a równocześnie z jego serca wyrywa się hymn przeniknięty bojaźnią Bożą i całkowitym oddaniem się Opatrzności. (…) Uczucia religijne to wpatrywanie się we własną duszę, poczucie własnej małości, niemożliwości uczynienia czegokolwiek samemu i odczucie Bożej łaski, która napełnia naszą pustkę, usuwa pustynię będąca w nas, niszczy wroga lub jego możliwości, gdy wróg chce w nas zamieszkać, i daje człowiekowi moc działania, mądrość i rozum, pokorę i stałość, umiłowanie wrogów, zrozumienie i uznanie swego bliźniego, wynosi nas ponad to, co doczesne i ziemskie, pozwala rozróżnić to, co nieśmiertelne i co poddane śmierci, przemijające od nieprzemijającego, sprawy godne walki i ofiary od spraw, o które nie należy walczyć i składać ofiary”[17].

Powyższe słowa, odnoszące się do prawdziwej relacji między Chrystusem a wierzącym chrześcijaninem nabierają zatem szczególnego znaczenia w kontekście świadectwa, jakie złożył sam archimandryta. Eksponują one również dwa zasadnicze elementy związku pomiędzy Chrystusem a chrześcijaninem, a zwłaszcza pomiędzy Chrystusem a męczennikiem. Są to naśladowanie Chrystusa i zjednoczenie z Nim[18].

Całe chrześcijaństwo od samego początku przepełnia głębokie przekonanie, że męczeństwo jest najdoskonalszym sposobem naśladowania Chrystusa. Naśladowanie to winno objąć całego człowieka, w każdym miejscu i czasie. Można powiedzieć, że męczennik, wskutek doznanego cierpień i przebytych udręczeń, naśladując swojego Mistrza, razem z Nim cierpi. Odtwarza niejako w sobie samym Jego mękę i Jego śmierć. Takie utożsamienie się z Nim jest najdoskonalszym zjednoczeniem. W nim przejawia się najpełniej siła miłości, uzdalniająca do oddania w dobrowolnej ofierze tego, co najcenniejsze – swojego własnego życia[19]. Ów wyjątkowo bliski związek zachodzący pomiędzy ofiarą Jezusa Chrystusa i śmiercią męczennika znalazł swój najpełniejszy wyraz w Świętej Liturgii sprawowanej w rocznicę śmierci męczennika i zarazem jego narodzin dla nieba.

Taka Liturgia jest również sprawowana corocznie 6 grudnia w dniu męczeńskiej śmierci św. Grzegorza. Ten właśnie wymiar podkreślił Jego Eminencja Metropolita Sawa w dniu otwarcia konferencji. Pięknym i teologicznym świadectwem rozumienia męczeństwa jako naśladowania Chrystusa jest opis Męczeństwa św. Polikarpa, w którym czytamy: „Jemu [tj. Chrystusowi] składamy hołd naszej adoracji, gdyż jest Synem Bożym, męczenników zaś kochamy jako uczniów i naśladowców Pana, a jest to rzeczą słuszna, gdyż w stopniu niezrównanym oddali się oni na służbę swojemu Królowi i Mistrzowi”[20].

Drugą kategorią, która dobrze oddaje chrystocentryczny charakter męczeństwa i stanowi w pewnym sensie konsekwencję naśladowania Chrystusa jest myśl o głębokim duchowym zjednoczeniu, a nawet o mistycznym utożsamieniu się męczennika ze swoim Mistrzem. Chrystus żyje i działa wespół z męczennikiem i w męczenniku. Odzwierciedla to często stosowany w odniesieniu do męczenników tytuł Christoforoi, czyli noszący w swoim sercu Chrystusa. Tytuł ten podkreśla bowiem umacniającą i zwycięską obecność Chrystusa w męczennikach[21]. Bóg mieszka i uobecnia się w męczennikach zwłaszcza wówczas, gdy przychodzi moment ostatecznego i totalnego ofiarowania swojego życia.

Męczeństwo nie ma więc charakteru jednorazowego i heroicznego zrywu człowieka pragnącego doskonale upodobnić się do cierpiącego Chrystusa. Stanowi raczej konsekwencję wierności ewangeliczne prawdzie. Pięknie określił to inny męczennik Kościoła prawosławnego w Polsce św. Maksym Sandowycz: „Moją polityką jest Święta Ewangelia”. Polityką św. Grzegorza była również Święta Ewangelia, miłość do Boga i człowieka. Warto o tym pamiętać, kiedy wspomina się jego imię świętego.

W artykule Religia Szoty Rustawelego Grzegorz Peradze pisał: „Duch człowieka, wieczny duch, dla którego nie ma zakreślonych granic i dla którego nie istnieją przeszkody, żyje z tych samych przesłanek i czerpie z tego samego źródła: poszukuje Boga, wiecznej Jego prawdy i przetwarza tę prawdę dla codziennego życia”[22]. Zdaniem kapłana – męczennika wyznanie wiary zawiera w sobie gotowość do dawania świadectwa tej wierze na co dzień, nawet, gdyby wiązało się to z ofiarowaniem życia. Akt męczeństwa św. Grzegorza był właśnie takim świadectwem, był aktem wyznania wiary, aktem realizacji miłości do Boga i bliźniego oraz aktem eschatycznej nadziei, że oddając swoje życie odzyska je na nowo, w sposób pełniejszy, w prawdziwej ojczyźnie każdego chrześcijanina – Królestwie Bożym. Doskonałym odzwierciedleniem tej postawy mogą być obficie cytowane słowa świętego.

Świadectwo św. Grzegorza było bowiem, i jest nadal, doskonałym na miarę człowieka połączeniem ortodoksji i ortopraksji, wiary i świadectwa[23]. „W tym świecie – pisał św. Grzegorz – wszystko jest przemijające, wszystko ginie, wszystko ma swoją cenę wszystko można kupić i sprzedać. Jest tylko jeden skarb, który nie ma ceny, skarb niezniszczalny, dla którego sam Syn Boży, Zbawiciel nasz Jezus Chrystus, nie oszczędził swego życia: to godność człowieka i nieśmiertelność jego duszy. Tej duszy, bielszej niż aniołowie, powinniśmy służyć tutaj, aby ochraniać jej niewinność i czystość (…) pośród wszelakich doświadczeń”[24].

Wszystkie powyższe słowa św. męczennika stanowią uderzające świadectwo jego wiary i pobożności, nawet w obliczu ofiary własnego życia. Aby dostąpić zaszczytu męczeństwa – jak mawiał starzec Paisjusz ze świętej Góry Athos – potrzeba wielkiej pokory i miłości do Chrystusa[25]. Przykładem takiej pokory i wzorem takiej miłości był właśnie św. Grzegorz Peradze.

Postać św. męczennika archimandryty Grzegorza Peradze uwydatnia też tak charakterystyczny dla Prawosławia kościelny, lub też soborowy charakter męczeństwa. Męczennik bowiem to osoba Kościoła, mocno osadzona w eklezjalnej rzeczywistości, to osoba czująca i "współodczuwająca" z Kościołem. Jej świadectwo posunięte aż do oddania życia jest więc niejako świadectwem całej wspólnoty wierzących, w której męczennik jest zakorzeniony. Św. Grzegorz dostrzegał głęboki związek swego narodu z Kościołem prawosławnym. Świadczy o tym jego twórczość oraz badania naukowe. Wyjątkowym świadectwem przeżywania własnej tożsamości i dziejów swego Kościoła jest nie tylko jego praca doktorska o historii gruzińskiego monastycyzmu, ale również ponownie niedawno opublikowany Dziennik podróży po Ziemi Świętej i Syrii. Jako syn Kościoła i narodu gruzińskiego cierpiał z powodu tragedii swego narodu i dramatycznych losów diaspory gruzińskiej. W Drodze do zwycięstwa,głęboko przeżywając sytuację w Gruzji św. Grzegorz pisze słowa, które można doskonale odnieść do ogólnej sytuacji Kościoła i człowieka wierzącego w świecie. „Dzień Zmartwychwstania – pisze on – jest dniem zwycięstwa życia nad śmiercią, dobra nad złem. Chrystus w tym dniu rozgromił piekło i poskromił szatana. Chrystus zwyciężył. Nasza Cerkiew świętuje to zwycięstwo. Jednak bardzo daleka jest chwila, kiedy Ona będzie świętowała zwycięstwo dobra nad złem na tej naszej grzesznej ziemi. To, co się widzi, co się przeżywa tu, na tej ziemi, czyż nie przekonuje nas, że oddalamy się od tej chwili, zamiast się do niej zbliżać? Wszędzie nienawiść wśród ludzi i narodów, wojny domowe, w których brat zabija brata, różnice klasowe w społeczeństwach, piękne hasła, pod którymi kryje się brud i obłuda. Oto znamiona teraźniejszości. Czyż zamiast dążyć do doskonałości i światła, nie zdążamy do tego stanu, o jakim Chrystus powiedział: «Gdy przyjdzie Syn Człowieczy, czy jeszcze znajdzie wiarę na ziemi?» (Łk 18, 8)” [26].

Św. Grzegorz był zatem, w tych szczególnych i mrocznych czasach ludzkości wezwany do współcierpienia nie tylko z własnym narodem, ale także z całym Kościołem Bożym. Był zatem darem udzielonym całemu Kościołowi i wraz z całym zastępem męczenników Kościoła świadczy o wielkości Bożego Ducha, który powołuje i uzdalnia człowieka do złożenia świadectwa Chrystusowej prawdzie. Kościół prawosławny, a szczególnie Kościół w Gruzji i Polsce otrzymał w świętym męczenniku Grzegorzu, który poniósł śmierć w imię miłości do Chrystusa i bliźniego, potężnego orędownika przed Bogiem. Świadectwo jego życia i śmierci staje się w ten sposób jakby katechezą i wielkim wezwaniem dla żyjących. Wskazuje na zupełnie nową hierarchię wartości, relatywizuje niejako to, co ludzie zwykli uważać za największe dobro. Z kolei Kościół, czcząc św. Grzegorza oddaje uwielbienie Bogu, który tak wielkich rzeczy dokonuje w swoich świętych. Jakże piękne i wymowne są w tym kontekście słowa bp Kallistosa (Ware): „Męczennik jest świadkiem – świadkiem nie tylko Ukrzyżowania, ale i Zmartwychwstania. Męczeństwo pociąga za sobą najbardziej ze wszystkich możliwych przenikliwe, zarówno fizyczne, jak i duchowe boleści, a mimo to, cierpienia męczenników są smutkiem, który pobudza do radości, zarówno ich samych, jak i innych. (…) Nie bez powodu śpiew tak wielu pieśni i hymnów ku czci męczenników Kościół rozpoczyna od słów «Raduj się!»” [27].

„Raduj się [zatem] – jak głosi Stichera z nieszporów ku czci św. archimandryty Grzegorza – ziemio gruzińska, raduj się, Kościele polski, radujcie się teolodzy, radujcie się męczennicy, bowiem dzisiaj Chrystus Bóg wysławia swego męczennika” [28].

 


[1] Św. Grzegorz Peradze, Kim jest dla nas Szota Rustaweli, „Pro Georgia”, 2006, nr 13, s. 182.

[2] Żywot świętego ojca naszego kapłana-męczennika archimandryty Grzegorza Peradze, „Pro Georgia”, 2006, nr 14, s. 9.

[3] Tamże, s. 11 – 12.

[4] Kanonizacija swiatych w XX wiekie, Moskwa 1999, s. 96.

[5] Swiatyj Fieodor Studit, Małoje ogłaszenije. Słowa, Moskwa 2000, s. 26.

[6] Priepodobnyj Fieodor Studit, Podwiżniczeskije monacham nastawlenija, w: Dobrotolubije, t. IV, Moskwa 2004.

[7] Swiatitiel’ Ioann Złatoust, Pochwalnaja biesieda o swiatych muczenicach Wiernikie i Prosdokie diewach i o matieri ich Domninie, w: http://www.ispovednik.ru/zlatoust/Z02_2/Z02_2_22.htm, 13.02.2006 r.

[8] Żiznieopisanije Optinskich nowomuczenikow ijeromonacha Wasilija, inoka Fieraponta, inoka Trofima. Błagosłowienno woinstwo (Muczeniczestwo w żizni Cerkwi), Swiato-Wwiedienskaja Optina Pustyń 2003, s. 180-181.

[9] Św. Grzegorz Peradze, Droga do zwycięstwa, „Pro Georgia”, 2006, nr 13, s. 197.

[10] Bp. Kallistos Ware, Królestwo wnętrza, przekł. W. Misijuk, Lublin 2003, s. 162 – 163.

[11] Wypowiedź ks. Józefa Tischnera. Cyt. za: M. Bielawski, Zdziwione spojrzenie o męczeństwie w świetle teologii i faktów, „Znak”, 2000, nr 540.

[12] Zob. Ignacy Antiocheński, List do Kościoła w Rzymie 4, 2; 5, 3, w: Ojcowie Apostolscy, PSP 45,przekł. A. Świderkówna, ATK, Warszawa 1990, s. 81 – 82.

[13] Ignacy Antiocheński, List do Kościoła w Smyrnie 4, 2, w: Ojcowie Apostolscy, dz. cyt., s. 89.

[14] Ignacy Antiocheński, List do Kościoła w Rzymie 4, 1, w: Ojcowie Apostolscy, dz. cyt., s. 81.

[15]Quintus Septimius Florens Tertulian, Apologetyk,przeł. J. Sajdak, POK, t. XX, Księgarnia Akademicka, Poznań 1947, s. 202.

[16] Św. Grzegorz Peradze, Kazanie na święto Bożego Narodzenia, „Pro Georgia”, 2006, nr 13, s. 190 – 191.

[17] Żywot, dz. cyt., s. 10 – 11.

[18] Por. A. Kubiś, Zarys chrześcijańskiej koncepcji męczeństwa, „Communio”, 1987, nr 5, s. 79.

[19] Por. E. Łomnicki, Męczeństwo jako znak prawdziwości religii chrześcijańskiej w ujęciu apologetów starochrześcijańskich, „Tarnowskie studia teologiczne”, 1979, nr 7, s. 75 – 76.

[20] Męczeństwo świętego Polikarpa 17, 3, w: Ojcowie Apostolscy, PSP 45,ATK, Warszawa 1990, s. 109.

[21] Por. A. Kubiś, Zarys chrześcijańskiej koncepcji męczeństwa, s. 80 – 81.

[22] Św. Grzegorz Peradze, Religia Szoty Rustaweliego, „Pro Georgia”, 2006, nr 13, s. 178.

[23] Zob. ks. A. Aleksiejuk, Dogmaty jako wyznaczniki moralnego życia chrześcijańskiego, „Cerkiewny Wiestnik”, 2008, nr 4, s. 32, 41.

[24] Żywot, dz. cyt, s. 12 – 13.

[25] Por. Stareic Paisij Swiatogorec, Duchownoje probużdienije,w: tegoż, Słowa, t. II, Moskwa 2004, t. II, s. 246-250.

[26] Św. Grzegorz Peradze, Droga do zwycięstwa, dz. cyt., s. 196.

[27] Bp Kallistos Ware, Królestwo wnętrza, dz. cyt., s. 178.

[28] Małe nieszpory, stichera na stichownie, ton 4, „Pro Georgia”, 2006, nr 14, s. 21.

]]>
http://www.ksiadzartur.pl/homilie/2010/04/11/23-tomasza-spotkanie-z-jezusem/ <![CDATA[Tomasza spotkanie z Jezusem]]> 2010-07-21T21:42:38+02:00 Chrystus Zmartwychwstał!

 

Drodzy bracia i siostry!

Dzisiaj wspominamy spotkanie Zmartwychwstałego Chrystusa ze św. Tomaszem Apostołem. Oczyma duszy oglądamy rany, które Chrystus ukazał wątpiącemu. Nasze usta, jakże często skłonne do krytyki, mogłyby pozostawić przy Tomaszu epitet niewierny, który już zupełnie zlał się z jego imieniem. Pewnie często to spotkanie apostoła Tomasza z Chrystusem rodziło w nas pytanie dlaczego Tomasz nie uwierzył i dlaczego Jezus posuwa się tak daleko? Dlaczego pozwala, aby apostoł w tak dosadny sposób przekonał się o Jego Zmartwychwstaniu?

Tomasz miłował Jezusa i podążał za Nim. Doświadczał również Jego miłości i Jego przyjaźni, był świadkiem cudów. Gdy Chrystus wyruszał do Judei, by wskrzesić Łazarza, a uczniowie obawiali się o życie, Tomasz jako jedyny zachęcał ich do wierności aż do śmierci: „Chodźmy także i my, aby z Nim umrzeć” (J 11,16). Św. Tomasz pragnął być z Chrystusem chociaż być może nie do końca rozumiał w czym uczestniczył, zresztą tak jak pozostali uczniowie. „Panie nie wiemy dokąd idziesz, jak więc możemy znać drogę?” – to słowa wypowiedziane przez apostoła Tomasza, ale wyrażające także obawy i niewiedzę wszystkich zgromadzonych Apostołów.

Po śmierci Chrystusa na Krzyżu Tomasz, tak jak każdy kto z przebywał z Synem Bożym, przeżywał ból i dramat rozłąki z Mistrzem. Nie potrafił również uwierzyć w to, co opowiadali jego towarzysze, że Pan zmartwychwstał i żyje. Tomasz przyznaje się do tego otwarcie. Być może czyni to szorstko, ale chyba nie z braku miłości, lecz raczej ze strachu przed rozczarowaniem. Jest w nim zaskakująca autentyczność i prostota, bez śladu obłudy. Staje on wobec świadków Zmartwychwstałego w całej prawdzie o swojej słabości i niewierze. To nie przypadek, że nie było go z uczniami, gdy Chrystus objawił im się po raz pierwszy. Oni widzieli Zmartwychwstałego Chrystusa. Tomasz mógł polegać na ich relacji, ale nie potrafił. To nie przypadek, że jego spotkanie z Chrystusem ma tak osobisty charakter.

Tomasz chciał włożyć palce w rany Zbawiciela. W dzisiejszych czasach, kiedy ludzie tak strzegą swojej prywatności to pragnienie mogłoby być odczytane co najmniej jako akt bezczelności i nietakt. Apostoł Tomasz jednak pragnie uwierzyć. Pragnie tego tak głęboko, że żąda rzeczy niewyobrażalnej. Nie kalkuluje, czy wypada i czy to aby poprawne. Chce spotkać Chrystusa, jeżeli zmartwychwstał, właśnie w taki namacalny sposób. Chrystus zaś wychodzi naprzeciw temu "nietaktownemu" pragnieniu i objawia się Tomaszowi. Nie musiał tego robić, nie musiał tak „bezlitośnie” dawać dowodu swojego zmartwychwstania, ale Bóg tego chciał, bo nadwyrężona wiara, przyćmiona nadzieja i tęsknota Tomasza, właśnie potrzebowały takiego mocnego i wstrząsającego spotkania. Tomasz pragnął dotknąć Boga, by przekonać się o tym, że jego Mistrz żyje.

Drodzy bracia i siostry! Być może w obliczu świata, który zmaga się z problemem niewiary, utraty nadziei i braku zaufania Bogu potrzeba, abyśmy właśnie dzisiaj spojrzeli na św. Tomasza jako na człowieka, który nie umiał sobie poradzić ze swoją słabością, niewiarą i brakiem nadziei. Spójrzmy na niego jako na opuszczonego, ale jednak wiernego ucznia, który chociaż nie rozumie tego, co się stało i pragnie dowodu na to, że Życie pokonało śmierć, to jednak walczy i poszukuje Tego kogo utracił, aby wszystko, co wydarzyło się wcześniej nabrało zrozumiałego dla jego serca i umysłu sensu. Zwróćmy uwagę, że gdy Tomasz spotyka Pana nie zastanawia się już nad tym, że zawiódł, że złamała się jego wiara. Ważne jest tylko to, że Bóg jest, że przynosi prawdziwy Pokój.

Wyrywające się z Jego ust wyznanie: „Pan mój i Bóg mój” to wyraz rozpoznania Chrystusa jako Boga i człowieka, jako przyjaciela i nauczyciela, ale też przejaw uwielbienia i adoracji, zapatrzenia w oblicze Boga. Spotkanie jakiego pragnął, a więc włożenie dłoni w rany Zbawiciela okazuje się niepotrzebne, bowiem zostaje on zaproszony do spotkania na miarę Boga, spotkania umacniającego i przemieniającego. Odpowiedź na pragnienie apostoła Tomasza, aby dotknąć Mistrza, jest zaskakująca i przekraczająca najśmielsze oczekiwania. Znikają wszelkie wątpliwości, apostoł Tomasz poznaje prawdziwego, żyjącego Stwórcę i pewnie dopiero tutaj zaczyna pojmować słowa Chrystusa: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”.

Dlatego, drodzy bracia i siostry, pytania Jezusa Chrystusa: „Uwierzyłeś, Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli” nie należy traktować jako wyrzut. To raczej błogosławieństwo, gdyż Tomasz stał się godny, aby ujrzawszy Syna Człowieczego wyznać w Nim samego Boga. Ujrzawszy zaś uwierzył, albowiem widząc prawdziwego człowieka, wyznał Boga, którego nie mógł zobaczyć.

Bracia i siostry! Prośmy więc Zmartwychwstałego Chrystusa, abyśmy nie stali z boku jako obserwatorzy. Postarajmy się stanąć dzisiaj wraz ze św. Tomaszem, gdyż jego niewiara i słabość jest również naszą niewiarą i słabością. Podobnie pomoc i błogosławieństwo udzielone jemu może stać się pomocą i błogosławieństwem udzieloną również i nam. My również, słabi i pogubieni, targani niepokojem i emocjami, częściej lub rzadziej, „nietaktownie” pragnący od Boga znaku, że żyje, jest z nami i prawdziwie Zmartwychwstał kroczymy drogą apostoła. Bóg jednak doskonale zna nasze serca i wie, że potrzebujemy Jego obecności i spotkania z Nim samym.

Onieśmielając na swoją miłością daje nam samego siebie w niewypowiedzianej szczodrości daru, którym jest Święta Eucharystia. Bądźmy pewni, że spożywając Jego Ciało i pijąc Jego Krew dotykamy Jego samego. I to jest właśnie czas spotkania z żywym Bogiem. Jest to czas, w którym możemy z zachwytem i pełną ufności pewnością wyznać: „Pan mój i Bóg mój”. Amen.

Chrystus Zmartwychwstał!

]]>